zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 19 marca 2026

relacja: Psychoformalina, Franca, Tupe Ostri, Druides, Wrocław 6.03.2026

19.03.2026  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: Franca; Psychoformalina; Tupe Ostri; Druides
miejsce, data: Wrocław, Centrum Reanimacji Kultury, 6.03.2026

Nadszedł kolejny dzień dyskryminacji dorosłych mężczyzn. Na bramce szóstej edycji "Tulipunków" musieli płacić dwa razy więcej niż nieletni, podczas gdy kobiety wchodziły za darmo. Uiszczana przez nich kwota była zarazem na tyle niska, że na koncert samej Psychoformaliny bez oporu wydałbym tyle samo, a tu w zestawie grały jeszcze trzy kapele: Druides, Tupe Ostri i Franca. Przez tę imprezę w okołopunkowych klimatach z okazji Dnia Kobiet uwierzyłem nawet na krótko, że święto owo przypada właśnie na 6 marca. Może więc na dyskryminację zasłużyłem.

Nie wiedziałem, w jakiej kolejności zespoły będą grać, ale jako pewną potraktowałem wielokrotnie podaną przez organizatorów godzinę rozpoczęcia występów. Bramkarz namalował mi na nadgarstku kwiatek i teoretycznie w samą porę wszedłem na salę ze sceną, z tyłu której wisiał już baner Francy, po czym musiałem poczekać jeszcze pół godziny. Przynajmniej ustawienie nagłośnienia poszło naprawdę błyskawicznie. Koncert otwarty został jednak nie przez Francę, tylko przez Druides. Konferansjerką zajmował się głównie basista, który zapytany w jednej z przerw przez widza przyznał, że nie wie, o czym są teksty, bo pisze je Wojtek - wokalista i gitarzysta. Ten zaś najlepiej z całego tercetu dbał o nasze wrażenia słuchowe i wzrokowe. Wydobywał nadprogramowe dźwięki z instrumentu, rzucał się na kolana, a po rozkręceniu się ponadto podskakiwał i uprawiał wściekły headbanging. Chyba wystarczająco dużo o jego inspiracjach powiedział jedyny cover w secie - polskojęzyczna wersja "Floyd the Barber" Nirvany. Przez czterdzieści minut kapela raczyła nas właśnie grunge'ową mieszanką metalu i punk rocka. Z materiału autorskiego Druides wykonał m.in. utwory "Przyjaciele", "Zabij mnie", "Born", "Emilly Marshall", "Dziewczyna punk", który chyba najskuteczniej skłonił widzów do zabawy, i - na koniec - "Królewska odyseja". Przez większość występu pod sceną szalały przeciętnie dwie osoby, a w porywach - cztery. Koncert zaczął się dobrze - entuzjazm wyczuwalny był i wśród muzyków, i wśród publiczności.

Kapela druga zwinęła baner Francy, by odsłonić swój. Już próbą nagłośnienia Tupe Ostri dał zgromadzonym do zrozumienia, że jest gotowy zrobić grindową miazgę. Ostatecznie nie było aż tak ostro i imprezowo, publiczność nie szalała, ale odbiór pozostał pozytywny. Nastrój chwilowo uległ osłabieniu przez problem basisty z instrumentem. Aby uniknąć kilkuminutowej ciszy w przedłużającej się przerwie, perkusista zaczął jamować z gitarzystą. Basista wrócił w końcu do gry, ale - z powodu braku paska - na siedząco. Wykonał tak tylko jeden utwór. Następnie wstał i, skoro nie mógł zawiesić sobie instrumentu na szyi, oparł go o udo zgiętej nogi postawionej na krzesełku. Pozycja utrudniła mu wypełnianie dodatkowych obowiązków - wokalisty wspierającego. Trochę szkoda, że główna gardłowa też mało się ruszała. Robiła dobre wrażenie głosem i efektownym wychyleniem w stronę widzów, ale zabrakło czegoś więcej. Mimo to przez pół godziny gry czeski kwartet wypadł solidnie i rozrywkowo.

Scenę zajęła następnie Franca, której po ustawieniu nagłośnienia akustyk musiał zwrócić uwagę, żeby rozwinęła z powrotem swój baner. W półgodzinnym secie podstawowym hardcore'owego kwintetu znalazły się m.in. utwory "Niepokój", "Kłamcy", "Miłość", "Wojna", "Czy" i "Historia". Do tego doszedł jeden kawałek na bis. Pod sceną zrobiło się tłoczno i odbiór był dobry, ale trudno się dziwić, skoro grała lokalna kapela. Uśmiechnięty, wykazujący się bezproblemowym usposobieniem wokalista w kilku utworach podtykał mikrofon fance na widowni. Dawała czadu. Nawet jeśli jej krzyki zaburzały kompozycje zwrotek lub refrenów, podkreślały atmosferę udanego punkowego koncertu.

Imprezę zamknęła Psychoformalina, również z Wrocławia - jedyny z czterech zespołów, który już kiedyś widziałem na żywo. W godzinnym secie zimnofalowego kwartetu znalazło się dziesięć utworów, w tym "Dym i powietrze", premierowy "List do Janusza" (nie wyłapałem inicjału na końcu tytułu), "Jak tam?", "Ciężko urodzeni", "Pierwszy", "Salome" jako kawałek pozornie pasujący do Dnia Kobiet, "Piekło na Ziemi" i "Napisy końcowe". Miałem niestety wrażenie, że początkowo świetne nagłośnienie stopniowo się pogorszyło - gitarzysta przeszedł do zagłuszania kolegów. Może działo się tak tylko przy wyższych partiach lub wskutek stosowanych efektów. Publiczności jednak chyba to nie przeszkadzało. Bawiła się bardzo dobrze. Wokalista Bartek Glanc, tradycyjnie z pociemnioną twarzą i obsługujący też dodatkowe instrumenty perkusyjne, wykazywał się na scenie sporą swobodą, a najciekawsze wrażenie robił, "chodząc" rękami po suficie. Na koniec przedstawił członków zespołu. Bisu nie było.

"Tulipunki vol. 6" to pierwsza edycja tej imprezy, na którą się wybrałem. Do idei przywiązania nie poczułem, ale koncert się udał, żadna z występujących kapel nie nawaliła i to mi do szczęścia wystarczy.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!