zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 1 lipca 2022

relacja: Whitesnake, Bracia, Warszawa "Stodoła" 2.12.2008

4.12.2008  autor: Agnieszka "Lothien" Lenczewska
wystąpili: Whitesnake; Bracia
miejsce, data: Warszawa, Stodoła, 2.12.2008

"Every place that I go,
Well, it seems so strange.
Without you love, baby, baby,
Things have changed"

To były piękne czasy raczkującej MTV. Teledyski za milion, pudelska szopa na głowie, powłóczyste ciuszki, watowane marynary, delikatny make-up, wijące się wokół zespołu "kociaki" chętne do robienia laski, dymy i światła. Trzeba było to przeżyć. Wówczas, w połowie lat 80-tych ubiegłego stulecia, Whitesnake złapało "drugi oddech". To był czas Białego Węża. Sprzedaż płyt przekraczała miliony egzemplarzy, nastoletnie dziewczęta wzdychały, każdy chciał być chłopakiem z gitarą takim, jak Adrian Vandenberg czy Steve Vai. I poczuć blask estradowej chwały.

Po dwudziestu latach - wielkie stadiony zastąpiły kluby, płyty sprzedają się w najlepszym razie przeciętnie, dziewczęta jakoś tak mniej chętne do figlowania, włosów na głowie mniej, za to więcej bruzd i zmarszczek na pięknej niegdyś twarzy.

Po wydaniu ciepło przyjętego przez krytykę i oddanych fanów albumu "Good To Be Bad" Whitesnake - jakżeby inaczej - ruszyło w trasę. Po raz trzeci kolorowa, wężowa karawana odwiedziła nasz kraj. Bilety sprzedały się na kilka tygodni przed koncertem, zatem nie dziwiła obecność pod "Stodołą" zdesperowanych fanów i fanek poszukujących wejściówek. Miło było patrzeć na zgromadzoną przed klubem publiczność. Przekrój wiekowy wahał się od rówieśników Coverdale'a, wieszających 20-lat temu plakaty statecznych pań, aż po młodych fanów. Dla wielu z nas grudniowy wieczór w "Stodole" był tym od dawna wyczekiwanym D-day. Spotkaniem z legendą.

Na pierwszy ogień do paszczy węża trafili Bracia Cugowscy. Występ krótki, treściwy, jak to z supportami bywa. Parafrazując: oddali Coverdale'owi co jego i zeszli ze sceny. Wstydu nie było - grają naprawdę fajnie, a i Piotr Cugowski dysponuje świetnym wokalem. Występ Braci przyjęto bez entuzjazmu - ot miły umilacz czasu przed koncertem gwiazdy.

Show legendy można streścić w jednym zdaniu: dwie godziny na scenie, setlista marzeń, oddana, rozgrzana do czerwoności publiczność śpiewająca znajome refreny, purpurowe hiciory zagrane na koniec, oraz... zespół w przeciętnej dyspozycji.

Obawiałam się o wokalną formę Davida Coverdale'a. W końcu ten zasłużony dla rocka "gardłowy" jest w wieku słusznym (czyli takim, w którym blisko 60-letni mężczyzna kopie w ogródku, zakłada kapcie, gdera do kobiety i ewentualnie ekscytuje się programem telewizyjnym wg formatu "Jak oni śpiewają"). Jak zatem zaśpiewał? Bardzo przeciętnie. Słychać było, że czas, używki, operacje zrobiły swoje. Kiedyś, dawno temu, jego głos powalał. Wczoraj? Nie - po prostu zabrzmiało to inaczej. Może po prostu wyobrażałam sobie wokalną potęgę, a wyszło, cóż.... Czasami Dave odpuścił bardziej karkołomną partię, gdzieniegdzie wsparł się pomocą kolegów z zespołu, zdarzały się fałsze i chwile, w których głos po prostu odmawiał posłuszeństwa. Momentami jednak Coverdale (jak 30 lat temu) rozdzielał "wokalne" razy i pokazywał "kto tu rządzi". Szkoda, że tych ekscytujących chwil było tak mało. Czasem aż żal było patrzeć na walkę Coverdale'a z samym sobą.

Wspierający lidera muzycy zagrali nieźle, ale zabrakło im przysłowiowego "pałeru", ognia i zwykłej radości grania. Solówki gitarowe duetu Aldrich - Beach przeciętne, wymęczone i pozbawione rockowego, Wężowego jadu. Sekcja rytmiczna grała bez zarzutu, klawisze robiły tło (i czasami skutecznie niwelowały wokalne wpadki lidera). Brzmienie po początkowych perturbacjach selektywne i jak na "Stodołę" wręcz znakomite. Show profesjonalny, ale pozbawiony jakiejkolwiek "iskry bożej". Odniosłam wrażenie, że muzycy pojawili się na scenie "za karę". Wyszli, zrobili co do nich należało i zeszli - bez krzty zaangażowania, przeżywania chwili. Zmęczenie? Pańszczyzna? Klezmer kazał im grać? A może po prostu 2 grudnia 2008 był kiepskim dniem na granie koncertu?

Zgromadzona w zaduchu i ścisku publiczność płonęła ("Still I hear Burrrnn!!"), ale ogniem publiczności nie zajął się zespół. Szkoda.

Co zagrali? Oczywiście wszystkie Wężowe hity (z "Fool of Your Lovin'", "Still of The Night" i "Is This Love?" na czele), dwa purpurowe klasyki ("Burn" i "Soldier of Fortune"), utwory z "Good to Be Bad" ("Can You Hear The Wind Blow", "Lay Down Your Love", "A Fool In Love", "Best Years"). I tyle. Miło było powspominać, pośpiewać o niedolach i dolach miłości na tym łez padole. Jednak nic nie przesłoni smutnego i przykrego wrażenia uczestnictwa w muzycznej stypie. Koncercie zespołu, który był kiedyś wielki. Wyszłam ze "Stodoły" z poczuciem żalu i rozczarowania. Poczułam się, jakbym obserwowała z daleka pogrzeb kogoś kiedyś mi bliskiego. Nie - nie miałam kopać leżącego - za bardzo szanuję ten zespół.

Cóż, pozostaje obejrzeć oraz posłuchać "Live... In The Still Of The Night". Szkoda, że magii tamtego koncertu nie udało się wskrzesić w Warszawie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Love hunter, snake biting...
Roadhunter (gość, IP: 83.28.24.*), 2008-12-17 06:47:25 | odpowiedz | zgłoś
Byłem, widziałem, zostałem wgnieciony w podłogę. David jest w trasie od długiego czasu ludzie, nie wymagajcie od niego wokaliz na poziomie "Still Of The night" - to tak jakby narzekać, że nie zaśpiewał "Mistreated"... Fantastyczny show, genialna energia, która udzieliła się fanom. Reb Beach stał przy kolumnach i w pewnym momencie było widać jak mówi "fuckin' unbelievable", niech każdy sobie przetłumaczy :)) Dla mnie spotkanie z legendą, jak było w przypadku Deep Purple czy Glenna Hughesa, zawsze jest innym koncertem niż gdybym polazł na zespół grający pierwszą wielką trasę. Ja stykam się z historią i dla mnie ta historia pokazała, że umie kąsać. Chciałbym się tak zestarzeć wokalnie (bo też śpiewam), wizualnie (bo też jestem facetem). Grzegorz Kupczyk, obecny również na tym koncercie, uznał, że było genialnie, skoro on to zrobił - nie mam kurwa pytań (przepraszam za przeklon, poniosło :) ). To było misterium, rockowa msza zagrana z masakrycznym kunsztem. I dobrze, niech młodzi zbierają koparki z podłóg, bo Wąż wciąż ma siłę i dla mnie nie jadł własnego ogona, to raczej Stodoła dała mu się pożreć. NIe ma się co dziwić delikatnemu dystansowi, w końcu np. w Niemczech Whitesnake młócą co roku, a w Polsce niestety raz na 10 lat... Dla mnie było to supergenialne przeżycie, którego do końca żywota nie zapomnę.
re: Love hunter, snake biting...
Arnica Lader (gość, IP: 87.205.229.*), 2010-06-20 13:36:55 | odpowiedz | zgłoś
Dlaczego do Polski można przyjechać i dawać koncert będąc w gorszej formie? Co to za wytłumaczenie, dla mnie żenujące i lekceważące. Dla mnie Whitesnake to lata 80 i początek 90. Szkoda, że będąc wtedy u szczytu kariery i formy nie przyjechali. To dla na lekceważące. Ja na koncercie nie byłam, ponieważ już nie ten żar i nie ta forma vocalna Mr. Coverdela, ktory sprawdza się tylko w balladach-teraz. Wolę zapamiętać go takim jakim byl kiedyś.
Nie mogę się zgodzić z autorką
atam (gość, IP: 89.76.121.*), 2008-12-11 21:53:50 | odpowiedz | zgłoś
nie jestem zagorzałym fanem Whitesnake ale znam twórczość i wiem jak brzmiał wokal Coverdale'a a jak brzmi teraz i stwierdzam, że tragedii nie ma. Jest dobrze i nie wyobrażam sobie innego wokalistę na jego miejscu. Koncert był świetny i poza Metallica i Iron Maiden w tym roku najlepszy, a w Stodole na bank najlepszy.
Stary David dał d..y
Obese (gość, IP: 83.27.62.*), 2008-12-07 02:43:58 | odpowiedz | zgłoś
Nie wytrzymałem i musiałem coś napisać... Jakkolwiek zespól się wywiązał ze swej roli , tak wokalista - mózg - legenda - dał przysłowiowej dupy i nie mam nawet zamiaru wchodzic w polemikę - za długo słucham takiej muzy, żeby mi teraz ktoś próbował wcisnąć,że David zaspiewał dobrze;| P.S. nie żałuję,że byłem na koncercie...żałuje jedynie,że był to sobie totalnie przeciętny koncert...P.S.2 A repertuar bardziej dla fanów radiowych niż miłośników dobrego rockowego riffowania... Pozdrawiam
Whitesnake w Stodole - dlaczego???
Endrew (gość, IP: 89.76.164.*), 2008-12-06 22:31:53 | odpowiedz | zgłoś
Agnieszko muszę ci przyznać rację że dzień 2.12.2008 nie był dobrym dniem na koncert. Trzeba było robić wszystko aby koncert odbył sie w sobotę i nie w takim klubie. Mogłaś obnażyć swoje żądełko w tej sprawie. Ciekaw jestem jak to się stało że zagrali w takim klubie. Co do zespołu nie mam żadnych uwag zagrali bardzo dobrze ,jedynie odstępstwo to David .Niedał rady, mam wrażenie że za ostro zaczą i potem były tego skutki. Podobała mi się publiczność, od małolatów do ramoli i dało mi do myślenia jak ta muza łączy pokolenia. Co do Braci potrzebna pilnie druga gitara poprawić brzmienie basu i zwolnić gościa od nagłośnienia. A Agnieszka na scenę.
17, 24 i 25 lat - też pokolenie Whitesnake'a
Mart223 (gość, IP: 83.31.56.*), 2008-12-06 22:03:39 | odpowiedz | zgłoś
1. Przed koncertem zabawnie wygladacy ludzie z pokolenia powojennego. Rzadko widzi sie takie audytorium w Stodole (ostatnio widzialem taki przekroj w przypadku Nazareth) :)

2. Pierwszy utwór (Best years) i obawa, ze David bedzie tlem dla instrumentow. Bardzo slaby wokal w otwieraczu... Ale!

3. Eksplozja energii podczas koncertu. Mistrzostwo! Dla mnie najlepszy koncert rockowy roku.

I nie pieprzcie malkontenci, ze wokal słaby, ze zespół w sredniej formie. Najlepszym wyznacznikiem formy były reakcje publicznosci. Pokażcie mi koncert, gdzie sala potrafiła odśpiewać cały repertuar.

Latwo krytykowac Coverdalea, ale duzo mlodsze gardła (np. głos Mars Volta) polegały totalnie przy akustyce stodoły. On wyszedł z tego w znakomity sposób.

Swietny koncert, a kto go nie docenia niech zacznie kupowac sobie podrasowowywane DVD i karmi się złudzeniami, ze na koncertach wszystko jest idealne.
bez tytułu
TintoBrass (gość, IP: 83.12.53.*), 2008-12-05 18:48:48 | odpowiedz | zgłoś
Cóż Agnieszko , zgadzam się z Tobą praktycznie w całości.
Wokal to był jak dla mnie najsłabszy punkt tego koncertu. Wybronil się w miarę tylko w tych akustycznych numerach. Poza tym skrzeczał w swoim charatkerystycznym stylu,opuszczał niektóre partie. Momentami odnosiłem wrażenie że najnormalniej w świecie nie chciało mu się śpiewać. Sporo ratowali go gitarzyści w chórkach. Uważam,że wiek nie jest dla niego żadnym wytłumaczeniem. Jeśli nie czuje się na siłach , to niech zaśpiewa mniej tych koncertów ale dobrze. Co do brzmienia - akustyk ustawił je dopiero gdzieś na drugim numerze, choć prawdę mówiąc, gary brzmiały soczyście juz od samego początku :) Do reszty raczej nie mam zastrzeżeń. Może faktycznie nieco topornie wykonane i skrócone "Is This Love" rozczarowało. No i brakło kilku numerów. Zamiast tych akustycznych przerywnikow czy nieco przydługich solowych popisów gitarowych, mogliby zagrać normalne "elektryczne" wersje np. "Bad Boys" czy "Judgement Day" który to baaaardzo chcialbym usłyszec kiedyś na żywo. Ale i tak mieliśmy szczęscie usłyszeć Burn / Stormbringer na koniec , bo nie grali tego na kilkunastu ostatnich koncertach tej trasy.
Mój znajomy , niejaki Szyman , który widzial ich w wakacje na jakimś festiwalu w Niemczech , twierdzi, że zabili, że był to najlepszy koncert tamtej własnie imprezy. Liczyłem więc, że nie inaczej będzie w Stodole, ale niestety tak się nie stało. Liczę po cichu że wpadną jeszcze kiedyś z wokalistą w lepszej formie.
re: bez tytułu
lothien (gość, IP: 85.222.50.*), 2008-12-06 21:25:00 | odpowiedz | zgłoś
dziekuje wszystkim, ktorzy wypowiedzieli sie pro i contra odnosnie mojej relacji ;)
2 koncert roku
STRUTY (wyślij pw), 2008-12-05 13:29:51 | odpowiedz | zgłoś
iskra, dziękuję za Twoje słowa. Było właśnie tak, jak napisałeś. Wniosek z tego, że też byłem na tym samym koncercie :). Jeśli autorka czekała na Whitesnake przez całe dorosłe życie, znała ich wszystkie płyty (zapewne) i napisała taką recenzję, to współczuję "pogrzebowej" oceny tego co działo się na tym koncercie. Sam nie cierpię recenzji, więc się o swoją osobistą nie pokuszę, kwitując to tytułem posta, który należy czytać tak: Metallica i Whitesnake to koncerty 2008 roku \m/
Spełnione marzenia
marcin płock (gość, IP: 217.28.147.*), 2008-12-04 17:23:17 | odpowiedz | zgłoś
Może i głos już nie ten ale to jednak był wielki David Coverdale i jego Whitesnake. Zobaczyłem na żywo legendę i jednocześnie spełniłem życiowe marzenie. Słucham ich od 24 lat i będę słuchał nadal. Na koncercie byłem z żona i 11-letnim synem, którego zaraziłem "wężowym jadem". Dla mnie osobiście rockowe wydarzenie roku. Chrzanić malkontentów. Niech sobie słuchają muzyki z płyty. Long live rock n' roll!!!
« Nowsze
1

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Sport czy e-sport?