zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 24 września 2021

wywiad: Mayhem

6.02.2002  autor: m00n

Wykonawca:  Blasphemer - Mayhem (gitara)

Przy okazji kolejnej edycji "Mystic Festival" zdarzyła mi się wyjątkowo rzadka okazja spotkania muzyków kultowego Mayhem. Na tyłach Hali "Wisły" o ostatniej płycie, życiu i kilku innych sprawach rozmawiałem z gitarzystą zespołu Blasphemerem.

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: To pierwszy pobyt Mayhem w Polsce. Jak ci się podoba w naszym kraju?

Blasphemer: Tak, to pierwszy raz. Podoba mi się tutaj. Jak na razie jest tak, jak mi wszyscy opowiadali. Organizacja wygląda na całkiem profesjonalną i jak do tej pory jestem zadowolony.

Zacznijmy od krążącej ostatnio plotki na temat Maniaca. Czy to prawda, że opuszcza zespół?

Maniac jest ciągle w zespole. Było trochę problemów, Maniac nie chciał ciągnąć tego dalej, był zmęczony. Poza tym miał już dość sceny metalowej. W tej chwili jednak mogę powiedzieć, że pozostaje w zespole. A to dla nas dobra wiadomość.

Jakiś czas temu odwołaliście swój udział w trasie No Mercy Festival. Czym było to spowodowane?

Nie chcieliśmy kolejnej trasy po Europie, chcemy się skoncentrować na nowym materiale. Byliśmy już na trasie po Europie w zeszłym roku, która zresztą należała do całkiem udanych. Nie mamy nowego wydawnictwa, albumu, który możemy promować, postanowiliśmy więc odwołać nasz udział w No Mercy Festival. Właściwie to Necrobutcher zgodził się na tę trasę, bez wcześniejszych konsultacji z nami i gdy nam to oznajmił, trzeba było wszystko odkręcać. To było głupie z jego strony.

Właśnie, wydaliście kolejny materiał koncertowy, zdaje się to już trzeci. Czy nie wydaje ci się, że wyglada to jak zarabianie pieniędzy nie tworząc niczego nowego?

Wiem, że tak to wygląda... W przypadku ostatniego albumu koncertowego "European Legions", naprawdę zależało nam na tym, by się on ukazał. Chcieliśmy by znalazła się na nim część utworów z "Grand Declaration of War" w wersji przed-produkcyjnej, bez końcowego masteringu, po to by fani mogli usłyszeć, jak brzmiały one w początkowej fazie, zaraz po nagraniu. Zdecydowaliśmy się również dodać do nich utwory koncertowe. Jednak sprawy przybrały inny bieg, nie taki jak planowaliśmy. Nagrania z koncertu miały zostać umieszczone w drugiej części płyty, po wersjach niemasterowanych, stało się jednak inaczej. Poza tym uważam, że cena tego krążka jest zbyt wysoka i powinien on być sprzedawany w cenie mini CD. Przecież to nie są nowe utwory. Moim zdaniem to Seasons of the Mist spieprzyła sprawę. Nam przecież nie chodziło o zarabianie na tym pieniędzy.

Nowy materiał będzie nosił tytuł "Chimera". Czy będzie on kontynuacją "Grand Declaration..."?

Nie, kryje się za tym zupełnie inny koncept. Poza tym album będzie miał całkowicie nowe brzmienie. Myślę, że będzie on dośc mroczny, bardziej klimatyczny, znajdą się na nim agresywniejsze i bardziej brutalne partie, jak również depresyjne i przygnębiające. Poniekąd będzie to kontynuacja "Grand Declaration...", który był dużym krokiem, teraz jednak będzie on mniejszy, będzie to kontynuacja ostatniego krążka, jednak nie muzycznie. I oczywiście wciąż będzie to Mayhem.

Ale czy będzie on dalej nasycony elektronicznymi czy też ambientowymi dźwiękami?

Nie, nie, oczywiście, że nie. Na "Grand Declaration..." tego typu dźwięki posłużyły, by pokazać pewien zamysł, koncept. W pierwszych czterech utworach trwa wojna, następne cztery są dość... dziwne, odmienne. I to jest właśnie cały pomysł. Wypowiadamy wojnę, a tuż po wojnie pojawia się wewnętrzny głos w twojej głowie, który powoduje chęć tworzenia nowego wszechświata.

Ile utworów znajdzie się na nowej płycie?

Osiem.

Jakieś tytuły?

Utwór tytułowy "Chimera", który w przybliżeniu trwał będzie 10-12 minut... Jest jeszcze jeden, ale ma cholernie długi tytuł, który wymyślił Maniac, w tej chwili go nie pamiętam. Jak na razie mamy kilka utworów.

Wasz ostatni studyjny album brzmi nowocześnie, jak dźwięki nowego tysiąclecia. Jak myślisz, w jakim kierunku ewoluuje muzyka metalowa? Może właśnie w brzmienia elektroniczne?

Nie, nie sądzę. Osiągnęliśmy, choć nie mówię tylko o scenie black metalowej, już jedną stronę ekstremalności, przyszedł chyba czas na powrót. Uważam, że wiele zespołów powróci do swych korzeni. Mogę cię zapewnić, że Mayhem wciąż będzie nagrywał metalowe albumy, bardzo tajemnicze, ponure, z wykorzystaniem różnych dziwnych elementów. Teraz nagrywamy całkowicie metalową płytę, może czasami trochę progresywną.

Po wydaniu ostatniego albumu część fanów Mayhem odwróciła się od was, zarzucając, że nie jest to już black metal. Co o tym sądzisz? Czy to jest według ciebie wciąż black metal?

W stu procentach jest to black metal, a że nie ma to nic wspólnego z chodzeniem do lasu, wrzeszczeniem o nienawiści czy malowaniem się... Jeśli przyjrzysz się bliżej idei black metalu, to dojdziesz do wniosku, że może on być prawie wszystkim. To ucieczka, by być poza społeczeństwem. Myślę, że Mayhem jest jednym z takich zespołów, które ideę black metalu traktują w stu procentach poważnie. Ci, którzy zarzucają nam to, o czym wspomniałeś, są pieprzonym głupcami, żyją przeszłością. Nie znam nikogo, kto jest bardziej prawdziwy niż my. Nasz styl życia jako Mayhem to jest właśnie black metal..., żyję jak gówno, prawie każdego dnia głoduję, nie chodzę do pracy, próbuję żyć na swój sposób. Nie chcę być częścią tego społeczeństwa, mówię wszystkim "odpierdolcie się!". Jestem uczciwy, prawdziwy w stosunku do siebie. Tylko pijemy za dużo, to jest problem. Jesteśmy bandą alkoholików. To nie jest nic dobrego.

A właśnie, skoro już mówimy o alkoholu. Słyszałem, że nie dostaliście się do samolotu lecącego do Portugalii?

Tak, trochę się wtedy wkurzyliśmy. Zaczęliśmy pić zbyt wcześnie, dlatego to tak się skończyło. Na lotnisku powiedzieli nam, że jesteśmy pijani i nie pozwolili wejść na pokład samolotu. Musieliśmy odwołać tamten koncert. Spędziliśmy wtedy cały dzień w Amsterdamie, piwo, narkotyki... (śmiech)

Czy bawią cię jeszcze takie rzeczy jak powiedzmy stary Bathory, słuchasz jeszcze takiego black metalu?

Raczej nie. Czasem zdarza mi się słuchać takich rzeczy, gdy dopada mnie nostalgia. Lubię właśnie wtedy posłuchać "Blood, Fire, Death" i tego typu klimatów.

Wobec tego czego słuchasz obecnie?

Właściwie to nie słucham muzyki. Bywa, że czegoś słucham, są to jednak w większości starsze kapele takie jak Black Sabbath, Judas Priest, ale tak jak wspomniałem przed chwilą, dzieje się tak z powodu sentymentów. Czasem też słucham Slayera czy Smashing Pumpkins. Mogę słuchać czegokolwiek, do czasu gdy jest to wartościowe, gdy słuchając tego mogę coś zyskać, gdy ma to własną osobowość. I tego właśnie brakuje obecnie na scenie blackmetalowej, zespoły nie są prawdziwe. A to jest przecież zaprzeczenie koncepcji black metalu: "Bądź wolny, pieprz wszystko, pieprz religię, pieprz zasady, pieprzyć wszystko i wszystkich, rób to, na co masz pieprzoną ochotę". To jest właśnie to, co my robimy, to jest właśnie black metal.

Myślisz, że Mayhem jest w stanie nagrać album w stylu kultowego "De Mysteriis Dom Satanas"?

Dlaczego mielibyśmy to zrobić? Po co? To była głównie muzyka Euronymousa. Ale... Po jaką cholerę mamy powtarzać samych siebie? Chcemy dalej odkrywać nowe rejony, a nie cofać się. Jeśli nagralibyśmy znowu płytę w stylu "Deathcrush", zwyczajnie wstydziłbym się tego. To po prostu nie ma sensu. Nie możesz przecież chodzić do tej samej szkoły siedem razy, idziesz do niej, uczysz się, a potem ją kończysz. Sytuacja tutaj ma się podobnie.

Czy wciąż pozostajecie w Seasons Of Mist?

Nie, ostatnią płytą wydaną przez nich jest "European Legions". W tej chwili myślimy już o zmianie wytwórni, tak więc "Chimera" nie ukaże się nakładem Seasons Of Mist. Dostaliśmy kilka interesujących propozycji, ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji.

Może cofnijmy się na chwilę kilka lat wstecz. Czy to prawda, że przyczyniłeś się do reaktywacji Mayhem?

Hmm... Nie, było trochę inaczej. W 1992 roku poznałem Hellhammera. Planował wtedy nagranie albumu solowego, a ponieważ słyszał, że jestem dobrym gitarzystą, zaproponował mi współpracę. Mieliśmy trochę prób, stworzyliśmy wspólnie kilka kawałków. Gdy zginął Euronymous, nie brałem już udziału w projekcie Hellhammera. Nie zgadzaliśmy się w pewnych kwestiach i nasza współpraca zakończyła się mała kłótnią, nawet opuściłem wówczas miasto. Gdy wróciłem, niespodziewanie pewnego dnia, to był wrzesień 1994 roku, zadzwonił do mnie Hellhammer i powiedział: "Cześć, dawno się nie widzieliśmy. Nie miałbyś ochoty przyłączyć się do Mayhem?". No i zgodziłem się.

Słyszałeś o tym, że jeden z utworów "Grand Declaration Of War" znajdzie się bądź już się znalazł na ścieżce hiszpańskiego filmu krótkometrażowego?

Tak, słyszałem, ale nie widziałem go. Gdy przeczytałem o tym w Internecie zdrowo się wkurzyłem. Nie sprzedawaliśmy im przecież żadnych praw ani licencji na wykorzystanie tego utworu. Skoro jednak Seasons Of Mist wiedziało o tej sprawie, to chyba wszystko jest w porządku. Ciekaw jestem tego filmu.

Czy oprócz Mayhem grasz jeszcze gdzieś?

Tak, gram w zespole Aura Noir, w którym grałem w latach 1995-96. Potem odszedłem, teraz jednak jestem w nim ponownie. Będziemy niedługo nagrywać nowy album, na który napisałem kilka utworów. Założyłem również własny projekt deathmetalowy, w którym na perkusji gra Hellhammer. Resztą zajmuję się ja, gram na pozostałych instrumentach, piszę muzykę, teksty, również śpiewam. Prawdopodobnie projekt ten zostanie nazwany Messerschmidt. Za kilka tygodni zaczynamy pracę nad debiutanckim albumem.

Skąd pomysł, by nazwać zespół właśnie Messerschmidt?

Myślę, że to brutalna nazwa, chłodna. Dla jasności, nie ona ma nic wspólnego z Niemcami, Trzecią Rzeszą i nazizmem, to po prosto świetna nazwa, taka zimna. Słowo Messerschmidt przywodzi mi na myśl brud, stare silniki, zapach oleju. Skoro to zajebista nazwa, czemu jej nie wykorzystać? Nie jestem jeszcze pewny, czy tak właśnie będzie się nazywał ten projekt, na pewno jednak jeśli nie teraz, to w przyszłości wykorzystam tę nazwę dla swojej twórczości.

Powiedz mi, jakie stosunki panują w zespole?

Mayhem na pewno nie jest zespołem przyjaciół. Nie żyję w przyjaźni z Necrobutcherem, z Maniakiem i Hellhammerem powiedzmy, że się dogaduję. Rozumiemy się, kumplujemy, ale nie nazwałbym tego przyjaźnią. Po prostu gramy w jednym zespole i czasem spędzamy razem czas. Chyba najbardziej zżyty jestem z Hellhammerem, natomiast z Necrobutcherem ciągle się sprzeczamy (śmiech).

Ale mimo to tworzycie doskonałą muzykę...

To jest właśnie fenomen Mayhem. Mayhem to czterech całkowicie różniących się od siebie ludzi. Każdy z nas ma swoje zdanie, każdy chce postawić na swoim, to właśnie kreuje energię tego zespołu.

Co robisz w wolnym czasie, gdy nie nagrywacie, nie koncertujecie?

Piję i tworzę muzykę. Muzyka jest ciągle obecna w mojej głowie. Hmm... ogólnie moje życie to bycie wyrzutkiem, nie lubię ludzi, nie lubię społeczeństwa...

I jesteś w stanie wyżyć z muzyki?

Tak. Jak wcześniej powiedziałem, prowadzę zajebiste życie, prawie głoduję, muszę pożyczać pieniędze, bym mógł kupić chleb, czasem jem po prostu suchy chleb. Tak właśnie żyję i mam wszystko gdzieś. Nie chcę mieć nic wspólnego z żadnymi układami, hierarchiami społecznymi. Nic mnie nie to obchodzi, wydaje mi się, że po prostu chcę umrzeć (śmiech). Nie dbam o to, czy wkrótce wybuchnie trzecia wojna światowa, ja z uśmiechem na ustach sięgam po kolejny kieliszek wina.

Czy wśród twoich zainteresowań jest historia? Tak, interesuje mnie szczególnie okres Cesarstwa Rzymskiego. To naprawdę były ciekawe czasy.

A nie myślałeś o napisaniu jakiegoś tekstu?

Tak, oczywiście. Jeden z moich ulubionych kawałków Morbid Angel "Caesar's Palace" z płyty "Domination" traktuje o tej tematyce i moim zdaniem wyszło to całkiem nieźle. Myślałem kiedyś, by napisać coś takiego. Koncept opowiadający o jednym z wielkich Imperatorów, o jego upadku, by potem zainscenizować to w czasie koncertu, wiesz, świątynie z rzymskimi ornamentami, a do tego Cesarz wjeżdżający na koniu na scenę (śmiech).

Co symbolizuje gołąb z okładki waszego ostatniego albumu"?

To jest gołąb pokoju. Jego śmierć wyraża sprzeciw dla pokoju, jest symbolem wypowiedzenia wojny.

Tradycyjne pytanie. Co sądzisz o medium jakim jest Internet?

Podoba mi się. To jest trochę bardziej osobiste niż wysyłanie smsów, mniej osobiste niż rozmowa przez telefon. Mi to odpowiada. Gdy piszesz sms, jesteś ograniczony liczbą znaków, pisząc e-mail nie masz żadnych ograniczeń. Internet jest szybki, tani, możesz w nim znaleźć wszystko. Jeśli pewnego dnia Internet przestałby działać, cały pieprzony świat ległby w gruzach (śmiech).

Powiedziałeś, że to tanie medium, niestety w Polsce tak nie jest...

Naprawdę? W Rosji również, przekonałem się o tym, bo niedawno graliśmy w Moskwie. Zatrzymaliśmy się w hotelu "Ukraine". Z tego, co wiem, powstał on z okazji 800-lecia jakiegoś uniwersytetu i Rosjanie postanowili uczcić tę rocznicę wybudowaniem ośmiu wielkich budynków na wzór starego zamczyska. Hotel "Ukraina" jest jednym z tych budynków. Najśmieszniejsze jest to, że udało im się, z braku funduszy, zbudować tylko siedem (śmiech). Ale to był naprawdę ogromny hotel. Zatrzymują się w nim głównie businessmani i gdy zjawiliśmy się w środku usłyszeliśmy zewsząd: "co ci goście tu robią do cholery?!?" (śmiech). A wracając do tematu. Tam naprawdę jest drogo. Zapłaciłem w kafejce internetowej 90 rubli za 10 minut, podczas gdy za 40 rubli możesz kupić tam wódkę (śmiech).

Faktycznie drogi kraj (śmiech). A jak zapatrujesz się na format mp3?

Nie cierpię tego, wręcz nienawidzę. Przecież jestem muzykiem.

No i utwory tracą również na dynamice...

Zgadza się. I nie mamy z tego ani grosza. Gdyby każdy ściągnąłby sobie cały album w mp3, to przecież zbankrutowałbym. A jaki byłbym wkurzony (śmiech). Wystarczyć popatrzeć na przykład Metalliki, ile oni na tym stracili. Nie zrozum mnie źle, nie jestem pieprzonym kapitalistą, który chce wyciągnąć z tego kupę forsy, ja po prostu chcę jakoś przeżyć w tym śmierdzącym gównie.

Ale mp3 może pomóc w promocji zespołu, szczególnie młodego...

Oczywiście, ale w efekcie to my na tym tracimy. Prawdopodobnie nasz następny album będzie do ściągnięcia w postaci mp3, zanim pojawi się na półkach sklepowych. Miejmy nadzieję, że ci, którym się on spodoba, pójdą do sklepu i kupią tę płytę. Gdyby nie istniał format mp3, sprzedalibyśmy znacznie więcej płyt.

Przygotowaliście coś specjalnego na dzisiejszy wieczór?

Cóż, nie pozwolono nam przywieźć świńskich łbów. Organizator tłumaczył się, że festiwal może zostać odwołany lub nie odbędzie się jego kolejna edycja. Tak więc łbów nie będzie. Myślę, że damy jednak ludziom to, czego od nas oczekują. Będzie ekstremalność i agresja rodem z pola walki.

Niedawno rozmawiałem z Caligulą z Dark Funeral właśnie o świńskich łbach i powiedział, że miewają tego typu problemy w niektórych krajach.

Na całej pieprzonej trasie nie było problemów, tylko w Polsce. Mogliśmy postawić warunek: "nie ma będzie łbów, nie zagramy", ale to jest dla nas zbyt ważny koncert, bardzo chcieliśmy tu zagrać. I dlatego się zgodziliśmy na taki układ.

Ostatnie słowo dla fanów?

Trzymajcie się z daleka od mp3, gdy pojawi się nowy album Mayhem (śmiech). Co mogę powiedzieć... Be true!

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

- Mayhem

Czy słuchasz list przebojów?