zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 19 grudnia 2018

wywiad: Clutch

3.08.2018  autor: Verghityax

Wykonawca:  Jean-Paul Gaster - Clutch (instrumenty perkusyjne)

strona: 1 z 2

Clutch, Katowice 7.06.2017, fot. Verghityax
Clutch, Katowice 7.06.2017, fot. Verghityax

W przeważającej większości przypadków zespoły rockowe nagrywają swoje najlepsze płyty w latach młodości, na starość nierzadko odcinając kupony od przebrzmiałej sławy. U Amerykanów z Clutch zaobserwować można tendencję odwrotną - przez dwie dekady kapela wypuszczała dokonania solidne, acz bez znaczących sukcesów. I w momencie, gdy nikt się tego po nim nie spodziewał, kwartet z Germantown znokautował słuchaczy albumem "Earth Rocker". Dwa lata później światło dzienne ujrzał "Psychic Warfare", który na listach sprzedaży poradził sobie jeszcze lepiej od poprzednika, debiutując na 11. miejscu zestawienia "Billboard 200". O kulisach powstania ostatniego wydawnictwa Clutch i związanej z tym presji, a także o prowadzeniu własnej wytwórni i swoim najstraszniejszym nauczycielu opowiedział nam perkusista Jean-Paul Gaster.

rockmetal.pl: Cześć, Jean-Paul, zacznijmy od tematu waszego ostatniego longplaya studyjnego, zatytułowanego "Psychic Warfare". Czy po sukcesie, jakim okazał się "Earth Rocker", czuliście ciążącą na was presję, aby kolejny album był co najmniej tak samo dobry?

Jean-Paul Gaster: Oczywiście. Nadal jesteśmy niezmiernie dumni z "Earth Rocker" i tego, co udało nam się za jego sprawą osiągnąć. Wystąpiliśmy w miejscach, których nigdy dotąd nie odwiedziliśmy, a liczba naszych fanów zauważalnie wzrosła. Kiedy zasiedliśmy do pracy nad nowym materiałem, wiedzieliśmy już, że mamy do czynienia z wysoko zawieszoną poprzeczką.

To, co według mnie czyni "Psychic Warfare" lepszą płytą, jest czas, jaki poświęciliśmy na ogrywanie jej na próbach. A musisz wiedzieć, że mało czego tak nie znosimy, jak dłubania w sali prób. Zwykle oswajamy się z nowymi kompozycjami dopiero na koncertach. Tym razem podeszliśmy do procesu twórczego nieco inaczej. Myślę, że pozwoliło nam to uzyskać w studio bardziej naturalne brzmienie.

Większość tego, co słychać na "Psychic Warfare", zarejestrowaliśmy za pierwszym podejściem. Wchodziliśmy do sali we trzech - albo czterech, jeśli Neil (Fallon - przyp. red.) miał w danym utworze partię gitarową - i graliśmy razem. Chcieliśmy osiągnąć rezultat możliwie zbliżony do materiału rejestrowanego na żywo. Pod tym względem "Earth Rocker" to zupełnie inna para kaloszy, gdyż tam każdy numer poskładaliśmy z wielu różnych podejść. Preferuję taktykę, jaką obraliśmy przy "Psychic Warfare", aczkolwiek nie twierdzę, że jest ona jedyną słuszną. Trzeba próbować nowych rzeczy.

Clutch, Katowice 5.08.2016, fot. Verghityax
Clutch, Katowice 5.08.2016, fot. Verghityax

Do produkcji ponownie zaangażowaliście Gene'a "Machine" Freemana. To wyłącznie kwestia chemii, czy jednak po cichu liczyliście, że pomoże on powtórzyć wam sukces "Earth Rocker"?

Z Genem nawiązaliśmy świetny kontakt, choć przede wszystkim skusiła nas wizja nagrywania w jego nowym studiu w Teksasie. Zbudował je nieopodal miasteczka Dripping Springs, tuż za Austin. To naprawdę malowniczy, a zarazem surowy teren. Z hotelu do studia jechaliśmy pół godziny, nie mijając po drodze żadnych zabudowań.

Okładkę "Psychic Warfare" zdobi zdjęcia Dana Wintersa, waszego wieloletniego współpracownika. Czy to, co na nim widnieje, to jakieś działo przeciwlotnicze?

"Wieloletni" nie jest może najlepszym określeniem, od dawna nie mieliśmy bowiem okazji z nim pracować. Dan jest wybitnym fotografem i artystą, to on odpowiada za oprawę graficzną wczesnych dokonań Clutch: "Transnational Speedway League", "Clutch" i "The Elephant Riders". W tamtym okresie nie przykładałem większej wagi do wizualnego aspektu naszych wydawnictw, było mi to obojętne. Dopiero z wiekiem doceniłem talent Dana i to, jak potężną ma wyobraźnię.

Muszę natomiast sprostować to, co powiedziałeś na temat okładki "Psychic Warfare" - to nie Dan zrobił to zdjęcie. Pochodzi ono z zasobów Biblioteki Kongresu w Waszyngtonie. Dan uwielbia tam przesiadywać, przeglądając jej przepastne archiwa. Któregoś dnia natrafił na fotografię działa przeciwlotniczego okrętu z czasów pierwszej wojny światowej i postanowił nam ją pokazać. Szczególnie podoba mi się widoczny kontrast, ponieważ zdjęcie przedstawia coś, co jest piękne, a jednocześnie niszczycielskie.

Clutch, Katowice 7.06.2017, fot. Verghityax
Clutch, Katowice 7.06.2017, fot. Verghityax

"Psychic Warfare" promował teledysk do utworu "A Quick Death In Texas". Spełniliście marzenie z dzieciństwa o byciu kowbojami?

To całkiem zabawne wideo, zwłaszcza że wcale nie kręciliśmy go w Teksasie, tylko w parku rozrywki w New Jersey, gdzie rodzice zabierają swoje pociechy, aby poczuły klimat Dzikiego Zachodu. Całe przedsięwzięcie od ponad pięciu dekad prowadzi ta sama rodzina. Jako dzieciak byłbym zachwycony, mogąc wziąć udział w pojedynku rewolwerowców lub napadzie na powóz.

Praca na planie była czymś fantastycznym. Neil, rzecz jasna, zagrał główną rolę, lecz i dla nas znalazło się miejsce w scenariuszu. Nigdy wcześniej nie miałem żadnego doświadczenia z aktorstwem, więc dla mnie był to debiut.

Clutch, Katowice 5.08.2016, fot. Verghityax
Clutch, Katowice 5.08.2016, fot. Verghityax

Jedną z niesamowitych cech Clutch jest to, że od niemal trzydziestu lat istnieje w niezmienionym składzie. Jak wam się to udaje?

Kiedy wystartowaliśmy w 1991 roku, wyznaczyliśmy sobie jeden zasadniczy cel, a było nim pisanie dobrych piosenek i granie ich potem na żywo. Nikt z nas nie nastawiał się na robienie oszałamiającej kariery ani na utrzymywanie się z muzyki. Początkowo przynależeliśmy do sceny hardcore'owej. Za pierwsze koncerty otrzymywaliśmy może pięć dolarów w drobnych do podziału, mimo to nie zrażaliśmy się, bo motywowała nas radość z grania. Wytwórnie zainteresowały się nami relatywnie szybko, chociaż często mieliśmy z nimi pod górkę. Od tamtego czasu minęło ponad ćwierć wieku, a my nadal tu jesteśmy.

W swojej autobiografii, zatytułowanej "Oto moje (po)wołanie", Dave Grohl opisuje ówczesną scenę hardcore'ową jako mało przystępną społeczność, spoglądającą na ludzi z zewnątrz nieprzychylnym okiem. Jak udało wam się z nią zbratać?

Byliśmy zbyt młodzi, aby stać się częścią sceny, o której mówisz. Uczęszczaliśmy za to na koncerty tych zespołów i pamiętam, że zawsze roztaczały wokół siebie silną aurę elitaryzmu. Zanim ruszyliśmy z własnymi występami, scena zdążyła się zmienić. W Nowym Jorku miała miejsce prawdziwa erupcja muzyki hardcore'owej, a to za sprawą takich kapel, jak Agnostic Front, Cro-Mags i Sick Of It All. Do nich było nam zdecydowanie bliżej. W pierwszą trasę po USA pojechaliśmy w towarzystwie formacji Four Walls Falling, której członkowie wyznawali filozofię straight edge. Oni tak, my już nie (śmiech).

« Poprzednia
1
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

- Clutch

Czy świąteczne prezenty związane z muzyką są najlepsze?