zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 1 lipca 2022

relacja: Whitesnake, Katowice "Spodek" 30.10.1997

4.11.1997  autor: Maciej Mąsiorski
wystąpili: Whitesnake
miejsce, data: Katowice, Spodek, 30.10.1997

Tego wieczora katowicki "Spodek" raczej nie pękał w szwach. Fanów formacji Davida Coverdale'a zjawiło się zaledwie parę tysięcy, za to naprawdę oddanych, co pozwoliło nadać występowi odpowiednią atmosferę.

Bohaterów wieczoru ujrzeliśmy na scenie niedługo po 19-tej - po prostu weszli, powitani radosnym rykiem widowni, aby zagrać dobry koncert. Znajomy riff... "I love the blues!" - zakrzyknął David Coverdale i tak starym, dobrze znanym "Walking In A Shadow Of The Blues" rozpoczął się półtorejgodzinny koncert Whitesnaków. Od razu przekonaliśmy się, że słynny lider jest w świetnej formie, a jego głos nic nie stracił ze swej dawnej mocy i bluesowego feelingu.

Za to wielu na pewno rozbawił jego strój, zwłaszcza, jeżeli pamiętało się Whitesnake'owy image z końca lat 80-tych: czarne, obcisłe skórzane stroje, obwieszone rozmaitym żelastwem, tudzież utlenione i wytapirowane włosy, sterczące na wszystkie strony. Coverdale, odziany w czarne spodnie, białą koszulę, krawat i błękitną marynarkę, spod rękawów której wystawały rozpięte mankiety koszuli, robił wrażenie wodzireja z jakiejś wiejskiej dyskoteki. Na szczęście śpiewał znacznie lepiej niż wyglądał.

Usłyszeliśmy stare numery, te trochę nowsze, a takżę parę z najświeższego krążka "Restless Heart". Świetnie zabrzmiał zagrany jako jeden z pierwszych "Love Ain't No Stranger" - doskonały numer z najsłynniejszej płyty "Whitesnake 1987" - osobiście jeden z moich ulubionych w dorobku grupy.

W miarę trwania koncertu wokalista rodem z Redcar coraz więcej czasu między utworami poświęcał na wesołe rozmowy z publicznością - dziękował (próbował nawet po polsku), przekazywał swoje wrażenia o Polsce i Katowicach, żartował...

Żywiołowy utwór "You're So Fine" pojawił się jako pierwszy z nowych kawałków. Oprócz niego z materiału nowej płyty zabrzmiał rewelacyjny utwór tytułowy oraz nastrojowa ballada "Too Many Tears" zakończona długą wokalną solówką Coverdale'a, odśpiewaną a'capella wraz z publicznością. Takich momentów wspólnych zabaw wokalnych z widownią było na koncercie więcej, co zresztą zawsze było charakterystyczne dla występów Whitesnake.

W utworze "Ready And Willing" David zagrzewał publiczność do powtarzania słów refrenu "...sweet satisfaction..." okrzykami: "What do you want!? What do you need!?", w tym samym kawałku pojawiła się też efektowna solówka Guya Pratta na gitarze basowej.

Nie po raz pierwszy na koncercie, za to chyba najjaśniej rozbłysły, zapalniczki na lirycznym "Is This Love" - jeszcze jednym wielkim przeboju z najpopularniejszej płyty Whitesnake... Tak, tego utworu nie mogło zabraknąć w czwartek pod kopułą "Spodka"...

Nie zabrakło też oczywiście kilku innych numerów, które po prostu musiały zabrzmieć w katowickiej hali - jak bardzo stary i bardzo znany "Lovehunter", a na koniec dwie prawdziwe perełki... Poprzedzony tradycyjnym okrzykiem Coverdale'a, "it's a song for 'ya!" znakomity, nieśmiertelny "Fool For Your Loving" oraz, wręcz magicznie porywający nawet najbardziej wyczerpanych, przebojowy "Here I Go Again" - oj, naprawdę gorąco było wtedy na płycie "Spodka"...

Po tych utworach podziekowali nam i wyszli. Jak można się spodziewać, niegasnący aplauz widowni wywołał ich po kilku minutach z powrotem. I każdy się wtedy zastanawiał, co teraz popłynie z głośników... Może "Mistreated", jeszcze z repertuaru Deep Purple? Ale nie, w Katowicach nie zagrano tego wieczora żadnego "purpurowego" kawałka. David wrócił jakby do swej wokalizy z końcówki "Too Many Tears"... Czyżby znowu ten numer? Wątpliwości rozwiały się, kiedy Coverdale zakończył wokalizę, śpiewając słowa: "...and there is no love... in a heart... of a city...". Ogromny ryk widowni powitał najsłynniejszy cover Białego Węża - "Ain't No Love In A Heart Of A City". I znów zrobiło się lirycznie, znów śpiewaliśmy z Coverdalem... Nie, tym razem śpiewaliśmy sami. Ani szmer perkusji, ani żaden akord nie towarzyszyły kilkuminutowemu śpiewowi parutysięcznej widowni. To była ta chwila, która najlepiej oddała atmosferę koncertu i więź, jaką w jego trakcie nawiązaliśmy z Davidem. I chyba On wtedy też to czuł...

Na koniec przyszła pora na "Still Of The Night" - porywający, dynamiczny, zeppelinowski... I to już było wszytko - wielki ukłon całej szóstki, po czym zniknęli ze sceny. Zniknęli, aby się już nigdy więcej nie pojawić...?

Komentarze
Dodaj komentarz »
a następnego dnia....
nexus11
nexus11 (wyślij pw), 2012-08-23 22:38:07 | odpowiedz | zgłoś
...uczta niewymowna:)
re: a następnego dnia....
OLX (gość, IP: 217.172.234.*), 2013-05-29 23:29:42 | odpowiedz | zgłoś
No a -Love Ain't no Stranger- to chyba pochodzi ze Slide it in 1984, a nie z albumu Whitesnake 87' :)
whitesnake
Osyra Krzysztof (gość, IP: 84.10.191.*), 2011-11-30 18:21:32 | odpowiedz | zgłoś
Witam .
Kolega chyba był na innym koncercie jak możesz pisać , że nie było ,,purpurowych "
utworów a Burn w srodkowej częsci utworu Stormnbringer żałosne
re: whitesnake
BartasW (gość, IP: 193.104.239.*), 2012-08-23 15:36:49 | odpowiedz | zgłoś
Chyba "kolega" był na innym koncercie - zwróć uwagę że jest to recenzja z koncertu z 1997 roku, trasy promującej ówczesny album "Restless Heart" . Podczas tamtej trasy nie grano Burn/Stormbringer...
P.S.
Tobie prawdopodobnie chodzi o Forevermore Tour i koncert DC & Co. z listopada 2011 podczas którego grano Burn/Stormbringer a nie "Burn w środkowej części utworu Stormbringer" - czytajmy ze zrozumieniem...

Materiały dotyczące zespołu

Zobacz inną relację

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Sport czy e-sport?