- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
wywiad: Krisiun
| Wykonawca: | Moyses Kolesne - Krisiun (gitara) |
strona: 1 z 2

Krisiun, Warszawa 7.05.2025, fot. Dominika Kudła
Gdyby uszeregować zespoły metalowe według liczby biologicznych braci w ich składzie, Krisiun bezsprzecznie zająłby jedno z miejsc na podium. Ze środkowym z braci, Moysesem Kolesne, udało mi się niedawno porozmawiać o ich ostatniej płycie, zatytułowanej "Mortem Solis", a także o najwcześniejszych latach kariery grupy. Zapraszam do lektury. A kto jeszcze nie zetknął się z tą śmiercionośną machiną na żywo, będzie miał ku temu okazję w październiku 2026 roku, kiedy to Brazylijczycy wrócą do Polski na dwa koncerty: w Krakowie i Gdańsku.
rockmetal.pl: Cześć! Rozmowę chciałbym zacząć od waszej ostatniej płyty, "Mortem Solis". Jej tytuł można przetłumaczyć z łaciny jako "śmierć słońca". Jak to rozumieć?
Moyses Kolesne: To kwestia indywidualnej interpretacji. Dla mnie "Mortem Solis" symbolizuje całą historię ludzkości. Nasze wierzenia są nierozerwalnie związane ze słońcem. Czas, pożywienie, sama egzystencja - wszystko od niego zależy. To fundament życia. Dziś obserwujemy stopniowy rozpad świata zbudowanego wokół rozmaitych bożków: religijnych, politycznych czy społecznych. To, co przez wieki stanowiło podstawę cywilizacji, zaczyna się kruszyć. Kiedy więc mówimy o śmierci słońca, mówimy tak naprawdę o upadku wiary, jaką pokładamy w obecnych strukturach. Mamy globalne ocieplenie, coraz więcej wojen i opresji. W pewnym sensie jesteśmy niewolnikami systemu. Dotyczy to nawet sceny metalowej, która stała się bardzo komercyjna. Wiele zespołów łagodzi swoje brzmienie, by zmaksymalizować sprzedaż płyt. Liczą się pieniądze, a nie sztuka.
Myślisz, że czeka nas przyszłość rodem z serii filmów "Mad Max"?
Kto wie, może skończymy jak Mars. Naukowcy twierdzą przecież, że kiedyś panowały tam warunki sprzyjające życiu. Słońce sukcesywnie zwiększa swoją objętość, aż któregoś dnia zakończy żywot. To oczywiście odległa perspektywa, ale i tak skłania do refleksji. Tymczasem na Ziemi jest coraz cieplej. Jako Brazylijczyk mieszkam stosunkowo blisko lasów deszczowych i wiem, jak ogromne znaczenie mają one dla równowagi ekosystemu. Wszyscy jesteśmy od nich zależni. A mimo to niszczymy je w imię zysków, rolnictwa i nieustannej pogoni za pieniędzmi. Stale eksploatujemy i zanieczyszczamy środowisko, bez którego nie sposób przetrwać. Jakby tego było mało, populacja naszej planety mnoży się w zawrotnym tempie. W ciągu paru dekad liczba mieszkańców Ziemi wzrosła bardziej niż przez całe wcześniejsze stulecia. Czy za kilkadziesiąt lat ludzie będą walczyć o wodę i inne podstawowe zasoby? To wcale nie jest takie nierealne. Nie twierdzę, że znam przyszłość, ale obawiam się, że następne pokolenia czeka ciężki los.

Krisiun, Bielsko-Biała 23.07.2017, fot. Verghityax
Wspomniałeś, że "Mortem Solis" można odnieść do komercjalizacji sceny metalowej. Jedną z rzeczy, które zawsze ceniłem w Krisiun, jest to, że nigdy nie poszliście na kompromis. Niestety mam wrażenie, że część formacji, które dawniej wyznaczały kierunek w muzyce ekstremalnej, kładzie zbyt duży nacisk na produkcję. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że brzmią perfekcyjnie do przesady.
Zgadzam się z tobą w stu procentach. Wiele osób nadmiernie polega na komputerach. W rezultacie muzycy coraz rzadziej spotykają się, żeby wspólnie ćwiczyć. Potem podczas nagrań wszystko jest wyrównywane do siatki rytmicznej i kwantyzowane. Nawet jeśli ktoś zagra niedokładnie, oprogramowanie pozwoli ci skorygować rytm. Efekt jest taki, że muzyka traci ludzki charakter i staje się sterylna.
W przypadku Krisiun interesuje nas wyłącznie naturalny, organiczny, możliwie analogowy dźwięk. Chcę słyszeć to, co faktycznie wyszło spod moich palców, a nie przetworzoną wersję, która sprawia, że brzmię lepiej niż w rzeczywistości. Jeśli jesteś w stanie wykonać utwór w studiu, powinieneś umieć odtworzyć go na żywo. Oczywiście poza działalnością w Krisiun zdarza mi się przyjmować zlecenia komercyjne - nagrywam dżingle, intra czy muzykę do telewizji. W takich sytuacjach używam komputera, ponieważ traktuję to jako pracę zarobkową. W metalu panują inne zasady. Tu liczy się autentyczność. Gros kapel podąża dziś bezrefleksyjnie za trendami. Najważniejszy stał się wizerunek. Zespoły inwestują w spektakularne wizualia, kręcą teledyski przypominające produkcje filmowe. Muzyka zeszła na dalszy plan, a gdy już się pojawia, często jest całkowicie podporządkowana sztucznemu upiększaniu. Posłuchaj starych płyt Slayer, Morbid Angel, Jimiego Hendriksa, Deep Purple czy Black Sabbath. Słychać tam ludzi. To nie są perfekcyjne wydawnictwa i właśnie dlatego mają duszę. My nie próbujemy być idealni. Chcemy grać brutalny, szczery death metal. Nie twierdzę, że moje podejście jest jedynym słusznym, ale dla mnie metal zawsze był czymś stojącym w opozycji do mainstreamu.

Krisiun, Kraków 21.11.2023, fot. Justyna Kamińska
"Mortem Solis" to pierwszy album Krisiun od czasów "Works of Carnage" z 2003 roku, który zarejestrowaliście w Brazylii. Co sprawiło, że zdecydowaliście się znów nagrywać w ojczyźnie?
Pandemia pokrzyżowała nam plany. Obowiązywało multum restrykcji i procedur związanych z podróżowaniem. Perspektywa wyjazdu do innego kraju, ciągłych testów, masek i całej tej biurokracji była po prostu mało komfortowa. Dlatego postanowiliśmy zrealizować płytę w Brazylii. Do roli producenta zaangażowaliśmy Marka Lewisa ze Stanów Zjednoczonych. Czuwał nad wszystkim zdalnie, doradzał, jak ustawić mikrofony i jak najlepiej nagrać poszczególne partie.

Krisiun, Warszawa 7.05.2025, fot. Dominika Kudła
Czyli łączyliście się używając wideokonferencji i Mark nadzorował was z drugiego kontynentu?
Dokładnie tak. Mark jest świetnym fachowcem. Współpracował z licznymi kapelami, miksował nawet Megadeth (Mark Lewis wykonał remiks płyty "Killing Is My Business... and Business Is Good!" - przyp. red.). Powiedział nam, że od dawna śledzi karierę Krisiun. Na co dzień ma do czynienia z produkcjami, które wymagają mnóstwa komputerowej obróbki, kwantyzacji i poprawek. A on marzył o pracy z zespołem preferującym stare metody. Trafił więc idealnie. Przez cały czas pozostawaliśmy w kontakcie. Wysyłaliśmy mu próbki, rozmawialiśmy przez internet, a on na bieżąco oceniał efekty. Wskazywał, którego mikrofonu użyć do werbla, którego do tomów, jak ustawić gitary czy wokale. Słuchał wszystkiego i jeśli coś mu się nie podobało, po prostu mówił: "jeszcze raz".
Prawdę powiedziawszy, nagrywanie blisko domu okazało się bardzo wygodne. Codziennie jechałem do studia, a potem wracałem do własnego łóżka i mogłem się normalnie wyspać. Kiedy nagrywaliśmy w Niemczech, dzień zaczynał się bardzo wcześnie - producent (Andy Classen - przyp. red.) zjawiał się już o ósmej. Dla naszego organizmu po zmianie strefy czasowej było to jak czwarta nad ranem.
Materiały dotyczące zespołu
- Krisiun


