zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 30 maja 2020

relacja: Pukkelpop Festival, Belgia, Hasselt, 22.08.1997

31.08.1997  autor: Rafał Dylong
wystąpili: Metallica; Dog Eat Dog; Marilyn Manson; Rammstein
miejsce, data: Hasselt, 22.08.1997

W Hasselt bylem ok. 11.30. Nalezy dotac, ze przez cala droge pogoda byla do... You know, no i w Hasselt byla mzawka (deszcz), caly czas to sie zmienialo, ale generalnie bylo pochmurno. Ale kiedy deszcz przestawal padac, to bylo ok, bo nie bylo za cieplo, ale nie bylo tez zimno.

Poczekalem do jakiejs 12.15 no i zabralem sie z auta do tych obiektow. Znalazlem wejscie, no i ok. 12.45 wszedlem juz na teren festiwalowy. Jako ciekawostke nalezy dodac, ze the main stage, gdzie miala Metallica wystapic, bylo widac z ulicy, ale oddalona bylo o ok. 200 metrow.

Wszedlem, dali takie opaski na reke, zeby mozna bylo wyjsc z obiektow, pojsc na miasto, itd. Ja dostalem zielona, bo mialem bilet na jeden dzien festiwalu, a ci co mieli bilety na obydwa dni, dostali zolte opaski. Obie byly z napisem Pukkelpop. Kiedy wszedlem, poodladalem sobie z daleka te rozne obiekty, no i udalem sie w kierunku main stage. Bylo na razie pod nia niewielu ludzi, tak ze dostalem sie pod sama scene.

Co do sceny - byla stosunkowo mala, wybiegi, ktore sa zawsze w bok, byly krotkie, no i nie bylo "monitorow" z boku, ktore zwykle sa. No, ale w sumie mnie to nie obchodzilo, bo bylem 5 metrow od sceny, przy samych "plotkach". Nalezy dodac, ze kiedy wchodzilo sie na obiekt, za bramka, stali ludzie (od organizatorow), ktorzy dawali czapeczki z daszkiem na glowe - fajne, z wyszytym Pukkelpop, takie kartki za sznurkiem, zeby mozna bylo sobie zawiesic na szyje, z infem - o polozeniu poszegolnych obiektow, no i na jakich, obiektach o ktorej godzinie co sie ma dziac.

Ok. 13.30 zaczal grac niemiecki zespol Rammstein. Na rozkladowce pisze ze mieli grac od 13.30 do 14.05. No i tyle chyba grali. Zespol gral taki heavy metal, z tym, ze spiewali po niemiecku. Ogolnie muzyka nie porywajaca, ale spoko do sluchania, jako pierwszy zespol na takim festiwalu. Jesli chodzi o uwagi dotyczace tego zespolu, to czlonkowie zespolu grajacy na instrumentach: drums/keyb/gtr/gtr/bass nie robili specjalnego show, natomiast calym show zajmowal sie wokalista. Ogolnie robil ciagle duzo dziwnych rzeczy, zwiazanych z ogniem. Tzn. na poczatku przyszedl ubrany w metalowy plaszcz, ktory mu podpalili no i w palacym sie plaszu spiewal pierwszy numer, pozniej jeszcze robil rozne rzeczy z racami, miotaczami ognia, jakimis swiecami dymnymi. Tak ze ogolnie bylo na co popatrzec. Kiedy skonczyli dostali troche/duzo braw, no i zeszli ze sceny.

Teraz do 14.50 zmiana sprzetu na scenie. W tym czasie duzo ludzi idzie gdzie indziej, ale ja zostalem, grzejac sobie dobre miejsce. Od 14.50 do 15.30 wystapil zespol 3 Colours Red z USA. Grali ok, taki troche punk, rock, ale w sumie nic szczegolnego.

Pozniej od 16.15 do 17.00 ma byc Marilyn Manson, ale przychodzi taki gosc i cos tam powiedzial o Marilyn Manson po ichniemu, no i cos o Dog Eat Dog. No i wywnioskowalem z tego, ze nastapi zmiana w kolejnosci wystepowania tych zespolow. No i nie mylilem sie. Ok. 16.20 na scenie pojawia sie Dog Eat Dog. Nie znam ich materialu, ale pupblika bawi sie swietnie, no i bramkarze maja juz z przodu duzo pracy, zeby lapac ludzi, ktorzy sa niesieni na rekach w kierunku sceny. Uwazalem, zeby nie zarobic butem, przez niesionych na rekach. W sumie grali te 45 minut, bardzo fajna atmosfera. W jednym kawalku na wokalu byl perkusista, a za perka goscinnie jakis techniczny. Wokalista na poczatku jeszcze cos wspomnial, tym razem po angielsku, ze Manson ma klopoty z dojechaniem, tak ze teraz oni wystapia. Po zakonczeniu koncertu i w czasie jego trwania gostek czesto dziekowal publice za dobra zabawe, itd. Trudno mi bylo wyczuc ilu bylo ludzi, bo nie mialem widoku do tylu, ale sadzac z naporu, bylo ich sporo. Po koncercie wokalista, przyszedl z przodu do ludzi, no i na calej dlugosci barierek, z prawej i lewej strony sceny, przybijal z ludzmi piatke. Tez z nim przybilem piatke. W sumie bardzo mi sie podabal koncert i ich stosunek do publiki, ze mieli czas po zagraniu podejsc do ludzi, itd. W sumie nabili u mnie plusa.

No i od 17.45 do 18.30 mial pojawic sie MM. Pojawilo sie wsrod publiki z przodu dosc duzo panienek, ktore byly ucharakteryzowane a'la MM. Tzn. wygolone brwi, no i make up w kolorach czarny/szarosci. Musze jeszcze dodac, ze bedac w Niemczech, przed wyjazdem na Pukkelpop widzialem fragmenty wystepy Manson w Kolonii na jakims fetiwalu, no i wiedzialem czego sie spodziewac. Tzn. na scenie pojawil sie zespol, ktorego czlonkowie byli pomalowani na rozne dziwne kolory, a ubrania mieli ucharakteryzowane na takie a'la underware dziwek z lat 20. U know, koronki itd. Wygladalo to obrzydliwie, kontrowersyjnie, itd. Zespol na scenie zachowywal sie tez jak wygladal. Oprocz tego ze grali, to ulubionym zajeciem basisty bylo plucie sobie w gore na glowe i lapanie tego co wyplul, wokalista caly czas sie obmacywal, lal sie woda, itd. W sumie bardzo obrzydliwe. Ale ciekawostka zawsze jesli chodzi o zobaczenie na zywo. Jesli chodzi o wartosc muzyczna, to byli naprawde ok.

Tzn. dwa kawalki znalem: "The Beautiful People" oraz "Seet Dreams" no i bardzo mi sie podobalo ich wykonanie muzyczne i znakomicie sie przy nich bawilem. Koncert od nich trwal rzeczone 45min., ale nalezy dodac jeszcze pare rzeczy z otoczki wystepu. Teraz mnie naszlo, ze ta charakteryzacja jesli chodzi o malowanie to przypomianala KISSow (wczesnych).

W pewnym momencie kapela zaczela grac jakis numer i wysiadlo zasilanie. Wokalista wygrzmocil mikrofonem w perkusje i momentalnie wszyscy zeszli, robiac przy okazji jakiejsc uderzenia, plucie itd., ludziom z obslugi (niewazne, czy ich wlasna ekipa, czy tacy ogolni, z Belgii). W koncu jednak sie tam po 5 minutach pojawili, kiedy wszystko bylo ok ze sprzetam. Jeszcze nalezy powiedziec, ze gosctek na wokalu przewracal podstawe pod mikrofon i jakis techniczny podbiegal mu go stawiac, to musial uwazec, zeby nie zarobic od kogos z zespolu. Podczas ostatniego kawalka, na koniec wokalista wyrabal perkusiscie cala perkusje, itd., tak, ze o bisach nie bylo juz mowy. Jesli chodzi o publike, to bardzo sie to podobalo, choc mnie sie nie podoba taki image zespolu. Ale to ich sprawa. W sumie warte obejrzenia, ale na ich koncert jako jedynego zespolu w zyciu bym nie poszedl.

Od 19.30 do 20.20 na scenia grala angielska kapela Bush. Taki ostry rock, jeden numer znalem, ogolnie byli spoko, ale ja juz patrzalem na zegarek, ile zostalo do Metallicy. Metallica miala sie pojawic na scenie o 21.30. No i na rozkladowce pisalo, ze mieli grac do 23.15.

O 21.15 ludzie juz szeleli, wolali Metallica, itd. Nic nie pomoglo, zespol pojawil sie na scenie dokladnie o 21.30. Ale co sie dzialo pod scena, to bylo cos niesamowitego, scisk, itd. Zaczeli bez jakis specjalnych wstepow, zaczeli po prostu jam z "No remorse".

Tlum szaleje. Nastepnie przeszli do "So what. Ciagle jestem w pierwszym rzedzie, ale w pewnym momencie troche mnie wypchnieto na 1 m od barierek. Scisk, cieplo (mimo pochmurnej pogody), no i muzyka. Teraz napisze setlist (imho tak to bylo grane - odtworzone na podstawie setlisty z Reading Festival no i koncertu ze Stuttgartu, ktory nagralem dzien pozniej z niemieckiej telewizji):

Jam - no remorse
So What
Puppets (half) - niestety, ciagle polowka
King Nothing
Fuel - James dodaje, ze to nowy numer, ze nowy album soon, itd. Dla mnie bomba, no a poza tym pierwsze wykonanie w Europie :)
Hero - bardzo fajnie brzmi na koncercie, ta akustyczna czesc szczegolnie, troche inaczej niz na plycie
Aint my bitch
Roam
Bells - ok, ale jakos nie slysze bassu
Matterz - jak zwykle ostatnio, stoleczek, polowa kawalka James sam, pozniej reszta zespolu.
Sandman - rules na koncercie, ale cos mnie zaskoczyl, ze sie tak szybko pojawil.
One - fajny, ale bez jakis wybuchow, tylko samo granie
Sleeps - zawsze porywal mnie ten kawalek na koncercie
Encore - bleciki, paleczki, itd. bicie brawa tlumowi.
Stone Cold Crazy - tu James mowi, ze dlugo tego kawalka nie grali, no i ciekawe czy wiemy co to jest
Creeping Death - bomba
Battery - tu maja ode mnie wielki plus. Troche zmieniono w srodku, na plycie jest taki part, ze przed solem jest fajny riff grany, po kilkosekundowej przerwie. Na koncercie w tym momencie zespol przestal grac, a potem przeszedl od razu do sola. W sumie porywajace.

No i koniec. Totalne zaskoczenie, ze tak krotko. Krocej niz na rozkladowce, w sumie chyba do 5 lub 10 po 23.

Jak patrze na ten setlist, to gdzies jeszcze bylo "Sad But True", na ktorym tlum spiewal bardzo glosno. I jeszcze w pewnym momencie byl taki dluzszy jam z "The outlow Thorn".

Jesli chodzi o atmosfere, to moim zdanie tlum szalal, a i zespol imho bardzo dobrze sie bawil. W sumie nie wiem czemu jeszcze nie wyszli zagrac, tym bardziej, ze na dwoch nastepnych koncertach zagrali "Last Carres" no i "LC" i "Motorbrath". Z ciekawych momentow bylo, jak zaczeli grac poczatek z "The Shortest Strow", tam jest taki "u-ha" wolane w tle, ludzie tak zaczeli robic, niesamowite wrazenie, w koncu przestali to grac i tlum tylko krzyczal, ale pozniej przeszli chyba do "Creeping Death". Tez mnie troche tym zaskoczyli. Z wrazen i spostrzezen to: Kirk ma wlosy na 5 mm, tzn. wygladalo na to, ze byl bald, ale mu zaczely wlosy odrastac. Nareszcie nie ma pomalowanych paznokci. Ogolnie wyglada imho lepiej niz na ostatnim tour, jak mial te krecone wlosy.

Ogolnie koncert bardzo fajny, ale cos krotki, no i zaskoczyli mnie brakiem zagrania czegokolwiek z KEA. Tez mnie zaskoczyl brak FTB, bo ostatnimi czasy ten kawalek wydawal sie byc twardo w setliscie.

IMHO do takiego minimalnygo setlistu zabraklo FTB no i "Medley" z KEA/RTL. W stosunku do calego setlistu za duzo jest numerow z TBA no, bo w koncu z pierwszych trzech plyt zagrali w sumie tyle kawalkow ile z TBA. W sumie mogli np. odpuscic "Roam" i "Bitch", na rzecz starszego materialu. W sumie jesli chodzi o mnie to nie szeleje za NEW, ale na koncercie jest bardzo fajny, taki wolny moment oddechu, no ale imho z Seek&D to NEM oczywiscie by przegral. W sumie spodziewalem sie czegos wiecej, jesli chodzi o grane numery. Ale i tak bylo zajebiscie. Warto bylo dla samego "Fuela". No i w sumie zdziwilo mnie to, ze "Last Carres" nie zagrali. Nie wiem, moze to jest ze mna tak, ze po prostu jak widze ich piaty raz na zywo, to poprzeczka idzie bardzo wysoko w gore, itd.

Nic by sie im nie stalo, gdyby jeszcze zagrali HOS. W symie wydaje mi sie, ze mogli sie troche bardziej wysilic i zagrac te 20 min. dluzej, zeby zrobic troche mocniejszy setlist.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy potrafisz rozpoznać dźwięk flażoletów?