zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 28 października 2021

wywiad: Behemoth

7.12.2000  autorzy: Adam "kalisz" Kaliszewski, m00n

Wykonawca:  Nergal - Behemoth

Po występie przed Cradle Of Filth (Kraków, Klub "38", 2.12.2000 - koncert patronowany przez rockmetal.pl) lider formacji Behemoth odpowiedział nam na kilka pytań, dotyczących nowej płyty zespołu, trasy koncertowej, innych projektów muzycznych i nie tylko...

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Skąd zespół Behemoth wziął się na tym koncercie?

Nergal: Propozycja padła od Mystic, z którym mieliśmy podpisany kontrakt, pomyśleliśmy, że to fajna okazja, żeby zaprezentować premierowe utwory. Cradle Of Filth to duża nazwa, więc pewne było, że sporo ludzi się tu zjawi, było chyba blisko dwa tysiące. Była to okazja. Nie mogę powiedzieć, żeby był to jakiś honor dla nas, bo ja za tym zespołem nie przepadam, jest OK, była to po prostu szansa, żeby zagrać przed dużą publicznością i to nie ma znaczenia, czy otwieramy koncert, czy gramy w innej kolejności. Ludzie po prostu widzą, na ile jesteś szczery w tym co robisz, na ile jesteś prawdziwy. Nigdy nie mamy z tym problemów, po prostu wychodzę na scenę, widzę jaka jest reakcja i jestem strasznie zadowolony. Muszę zaznaczyć, że jest to pierwszy koncert od kilku miesięcy, w ogóle nie mieliśmy czasu, żeby przygotować materiał. Zrobiliśmy może ze trzy, cztery próby, wyszło nieźle, jesteśmy zadowoleni, więc myślę, że na trasie z Morbid Angel to wszystko naprawdę okrzepnie.

Jak ludzie odbierają waszą nową muzykę?

Nie spodziewałem się tak dobrej reakcji. Na świecie jest niezła, wręcz rewelacyjna, cały czas dostaję maile. Na płycie jest mój mail i telefon, więc co chwila dostaję smsy od ludzi, najczęściej bardzo fajne. Swego czasu Behemoth przez długi czas był w pewien sposób izolowany dość mocno od sceny i na nasz temat krążyły jakieś plotki, dziwne historie, rozpowszechniane przez jakichś podludzi. Teraz wychodzimy do ludzi, robimy press-tour, spotykamy się z nimi, pokazujemy jacy jesteśmy naprawdę. I to teraz zbiera plony. Robimy gest w kierunku ludzi, nagrywamy płytę, siedzę w studio przez dwa miesiące tylko po to, żeby nagrać najlepszą rzecz, jaka tylko jest możliwa, więc ta reakcja z jednej strony mnie nie dziwi, a z drugiej strasznie cieszy, zaskakuje.

O płycie za chwilę, teraz jeszcze zapytam cię, jak to się stało, że w pewnym momencie część ludzi odwróciła się od was, pojawiło się sporo osób nastawionych do was negatywnie?

Ja bym powiedział inaczej. Sporo fanów jest przy nas, a jakaś marginalna część tego... Kiedyś ktoś powiedział coś takiego. Jak się przyjrzysz na ulicy, jakie są relacje między psami. Mały piesek atakuje dużego, obszczekuje go, ten duży wtedy odchodzi, idzie w swoją stronę, chociaż jasna jest pozycja i jednego, i drugiego, który jest silny, dumny itd. Tak samo jest z nami. Wiadomo, że te wszystkie słabe istoty, które w jakiś sposób chcą zamanifestować swoją obecność, muszą atakować. Ja nikogo nie atakuję w tak bezpośredni i prymitywny sposób, jeśli tak robisz, uwidaczniasz swoją wewnętrzną słabość, to jest taki wewnętrzny kompleks. Rzeczywiście jest kilka takich osób, ale dla mnie jest to zupełnie naturalne. Nigdy nie miałem z tego powodu jakichś dołów, nie przejmowałem się. Zdarzyło się dwa razy w Polsce, że jakieś jajka poleciały, zszedłem na zaplecze, uśmiechnąłem się: "nie chcą, żebyśmy grali, to nie będziemy grali", zdjąłem gitarę, ale znowu cała publiczność krzyczała. W Szczecinie (DK "Słowianin" - przyp. red.) żeśmy nie zagrali w końcu całego koncertu, w Warszawie natomiast zagraliśmy zajebisty mimo tego, że było tam pięciu frajerów na czterysta osób, które przyszły na koncert. Nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia, cieszę się nawet, lubię taką świadomość, że nasza obecność gdziekolwiek poważnie wkurwia kilka osób. To jest fajne. A ten "narybek" powinien wiedzieć, że mam go w dupie. Szacunek dla ludzi, którzy nas lubią, przychodzą na nasze koncerty, kupują nasze płyty, nie pozwala mi przejmować się bzdurami, załamywać się. Jedyne, co mogę zrobić, to cały czas napierać naprzód, robić coraz lepsze albumy.

Wasz nowy materiał to krok w stronę death metalu. Czy nadal czujecie się grupą blackową?

Cały czas mówię, że jesteśmy zespołem black metalowym, ale to jest indywidualna interpretacja. Możesz to nazwać jak chcesz... Dla mnie Danzig też jest black metalowym zespołem, Mercyful Fate też, Sarcofago i Dark Throne też, choć każdy z nich gra zupełnie inną muzykę. Jak wszystko w życiu jest to kwestia interpretacji, spojrzenia, perspektywy. Dla mnie jest to black metal. Są tam elementy death, są elementy thrashowe. Jak się uprzesz, znajdziesz tam jeszcze kilka innych rzeczy, nawet jakieś wstawki industrialne, sample, ale to nie burzy całego wizerunku. Dla mnie ważne jest to, że ta muzyka niesie ze sobą masę emocji, energii bardzo budującej i kreatywnej. Ostatnio zacząłem używać takiego terminu jak "metal ekstremalny", to poszerza spektrum naszych inspiracji, łatwiej mi określić naszą muzykę.

Ale jednak w tej chwili bardziej pasujecie już na wspólny koncert z Morbid Angel, niż z Cradle Of Filth.

To lepiej, bo Morbid Angel to zespół, który naprawdę potrafi grać, robi to bardzo dobrze. Cradle Of Filth cenię za to, że zrobili coś, są wyjątkowi, ale nie jest to do końca moja muzyka. Ja lubię "mięso", gitary, agresję, tempa. Z innej strony bardziej lubię Christian Death na przykład, choć oni nie pretendują do miana zespołu metalowego, mają więcej wspólnego z nową falą, punkiem, gotykiem. To jest takie amerykańskie granie, które ja bardzo lubię... Takie rzeczy pojechane zupełnie, Mansona lubię na przykład. Uważam, że to bardzo dobre zespoły. Zresztą Christian Death istniało znacznie wcześniej.

Cała sfera tekstów "Thelemy" jest bardzo osobista, każdy tekst został opatrzony twoim komentarzem...

W ogóle napisałem większość tekstów na płytę, co mi się nie zdarzyło na przykład przy poprzedniej. Teraz tych kawałków jest więcej i ta płyta jest mi dużo bliższa. Ja piszę bardzo dużo o sobie, tylko używam jakichś metafor, bawię się słowami, formą. Bystrzy to zauważą, mniej lotni nie, ale każdy sobie to zinterpretuje na swój sposób. Nie lubię pytań w rodzaju "O czym jest ten kawałek? A o czym ten?". Co ja mam powiedzieć? Nie potrafię. Każdy musi posłuchać, poczuć, kombinować na swój sposób.

Ostatnio Behemoth pojawił się w "Makakofonii" (audycja a "Radiostacji" - przyp. red.). Jak czujesz się w audycjach radiowych zupełnie nie związanych z tego typu muzyką?

Doskonale! Tak sobie ostatnio pomyślałem, że w przyszłym roku zamierzam zdawać na podyplomowe studia dziennikarskie i public relations. W tym radio to było tak, że wchodzę, zero tremy, nóżka na nóżkę, improwizacja, luzik kompletny. Czuję, że naprawdę mi się to podoba. Jak ostatnio robiliśmy press-tour, tych wywiadów było coraz więcej i muszę przyznać, że jest to świetne.

Wolisz tego typu luźne audycje, czy na przykład wywiady dla undergroundowych magazynów, rozmowy z ludźmi doskonale znającymi waszą muzykę i podchodzącymi do wywiadów z większym zaangażowaniem?

Lubię każde normalne, szczere, naturalne podejście. Każdy człowiek jest inny i rozmowa z każdym będzie przebiegała nieco inaczej. Bardzo często jest tak, że ludzie wymuszają na mnie pewne reakcje. Mogę być zupełnie normalny, chociaż są tacy, którzy przychodzą, a potem idą i mówią: "To jest wielka gwiazda, on jest aroganckim skurwysynem". Po prostu często ludzie wymuszają taką reakcję. Z każdym jest inaczej. Z Makakiem było po prostu zabawnie, to jest taki koleś, że jak go pierwszy raz zobaczyłem to pomyślałem: "Chwileczkę, tutaj nie można być zupełnie poważnym i nadętym". Trzeba było potraktować wszystko z dużym dystansem. Już sam wygląd, sposób zachowania (śmiech). Jak on zaczął skakać półnagi za szybą to spojrzeliśmy na siebie: "Aha, dobra, zmieniamy politykę"...

Powiedz kilka słów o tajemniczym nowym projekcie - Wolverine.

Rock'n'roll. Ja tam śpiewam między innymi, gram na gitarze, robię muzykę w dużej części. Jest jeszcze trzech kolesi, jeden z nich grał kiedyś w December's Fire. Jest tam jeszcze perkusista z Gdańska, który obecnie mieszka w Warszawie, totalny rock'n'rollowiec, mój bardzo dobry kolega. I jeszcze koleś, który mieszka w Londynie, ale niedługo wraca i przymierzamy się powoli do nagrania płyty.

A jak to się stało, że zacząłeś grać taką muzykę, tak odległą od tego, co robisz w Behemoth?

Coraz więcej tych płyt do mnie docierało. Jak biorę gitarę, to numer dla Wolverine powstaje w ciągu dziesięciu minut, tekst piszę na kolanie. Po prostu. Takie zupełnie spontaniczne, luźne podejście. Behemoth to jest wielomiesięczny proces siedzenia, myślenia itd., a tutaj wszystko przychodzi naturalnie. Uwielbiam takie kapele jak Danzig, The Cult, Monster Magnet, Black Sabbath też słychać...

Ale chyba Danzig najbardziej?

Tak, ale The Doors pewnie również. Nie wiem, czy słyszeliście, że Atsbury z The Cult teraz śpiewa w reaktywowanym The Doors, chyba w "Machinie" o tym czytałem, więc zakładam, że to prawda. Jestem rozjebany, bo uwielbiam i jeden zespół, i drugi. Wracając do Wolverine, w tej chwili na polskiej scenie jest luka, nie ma takich zespołów. Trzeba coś takiego zrobić, dostaję wiele głosów od ludzi, że fajnie, że taki zespół powstał. Jest to coś świeżego, chociaż jest zupełnie wtórne i ja się z tym nie kryję. Nie mam aspiracji, żeby odkrywać coś nowego. Nie każdy lubi Mekong Delta, które jest totalnie odkrywcze. Ja na przykład nie lubię, chociaż nie uważam za gówno... Ale to zupełnie inna historia. Czekamy teraz na odpowiedź od firm, które mogłyby wydać materiał Wolverine. Wiemy, że odbiór jest pozytywny...

Będziemy powoli kończyć. Plany koncertowe Behemoth na najbliższy czas?

Trasa z Morbid Angel w lutym, trasa po Polsce, później trasa po Europie około marca.

Ostatnie pytanie. Co oznacza dla zespołu Behemoth internet. Czy jest to twoim zdaniem dobry sposób kontaktu z fanami?

Genialny! Ja się staję powoli uzależniony i uważam, że jest to zajebiste.

Dzięki za rozmowę.

Również dziękuję.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Czy zdarzyło Ci się zniszczyć instrument muzyczny?