zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 30 listopada 2021

relacja: Sacriversum, Sceptic, Tenebris, Łódź "Od Zmierzchu Do Świtu" 12.10.2001

15.11.2001  autor: m00n
wystąpili: Sacriversum; Sceptic; Tenebris
miejsce, data: Łódź, Od Zmierzchu do Świtu, 12.10.2001

Koncert z okazji "okrągłych" dziewiątych urodzin łódzkiego Sacriversum, któremu patronował nasz serwis, mający odbyć się w łódzkim klubie "Od Zmierzchu Do Świtu", zapowiadał się interesująco. Niestety na kilka dni przed imprezą dowiedziałem się, że niestety Lux Occulta, jeden z zapowiadanych zespołów, z powodów personalnych (brak perkusisty) w Łodzi się nie zjawi. Wierzyłem jednak, że reszta kapel jest w stanie zrekompensować ich nieobecność.

Do klubu udało mi się przybyć prawie na czas. Nie zdążyłem tylko na krótkie przeprosiny U.Recka z Lux Occulta, zdołałem je usłyszeć będąc jeszcze na zewnątrz. Pierwsze, co mnie bardzo zaskoczyło, to tłum na schodach i w środku. Klub dosłownie pękał w szwach, a jak się później dowiedziałem, zjawiło się w nim tego wieczoru ponad 600 osób. Jedynym minusem takiej ilości ludzi był niestety zaduch, ale mimo potu ściekającego ze mnie strugami, jakoś przeżyłem.

Pierwszym zaproszonym gościem była niegdysiejsza podpora łódzkiego podziemia, zespół Tenebris. O grupie ucichło jakieś dwa, trzy lata temu, jednak kilka miesięcy temu reaktywowali się i są naprawdę w dobrej formie. Skład pozostał prawie ten sam, ale za to zmieniło się instrumentarium, z którego zniknęły klawisze. W związku z tym teraz w zespole mamy czterech gitarzystów. Pierwszą część koncertu Tenebris stanowiły starsze utwory, wśród nich pochodzące z "Only Fearless Dreams". Pomimo upływu lat zabrzmiały dość świeżo, również nagłośnienie było bez zarzutu. Później przyszła pora na nowe kompozycje, które naprawdę mnie zaciekawiły. To, co obecnie oferuje Tenebris, to ciekawy, zakręcony, niezbyt szybki death metal z fajnymi wokalami Szymona i ładnie wyeksponowanym basem. A dzięki trzem gitarom dzieje się tam sporo. Z takim materiałem powinni wkrótce znowu być w czołówce. Miejmy nadzieję, że niedługo pojawi się ich nowy krążek.

Po krótkiej przerwie na scenie zainstalował się Sceptic, również nie grający prostego death metalu. Krakowianie przyjechali z nowym gitarzystą. Zajął on miejsce Czesława Semli, który opuścił zespół jakieś dwa miesiące wcześniej. Widziałem już kilka występów Sceptic, zawsze byłem pod wrażeniem i tym razem także się nie zawiodłem. Świetna gra, doskonała technika gitarzystów, jak zwykle wszystkie elementy dobrze ze sobą współgrały. Może jedynie na początku wokal Warana był mało słyszalny, stałem jednak w pobliżu akustyka i moja prośba spowodowała, że sytuacja uległa zmianie. Kolejny koncert, który moim zdaniem zespół może zaliczyć do udanych. Publiczność również. Na ponad półgodzinną dawkę technicznego death metalu, jaką zaserwował nam Sceptic, składały się między innymi "Ancient Portal", "Ancestors Of All Powers" (mój ulubiony utwór z "Pathetic Being"), "Die From Within". Nie zabrakło oczywiście coveru Death "Lack Of Comprehension", podczas którego nastąpiła krótkotrwała awaria zasilania, dzięki czemu mogliśmy usłyszeć połowę utworu raz jeszcze. Całość zakończył "Lost Identity".

Mineło trochę więcej czasu, który można było spożytkować na zakup piwa, krótkie rozmowy ze znajomymi, zanim na scenie zjawili się jubilaci. Sacriversum dało koncert naprawdę godny takiej rocznicy, jaką obchodziliśmy tego wieczoru. Repertuar mógł zadowolić zarówno fana starszych, jak i nowszych utworów. Mnie usatysfakcjonował w pełni. Bardzo dobre nagłośnienie, jak zwykle charyzmatyczny, dający z siebie wszystko Remo, nie ujmując oczywiście reszcie zespołu, i utwory, których się nie spodziewałem. Szczególnie jednego.

Koncert rozpoczął ostry "Waiting For Godot", który dobrze pasuje na początek, by rozruszać zgromadzoną publiczność, a tej wcale nie trzeba było zachęcać do szaleństw. Już przy drugim kawałku mało nie przysiadłem z wrażenia. Ze sceny poleciał "Revenger" z pierwszej kasety zespołu "Dreams Of Destiny" w nieco przearanżowanej wersji. Dalsze kilkadziesiąt minut to pyszna mieszanka z płyt "Soteria" i "Beckettia". Zabrzmiały m.in.: "The Krapp's Last Tape", "Majesty Is Blind", "Not Me", "Paradise", świetny "Lullaby", a także "Salieri", jedna z najnowszych kompozycji. A na zakończenie cholernie dobry "Overwhelming Monuments". Ale był to tylko połowiczny koniec. Na deser Sacriversum przygotowało trzy utwory innych wykonawców, zagrane bardzo fajnie. Ostatni kwadrans wypełniły więc covery: Tiamat "The Ar", Paradise Lost "Say Just Words" i Motorhead "Ace Of Spades", gdzie wokal Remo bardzo przypominał głos Lemmy'ego. Koncert udany, dużo smakowitych kawałków i chyba tylko Kasia mogła zaśpiewać trochę lepiej.

Cała impreza wypadła świetnie, myślę, że wszystkie zespoły jak i publiczność byli zadowoleni. A co się działo potem, to długo by opowiadać. Szkoda tylko, że bardzo wcześnie rano wstałem i pojechałem do Krakowa na Mystic Festival...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Po ilu nutkach rozpoznajesz 'Enter Sandman'?