zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 11 kwietnia 2021

wywiad: Destruction

5.11.2003  autor: m00n

Wykonawca:  Mike - Destruction (gitara)

Pierwotnie miałem rozmawiać ze Schmierem, wokalistą i basistą niemieckiego Destruction. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy w słuchawce usłyszałem Mike'a, gitarzystę, który okazał się sympatycznym i niezwykle spokojnym gościem, czego nie można o nim powiedzieć widząc go na scenie. Mike opowiedział mi trochę o nowej płycie studyjnej, "Metal Discharge", o tym, jak doszło do wydania koncertówki "Alive Devastation", a także o swych planach koncertowych i odczuciach po wizytach w Polsce. Zapraszam do lektury!

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Witaj Mike. Jak się czujesz?

Mike: Dzięki, nieźle.

Zmęczony wywiadami?

Może nie tyle zmęczony, co trochę dużo dzisiaj rozmawiałem. Siedzę przy telefonie od 11 rano. W sumie mam prawo czuć się zmęczony. Ale za to jestem zadowolony, bo drużyna Niemiec wygrała ze Szkocją. Właśnie dlatego dzwonię trochę później.

Nasza reprezentacja przegrała niestety ze Szwedami.

Wiem, wiem, 2:0, współczuję.

No cóż, zdarza się. Może zacznijmy. Próbowałem znaleźć w sieci informacje na temat sesji nagraniowej waszego nowego albumu, "Metal Discharge", jednak się nie udało. Powiedz mi gdzie zarejestrowaliście ten materiał, kto jest jego producentem?

Hmm, to wszystko przez to, że ktoś spieprzył sprawy z biografią, materiałami promocyjnymi itp. Płytę nagrywaliśmy w Szwajcarii, znasz może V.O. Pulvera z kapeli Gurd? Słyszałeś o nich kiedyś?

Nazwa obiła mi się o uszy...

Oni są ze Szwajcarii. Ten gośc jest naszym wielkim fanem. Otworzył w swoim rodzinnym mieście studio Little Creek. Tym razem zdecydowaliśmy się na zmianę studia. Wiesz, ostatnie dwie płyty zarejestrowaliśmy w Szwecji. Gdy człowiek nagrywa ciągle w tym samym miejscu, zaczyna czuć się zamknięty, ograniczony. Doszliśmy więc do wniosku, że zmienimy studio.

Czyli produkcją "Metal Discharge" zajęliście się sami?

Tak, tak.

Jesteście usatysfakcjonowani z efektu końcowego?

Tak, jesteśmy zadowoleni. A ty? (śmiech)

O, tak, jak najbardziej. Gdy ukazał się pierwszy album Destruction po reaktywacji, "All Hell Breaks Loose", przyznam, że byłem zawiedziony. Dla mnie był to kiepski album jak na was. Po prostu śmieć. Natomiast "The Antichrist" to świetna płyta, a "Metal Discharge" mnie rozwalił.

To świetnie, super (śmiech).

Szczerze mówiąc, dla mnie "All Hell Breaks Loose" mógłby w ogóle nie istnieć (śmiech).

Rozumiem. Wiesz, to część pewnego procesu. Jeśli ją wywalisz, wpłynie to na następny element.

Chyba masz rację. Czytałem w którymś z wywiadów ze Schmierem, że wpływ na album "The Antichrist" miała książka Nietzschego. A co miało wpływ na nową płytę?

To trochę nie tak, Nietzsche nie miał na tamtą płytę żadnego wpływu. Wydaje mi się zresztą, że Schmier nawet nie czytał tej książki. To było tak, że gdy byliśmy w Ameryce Południowej, jeden z fanów przyszedł z tą książką po autograf. Pomyśleliśmy wtedy: "Dlaczego by nie nazwać tak naszej kolejnej płyty?". I to wszystko. Jeśli zaś chodzi o nowy album, chcieliśmy wyprodukować metalowy krążek, więc nazwaliśmy go "Metal Discharge" (śmiech).

No ale Discharge to legenda brytyjskiego punka (śmiech).

Wiem, wiem (śmiech). To po prostu wciąż słowo, może sobą wiele wyrażać. Zabawnie jest go używać. Najpierw zamierzaliśmy nazwać płytę "Metal", ale to słowo jest chyba zbyt mało wyraziste. Potem pojawił się pomysł, by ją zatytułować "Metal Discharge".

Na okładkach ostatnich dwóch albumów powróciliście do waszego znaku firmowego z "Infernal Overkill", chodzi mi o czaszkę...

Tak, to prawda. Do tej pory Destruction miało dwa typowe dla siebie symbole - jednym z nich był Mad Butcher, drugim ten właśnie z czaszką. Kiedyś zastanawialiśmy się, który z nich prezentuje się, wygląda lepiej, na żywo. Mieliśmy dwa różne tła sceniczne, najpierw był to z Mad Butcher, ale doszliśmy w końcu do wniosku, że jest ono zbyt kolorowe. Wypróbowaliśmy więc tamto z czaszką. Muszę przyznać, że bardziej mi się podobało. Poza tym bardziej pasuje do świateł na scenie, jest po prostu czarno-białe. Teraz znowu postanowiliśmy go użyć i to obecnie jest nasz znak firmowy.

"Metal Discharge" ukaże się także w wersji limitowanej. Znajdą się na niej wersje demo kilku kawałków, covery itp. Jakie covery zostały zamieszczone na tym krążku?

Postanowiliśmy wrzucić tam różne starocie i trochę coverów z różnych trybutów. Są tam numery Metalliki "Whiplash", The Exploited "Fuck The U.S.A.", a ostatnio nagraliśmy kawałek Maidenów "Killers", który też się znajdzie na limitowanej edycji "Metal Discharge". Oprócz tych trzech coverów płytę uzupełniają wersje demo nowszych utworów, m.in. "The Butcher Strikes Back" i "Nailed To The Cross".

Jest jeszcze jedno wydawnictwo Destruction, które ukazało się w tym roku, na razie jednak tylko w Japonii. Chodzi o "Alive Devastation", wasz album koncertowy, który w Europie i pozostałych częściach świata ma być dostępny jesienią. Płyta została zarejestrowana w całości podczas zeszłorocznego występu na Wacken. Byłem tam wtedy i widziałem ten koncert. No i pamiętam oczywiście wasze problemy techniczne, słyszalne zresztą na "Alive Devastation". Jakość tego nagrania też nie jest najlepsza. Dlaczego zdecydowaliście się wydać w ogóle ten materiał?

To jest tak, że zawsze chcieliśmy zagrać w Japonii. Wybieraliśmy się tam na koncerty, ale nasz wydawca na tamtym terenie potrzebował wydawnictwa, by te występy wypromować. W związku z tym wykorzystaliśmy nagranie z Wacken i właśnie ze względów promocyjnych wydaliśmy tę płytę. Przyznaję, że to gówniany koncert, rzeczywiście mieliśmy wtedy trochę problemów technicznych, między innymi chrzaniąca się gitara, pięciominutowa cisza w moim piecu i inne takie. Co dziwne, wszystkim się podobało (śmiech). Śmieszne, nie? Z początku mówiliśmy sobie: "Eee, lepiej zostawić to nagranie w spokoju". Później jednak stwierdziliśmy, że jest go wystarczająco dużo, by wykorzystać ten materiał właśnie na tę promocję w Japonii. W sumie niewiele się nim przejmowaliśmy. Przecież był tylko dla Japończyków. A teraz, co dziwne, wszyscy chcą mieć tę płytę. Jasne, że można ją ściągnąć z Japonii, ale to głupota, to zbyt drogo wyjdzie. Tak więc "Alive Devastation" ukaże się też w innych częściach świata.

A co z waszym pierwszym DVD? Kiedy możemy się go spodziewać?

Prawie skończyliśmy już nagrania. Na DVD będzie nie tylko ten występ z Wacken, ale też inne różne koncerty. Oczywiście nie zabraknie także starych materiałów, zdjęć zakulisowych i innych rzeczy tego typu. Najpierw jednak musimy przejrzeć cały zgromadzony materiał, a to zajmie trochę czasu. Powinniśmy wszystko skończyć przed zimą.

Więc DVD prawdopodobnie ukaże się w pierwszych miesiącach przyszłego roku?

Tak, tak.

To świetnie. Od momentu reaktywacji zagraliście w Polsce trzy koncerty. Dwa z nich w Warszawie, ten z Dimmu Borgir i Susperia oraz z ten z Sodom i Kreator, miałem okazję widzieć. To były niezłe sztuki, przyznaję. Jak wspominasz te koncerty i polską publiczność?

Granie w Polsce było naprawdę dużą przyjemnością. My wszyscy w Destruction zawsze chcieliśmy zagrać u was. No i w końcu się udało. Byliśmy dumni, że podczas pierwszej wizyty przyjechaliśmy z Dimmu Borgir. Po tych koncertach w Polsce zawsze będziemy chcieli tam grać, bo macie świetną publiczność.

A zamierzacie w najbliższym czasie zjawić się u nas?

Tak, jak najbardziej. Oczywiście najpierw poczekamy na jakieś reakcję na nowy album, ale z pewnością będziemy próbowali zarezerwować sobie terminy w Polsce.

Ale chyba jakieś plany na promocję "Metal Discharge" macie?

Tak, oczywiście, że mamy. Przygotowana jest już trasa koncertowa, ale obejmuje ona jedynie Europę Zachodnią. Takie kraje jak Wielka Brytania, Niemcy, Holandia czy Belgia. Mają też być zorganizowane koncerty w Europie Wschodniej, jednak to jeszcze trochę potrwa. Chodzi między innymi o Chorwację i Słowenię, ale to wszystko jest w sferze planów. Jestem pewien, że zagramy w Polsce, nie mogę jednak teraz powiedzieć, kiedy. Trzeba poczekać miesiąc, dwa, gdy znane będą potwierdzone terminy.

A czy na najbliższych koncertach zamierzacie grać jakieś utwory, których dotychczas po reaktywacji jeszcze nie graliście na żywo?

Myślę, że nie ma na to większych szans, ponieważ musimy promować nasz nowy album. Wydaje mi się, że będziemy grali przynajmniej trzy kawałki z "Metal Discharge". Ciężko znaleźć czas na koncertach na granie różnych starszych utworów, gdyż zawsze gramy któryś z naszych klasyków, na przykład "Curse The Gods" czy "Bestial Invasion". Z drugiej strony nie jest również łatwo wpleść w setlistę dużo nowych numerów, bo mamy około godziny na występ. Różne stare kawałki próbujemy grać na festiwalach, wtedy mamy przeważnie półtorej godziny i możemy myśleć o jakichś zmianach w repertuarze. W przypadku godzinnego koncertu to nie ma zwyczajnie sensu.

No tak, świetnie by było gdybyście mogli grać ze 2-3 godziny dłużej (śmiech).

Ale to niemożliwe (śmiech). Chciałbym umrzeć na scenie (śmiech).

Reaktywowaliście się jako trio, z jednym gitarzystą. Nie myśleliście o zatrudnieniu drugiego wioślarza? Myślę, że brzmielibyście dużo lepiej na koncertach, chociażby przy partiach solowych...

Jasne, że to wiele ułatwia, gdy masz na scenie drugiego gitarzystę. Szczególnie właśnie, tak jak mówisz, gdy gram solówkę, brzmielibyśmy "mięsiściej" z drugą gitarą. Kolejny muzyk w zespole ma też swoje złe strony, to większe koszta. Prawdę mówiąc, jestem zadowolony z sytuacji jaka jest obecnie. Zresztą, gdy masz jeszcze jednego członka w kapeli, to może on będzie chciał pisać kawałki albo przewodzić w zespole? (śmiech). To też jeszcze jedna opinia. A im więcej opinii, tym więcej problemów (śmiech). Dla nas teraz we trójkę jest idealnie.

Ze sceną metalową jesteś związany od lat. Czym twoim zdaniem różni się obecna scena od tej sprzed lat? Co się zmieniło na lepsze, a co na gorsze?

O, trudne pytanie. Hmm, kiedyś było o wiele mniej zespołów, znacznie łatwiej było wyłowić te dobre. Teraz na rynku jest po prostu zatrzęsienie kapel i ciężko jest wychwycić te, które są naprawdę dobre, a które kiepskie. A przecież nie jesteś w stanie ich wszystkich przesłuchać. Wydaje mi się, że kiedyś było lepiej. Uważniej wybierało się płyty, przywiązywało się do tego większą uwagę. Poza tym było tego mniej, wybór był łatwiejszy. Inna sprawa to to, że w obecnych czasach na koncerty przychodzi znacznie więcej ludzi. W latach 80-tych publiczność była za to specyficzna, specjalna. Głównie byli to kolesie w skórach, teraz natomiast na koncertach pojawiają się ludzie wszelakiego rodzaju. Każdy może przyjść. To jest plus dzisiejszych czasów.

W sierpniu obchodziliście 20-lecie działalności. Jak się czujesz po tylu latach? Chciałbyś zmienić coś w waszej historii?

Nie wiem, czy powinienem cokolwiek zmieniać. Wiesz, to jest tak, że jeśli coś zmienisz, to reszta też ulegnie zmianie. Rozumiesz, co mam na myśli? Pomyślałem w tej chwili o tym, jak rozpadliśmy się w latach 80-tych. To była dziwna sytuacja, ale wtedy nie dało się z tym nic zrobić. Tak musiało się stać. Właściwie sam nie wiem, ale chyba nie chciałbym nic zmieniać (śmiech).

Nie masz wrażenia, że thrash metal znowu ma się lepiej, że wraca do łask? Ostatnimi laty miały miejsce reaktywacje kilku świetnych kapel, zarówno amerykańskich, jak i niemieckich, wyszły dobre albumy, chociażby wasz czy Kreator. Myślisz, że jest szansa, aby ta muzyka stało się w najbliższym czasie znowu tak popularna jak na przełomie lat 80- i 90-tych?

Wydaje mi się, że taka szansa jest. Mamy w Niemczech kilka stacji telewizyjnych, które znowu emitują teledyski z muzyką metalową. Wiesz, to zawsze będzie zależało w jakimś stopniu od prasy, od tego co ona mówi o tej muzyce. Żyjemy w dobie nowoczesnej muzyki, jest mnóstwo takich kapel, ludzie muszą czytać o tym nowomodnym gównie. Naprawdę dużo zależy od tego, co pisze prasa, co pokazują stacje telewizyjne. Od Ciebie też trochę zależy (śmiech). Wracając do pytania, w tej chwili szanse są całkiem niezłe. Wcześniej gadałem z kolesiami z Ameryki i mówili, że u nich sytuacja też powoli ulega zmianie. Młodzi ludzie słuchający nu tone teraz sięgają po różne inne rodzaje metalu. Zaczynali od nu tone, bo się o tym naczytali, jednak obecnie ich horyzonty muzyczne się poszerzają. Oczywiście słuchają też thrashu i mam nadzieję, że wielu z nich się spodoba ta muzyka.

I to by było na tyle. Ostatnie słowo do polskich fanów?

Stay metal Poland! I mam nadzieję, że się niedługo spotkamy. Może zagramy tym razem więcej koncertów, a nie tylko w Warszawie. Zawsze chciałem zagrać jakąś objazdówkę i odwiedzić różne polskie miasta.

Miejmy nadzieję, żę się uda.

Też na to liczę. Pracujemy nad tym.

Zatem do zobaczenia w Polsce! Dzięki za wywiad.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Ilu twórców teledysków potrafisz rozpoznać po stylu?