zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 grudnia 2021

relacja: W.A.S.P., Kraków "Studio" 9.11.2009

12.11.2009  autor: Winterstorm
wystąpili: W.A.S.P.
miejsce, data: Kraków, Studio, 9.11.2009

Niepokoi mnie od jakiegoś czasu pewna tendencja w naszym kraju. Kapele początkujące lub dopiero co wybijające się na scenę gromadzą ogromną liczbę ludzi na koncertach. Taki na przykład Sabaton - zespół z ledwie czterema płytami na koncie, regularnie przyjeżdża do nas, grając po kilka koncertów rocznie i wypełniając sale po brzegi. Ignorowane są natomiast kultowe grupy, które stażem i doświadczeniem wciągają nosem Szwedów (do których osobiście nic nie mam). Kiedy przyjeżdża W.A.S.P., klasyka heavy metalu, zostaje upchnięty do średniej wielkości klubu, a i tak bilety nie zostają wyprzedane do końca. Smutne, ale prawdziwe. Nie ma się co dziwić, że potem co lepsze zespoły omijają nasz kraj podczas tras koncertowych. Na szczęście tym razem z frekwencją nie było najgorzej.

W.A.S.P., Kraków 9.11.2009, fot. Grzegorz Chorus
W.A.S.P., Kraków 9.11.2009, fot. Grzegorz Chorus

Po zebraniu ekipy last.fmowców (pozdrawiam Was z tego miejsca) i lekkim zaprawieniu się alkoholem, ruszyliśmy do "Studia". Na miejscu znaleźliśmy się kwadrans przed siódmą i tu zaskoczenie - koncert ma się za chwilę zacząć, a kolejka długa i sporo ludzi ciągle koło klubu się przemieszcza. Jak się później okazało, nie było się gdzie spieszyć. No, ale do rzeczy. Nie wiem czemu, lecz organizator nie postarał się o żaden support. Ma to swoje plusy i minusy, nie ma co dłużej się nad tym rozwodzić.

Koncert planowo (to znaczy tak, jak było napisane na bilecie i plakatach) miał zacząć się o 19. Ostatecznie trzeba było czekać z godzinkę, kiedy dało się usłyszeć pierwsze dźwięki instrumentalnego "Mephisto Waltz". Scena została "odymiona", światła przygasły, by po chwili znów rozbłysnąć podczas otwierającego koncert "On Your Knees". I już od tego momentu było widać, że zespół jest w świetnej formie. Wparowali gwałtownie na scenę i zaczęło się szaleństwo. Ekipa Blackiego zaserwowała przekrojowy set (chociaż jak tu wybrać kilkanaście kawałków, skoro z samego debiutu wypadałoby zaprezentować co najmniej połowę...). Dostaliśmy dynamiczne "L.O.V.E.", "Wildchild" czy wspomniany już otwieracz występu. Było także miejsce na rzeczy poważniejsze i bardziej nastrojowe, jak chociażby "The Idol" czy "The Headless Children". Ku memu zaskoczeniu świetnie wyszedł kawałek z najnowszego albumu W.A.S.P., zatytułowany "Babylon's Burning". Duża część publiki odśpiewywała genialny refren (myślę, że w sporej mierze pomógł ekran za sceną, na którym wyświetlane były fragmenty tekstu). Po muzykach było widać, że świetnie się bawią, zachęcali publikę do śpiewania (aczkolwiek było to raczej zachęcanie gestami, niż słowami), klaskania i generalnie siania rozpierduchy. Sam Blackie okazał się być bardzo "szczodry", jak na lidera i frontmana kapeli, często cofał się i ustępował miejsca reszcie członków zespołu. Zwłaszcza gitarzysta Doug Blair (swoją drogą świetny) mógł sobie poużywać i zaprezentować swoje możliwości. A co z publiką, spytacie? Na takie zachęcanie nie można było nie reagować, ludzie skakali i śpiewali razem z zespołem. Energia była niesamowita. Jednemu z fanów udało się nawet dostać na scenę i zakrzyknąć coś do mikrofonu, a później wykonać mały skok (a raczej upadek z klasą). Nie jestem do końca pewien, ale z tego co wywnioskowałem, ów fan musiał zostać niezbyt przyjemnie potraktowany przez ochroniarzy, którzy potem dostali srogi opierdol od zespołu.

W.A.S.P., Kraków 9.11.2009, fot. Grzegorz Chorus
W.A.S.P., Kraków 9.11.2009, fot. Grzegorz Chorus

Po około godzinie grania W.A.S.P. zszedł ze sceny. Nie kazali jednak na siebie długo czekać. Na bis zostaliśmy uraczeni przepiękną balladą "Heaven's Hung In Black". Ten utwór zapamiętałem chyba najlepiej z całego wieczoru, towarzyszyła mu niesamowita atmosfera. Kawałek ma bardzo nostalgiczny charakter, co wrażliwszych na pewno chwycił za serducho. Na zakończenie usłyszeliśmy kolejny klasyk - "Blind In Texas". Znów szaleństwo i energia, ponownie chóralne odśpiewywanie refrenu. Piękne zakończenie setu.

Czas na parę słów o stronie technicznej koncertu. Tutaj niestety już nie jest tak wspaniale. Pierwszy raz miałem okazję być w "Studio", a z tego, co wcześniej słyszałem, warunki nagłośnieniowe miały być przyzwoite. No cóż, na tym występie były raczej słabe. Bas zagłuszał gitary. I nie pomogło nawet zmienianie miejsca. Momentami solówek praktycznie nie było słychać. I tego właśnie mi najbardziej brakowało - charakterystycznego brzmienia W.A.S.P.-owskich gitar. Wokal Lawlessa także momentami gubił się w tym wszystkim. Tutaj na szczęście kończą się minusy. Scena była całkiem spora, barierki przysunięte maksymalnie blisko, więc wszystko było widać. Oświetlenie także bardzo dobre, aczkolwiek raczej stonowane, nie było zbytniego migania, co mi bardzo odpowiadało. I oczywiście ekran, na którym były wyświetlane fragmenty teledysków, zdjęcia i inne smaczki - ciekawe rozwiązanie.

Pomijając nagłośnienie, był to jeden z najlepszych koncertów, na jakich miałem okazję być. Blackie, pomimo upływającego czasu, zdaje się nie zmieniać. Ciągle ma w sobie masę energii, a głos potężny, jak zawsze. Długo uważałem Iron Maiden za moich idoli, jeśli idzie o występy na żywo. Teraz widzę, że mają mocną konkurencję. Czekam z utęsknieniem na kolejne koncerty W.A.S.P. w naszym kraju, a po reakcji publiczności wierzę, że zespół chętnie do nas powróci nie każąc nam czekać zbyt długo.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Zobacz inną relację

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak długa powinna być broda metalowca?