zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 18 października 2021

relacja: The Trast, Racibórz 11.09.2021

18.09.2021  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: The Trast
miejsce, data: Racibórz, Zamek Piastowski, 11.09.2021

Wśród miast na mapie "Industriady" w 2021 roku znalazł się Racibórz z działającym w nim Browarem Zamkowym. Swoje role w ramach imprezy odegrali na miejscu przewodnicy, wcielający się w istotne postacie z historii obiektu aktorzy, a także m.in., jako dodatek czysto rozrywkowy, muzycy. Na scenie na dziedzińcu Zamku Piastowskiego zespół Sound'n'Grace wykonał za dnia dwa sety, pomiędzy którymi wystąpiła też Agata Karczewska. Wieczorem atmosfera stała się bardziej rockowa, a to za sprawą The Trast.

Raciborski zespół zaczął grać przed godziną 21, trochę ponad dwadzieścia minut po czasie, mimo to można było odnieść wrażenie, że doszło do lekkiego falstartu. Gdy wokalista zdjął maskę gazową i skorzystał z mikrofonu, jego śpiew ginął wśród dźwięków instrumentów. Dopiero po kilku wersach nagłośnienie zostało do końca ustawione - tak się przynajmniej wydawało. Choć pod sceną tłum się nie zebrał, na rozpoczęty dźwiękami syreny "Reset dla mass" publiczność na dziedzińcu zareagowała pozytywnie. "Grawitacja" podtrzymała ten nastrój, mimo że przez pierwsze kilka minut utworu trwała jeszcze walka z problemami technicznymi. Kwintet grał jako tercet - bez gitarzysty solowego i wokalisty. Dodany w tej konfiguracji instrumentalny wstęp brzmiał momentami jak wybrakowany, ale i tak muzykom należy się pochwała. Wykazali się elastycznością i zachowali się jak zespół, który nawet w sytuacjach awaryjnych wie, co ma robić. Mogli przecież przerwać występ i popsuć nastrój, a nawet tymczasowo stracić zainteresowanie widzów, albo grać tak, jakby wszystko działało poprawnie, i w efekcie też wypaść nie za dobrze.

The Trast na scenie zdawał się czuć świetnie. Wokalista w ciemnych okularach sporo się ruszał, wchodził na pustą część podestu dla perkusisty, wydawał publiczności komendę "Łapy w górę!" i zachęcał ją do rytmicznego klaskania. Również gitarzysta rytmiczny lubił pospacerować - nieraz podchodził do solowego. Ruch tego ostatniego polegał głównie na kołysaniu się.

Grupa zapewniła publiczności dawkę gitarowego grania i pokazała rockowy pazur, ale nie robiła tego przez cały występ. W secie znalazły się też utwory spokojniejsze i przyjazne radiu. Już po trzeciej w kolejności "Niepewności" padła zapowiedź pozycji "dla pań" i wykonana została "Sukienka". Po utworze ze słowami "gdy ciebie tu nie ma" - którego tytułu nie ustaliłem - i "Z papieru świat" zespół zagrał piosenkę zwąca się chyba "Moja piękna" - w niej wreszcie poczułem inspirację rock and rollem, o którym wspomniał konferansjer tuż przed występem grupy. Sprecyzuję, że kawałek przywiódł mi na myśl polski bigbit, a nie jakąś "brudniejszą" odmianę tej muzyki. Kolejna pozycja w zestawie, czyli "Praca, praca" zapowiedziana jako "piosenka robotnicza", dla odmiany zalatywała mi ska.

Następnie wykonane zostały "Lidka", "Adriatyku słodki smak", "Mój lęk", "Być kimś", "Moja mała mądrość", "She Loves the Cash" i kończąca trwający ponad osiemdziesiąt minut set podstawowy "Fiesta". W trakcie ostatniego utworu nastąpiło przedstawienia muzyków. Przy tej okazji wreszcie również basista się czymś popisał, za to perkusista wypadł na tle kolegów blado.

Bis zaczął się utworami dostosowanymi do miejsca i okazji. Pierwszy z nich został podobno napisany dzień przed imprezą i strzelam, że tytuł jego brzmi "Moje miasto Racibórz". Drugi kawałek wokalista poprzedził dedykacją "dla piwoszy". Refren ze słowami "Mam tę moc, będę pił przez całą noc" stanowił, jak się później zorientowałem, parafrazę piosenki z pewnego filmu Disneya w wersji z polskim dubbingiem.

Z jednej strony historia zespołu sięga 2008 roku, kiedy to założona została formacja Artyści Spalonego Teatru. Z drugiej - pod szyldem The Trast ukazał się dopiero jeden album. Może właśnie wskutek nie dość bogatego repertuaru grupa ponownie zagrała "Grawitację".

Dwudziestominutowy bis zakończyła piosenka, zatytułowana prawdopodobnie "Wolność", zachęcająca - według słów frontmana - do pozbycia się telewizora. Jak zrozumiałem, główny bohater tak uczynił, po czym wyszedł na ulicę i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, ale treść ta była w moim odczuciu bardziej niepokojąca niż nakłaniająca do czegokolwiek. Wolałbym usłyszeć ten utwór bez zapowiedzi narzucającej tę płytką i być może błędną interpretację.

Oczywiście już przesadnie narzekam, ale swoim pogarszającym się z czasem odbiorem piosenek The Trast dobrze się wpasowałem w psujący się nastrój na widowni. Im bardziej muzycy przeciągali bis, tym wyraźniej wśród stojących dalej od sceny widzów słychać było głosy niezadowolenia. Według harmonogramu zespół miał na swój występ sześćdziesiąt minut, a grał przez sto. Dla ostatniego, ciekawszego punktu programu obsuwa wyniosła w efekcie ponad godzinę. The Trast nie musiał się jednak przejmować. Dla małej grupki bawiącej się blisko sceny mógł grać dalej. Na koniec zespół porobił sobie jeszcze zdjęcia z publicznością w tle.

The Trast, Racibórz 11.09.2021, fot. Krasnal Adamu
The Trast, Racibórz 11.09.2021, fot. Krasnal Adamu

Podejrzewam, że w Raciborzu i okolicach The Trast jest dość popularny. Przyznaję, że zespół potrafi dawać widzom rozrywkę i dobrze sobie radzi na scenie. Gdybym poszedł na jakiś koncert specjalnie po to, żeby zobaczyć tę właśnie grupę, pewnie byłbym zadowolony. W przypadku "Industriady" sytuacja wyglądała trochę inaczej i od pewnego momentu nie mogłem się już doczekać końca występu. Winę zwalam na organizatorów, którzy nie pilnowali przestrzegania harmonogramu.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Ile razy źle oceniłaś(eś) album po okładce?