zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 28 stycznia 2022

wywiad: Mercenary

30.08.2004  autor: m00n

Wykonawcy:  Jakob Molbjerg - Mercenary (gitara), Martin Buus - Mercenary (gitara prowadząca)

"11 Dreams" to trzeci album duńskiego Mercenary, który może nieźle zamieszać w świecie melodyjnego metalu. Mając tak dobrą płytę w rękach nie mogłem przejść obok niej obojętnie, postanowiłem więc dowiedzieć się czegoś więcej o samej kapeli, jej sposobie pracy, no i oczywiście o nowym wydawnictwie. Na moje pytania odpowiadali gitarzyści Jakob Molbjerg i Martin Buus.

strona: 1 z 1

Cześć! Na początku muszę wam pogratulować dobrego albumu, "11 Dreams". Świetna robota panowie! Wkrótce będzie mieli na koncie trzy wydane płyty, ale mam wrażenie, że Mercenary należy raczej do niezbyt znanych kapel w Polsce. Tak więc chciałbym, abyście opowiedzieć pokrótce o historii grupy, którą z pewnością warto znać.

Martin: Cześć, tutaj Jakob i Martin (gitara i gitara prowadząca).

Jakob: Mówiąc w skrócie, Kral (wokalista i basista - red.) założył zespół na początku lat dziewięćdziesiątych. Ówczesny styl grupy różnił się znacznie od obecnego, było to coś w rodzaju utrzymanego w średnich tempach melodyjnego death metalu. Później kapela ewoluowała w stronę bardziej thrashowego brzmienia, na debiutanckim albumie "First Breath" z roku 1998. Ja dołączyłem w roku 1996, dużo przed nagrywaniem drugiej płyty "Everblack", kiedy to powiększył się nasz skład, z czterech do sześciu osób za sprawą Mikkela, odpowiedzialnego za czyste wokale i jego brata Mortena grającego na klawiszach. Był to dla nas zdecydowanie punkt zwrotny, zmieniło się nasze brzmienie, bardziej w kierunku hybrydowego metalu, który gramy obecnie...

Czy przyjmując nazwę Mercenary wiedzieliście wtedy, że w latach osiemdziesiątych w Stanach działała inna grupa o tej nazwie?

J: Tak, i z tego co słyszałem, nagrali bardzo dobrze znane demo. Była też izraelska kapela Mercenary, która w połowie lat dziewięćdziesiątych wydała mini album, a także szwedzki Mercenary mający na koncie demówkę. Był nawet kanadyjski Mercinary! Ale zupełnie się tym nie przejmujemy, skoro żaden z tych zespołów nie przetrwał tak długo, jak my istniejemy (śmiech). Jeśli wydaliby wiele albumów, wówczas mógłby to być dla nas problem...

Racja. Wasz nowy album zatytułowany jest "11 Dreams". Moglibyście wyjaśnić znaczenie tytułu? Co się za tym kryje?

M: Początkowo miał to być to tylko tytuł utworu, ale gdy przyszedł czas nagrywania nowej płyty, "11 Dreams" wydawał się wyśmienicie pasować do niej. Nie tylko z powodu liczby kawałków, ale też dlatego, że atmosfera utworów jest bardzo rozmarzona, senna - jest w nich pewna melancholia, przynajmniej naszym zdaniem, i ten tytuł jest idealnym dla tego albumu.

Czyli "11 Dreams" i jedenaście numerów na płycie to nie jest zbieg okoliczności? (śmiech)

M: Nie. (śmiech)

Ciekawy tytuł, interesująca klimatyczna okładka. Jaki jest koncept szaty graficznej "11 Dreams"? Wiele się pomylę, jeśli założę, że jest ona w jakiś sposób związana z tekstami?

M: Głównym tematem albumu są marzenia, sny i tematy z nimi związane i chcieliśmy też, by okładka również je obrazowała. Według mnie szata graficzna wyraża surrealistycznie nieodkryte obszary ludzkiego umysłu czy coś w tym stylu. Obszary, które każdy może w sobie odnaleźć, ale jednocześnie których pochodzenia i znaczenia nie da się konkretnie wytłumaczyć. Niewyjaśnialny stan umysłu...

Utwory tworzące nowy album są bardzo rozbudowane, pełne różnorodnych elementów. W jaki sposób komponujcie? Macie głównego kompozytora czy też tworzycie wspólnie?

J: Hmm, z grubsza wszystkie kawałki, oprócz "Times without Changes", który powstał w studio, zostały napisane przez Krala, bądź też część riffów ja przyniosłem do sali prób, gdzie najpierw jammujemy z Mike'iem, naszym perkusistą. Potem odsiewamy niektóre rzeczy, resztę składamy razem, a następnie dodajemy wokale i klawisze i w ten sposób próbujemy przetestować, czy jesteśmy w stanie zrobić z tego utwory, które mają naturalny rytm bądź pewien klimat. Oczywiście w tym czasie zwracamy uwagę na to, by nie tylko łączyć razem fajne riffy, ale mamy też na uwadzę to jak całość, łącznie z wokalami, będzie się wspólnie komponować. Zawsze naszą podstawową zasadą było, by wokale miały pewien priorytet. Próbujemy dać każdemu utworowi wystarczającą ilość dynamiki, by umożliwić spore zróżnicowanie wokalne. Taki sam rodzaj wokalu w całym kawałku może przyczynić się do tego, że utwór będzie bardziej intensywny, ale my preferujemy miks brutalności i agresywności z melodią. Wydaje mi się, że taka równowaga jest w pewnym sensie tym, o co zawsze chodziło naszej kapeli i w największym stopniu definiuje nasze brzmienie.

Po wydaniu poprzedniego albumu, "Everblack", w waszym składzie pojawili się nowi członkowie - perkusista Mike Park i ty, Martin. Co stało się z poprzednimi muzykami? Jaki był wkład nowych członków w tworzenie "11 Dreams"?

M: Trafiłem do zespołu w sierpniu 2003 roku. W tym czasie utwory były już napisane, a kilka z nich zarejestrowana, więc nie miałem bezpośredniego wkładu w pisanie nowych numerów. Jednakże pozwoliłem sobie na daleko idące zmiany w harmonii solówek, aby uczynić je bardziej interesującymi dla mnie do grania. Obecność klawiszowca w zespole umożliwia skupienie się na klasycznie brzmiących power chords, w takim sensie, że gitara gra podstawę akordu, a klawisze uzupełniają harmonię. Uważam, że partia solowa może brzmieć rewelacyjnie jedynie za sprawą akordów i harmonii w podkładzie...

J: Jeśli chodzi o dawnych członków, czuliśmy, że pewne różnice w opiniach na temat, dokąd zmierza zespół, jak i kwestia poziomu poświęcenia, zawsze stały na przeszkodzie do pełnej realizacji potencjału kapeli. W przeszłości zmieniło się wielu członków, ale zawsze było to konieczne i dla dobra zespołu. Myślę, że nowy album ewidentnie to pokazuje: porównując go do "Everblack" - bębny są wiele bardziej potężniejsze, a solówki bardziej współgrają z resztą muzyki. Co do Mike'a, trafił od kapeli chwilę przed wydaniem "Everblack" i zagraliśmy wspólnie wiele koncertów, nim napisaliśmy i nagraliśmy nowy materiał. Tak więc w pełni zdążył on zintegrować się z zespołem do tego czasu i był wielce pomocny w kształtowaniu nowych utworów, gdy zaczęliśmy składać riffy, tworzyć struktury kawałków. On naprawdę odcisnął swoje wyraźne piętno na tym albumie.

Zastanawiałem się, jak cover szwedzkiej kapeli pop-rockowej Kent, "Music Non Stop", znalazł się "11 Dreams". Bez dwóch zdań pasuje on świetnie, ale jak do tego doszło? Czyżby to była któraś z waszych ulubionych grup?

M: Nie, to nie jest nasz ulubiony zespół, jedynie grupa, którą większość z nas lubi. Prawie każdy z nas słucha mnóstwo różnej muzyki oprócz metalu. Ale powodem wybrania tamtego kawałka jest prawdopodobnie to, że lubimy ten zespół, a w szczególności ten właśnie utwór za to, że bardzo przypomina naszą własną muzykę - niektóre riffy, przede wszystkim w refrenie, mogłyby bez problemu trafić do numeru Mercenary. (śmiech) Myślę, że fakt iż proste dodanie cięższego brzmienia popowemu kawałkowi, pozostawiając jego podstawowe struktury i aranżacje, pozwala na stworzenie dobrego metalowego kawałka, sugeruje podobieństwo między gatunkami muzycznymi, które normalnie traktowane są jak przeciwstawne sobie.

W przynajmniej jednym utworze na "11 Dreams" pojawia się kobiecy wokal. Chodzi o "Firesoul". Parafrazując piosenkę Eurythmics (śmiech), kim jest ta dziewczyna?

J: Wydaje mi sie, że to chyba jest utwór Madonny, ale może nie wnikajmy skąd to wiem. (śmiech) Wracając do pytania, tą dziewczyną jest Monika Pedersen, która ma własną kapelę progresywno-metalową Sinfonia.

Wasze inspiracje są ogromnie szerokie, muzyka na "11 Dreams" jest niezwykle bogatą mieszanką. Spróbujecie sprecyzować jakoś styl Mercenary?

J: Cholera, mieliśmy cichą nadzieję, że to prasa pomoże nam w znalezieniu odpowiedniego terminu, ale jak do tej pory wszyscy nas o to pytają. (śmiech) Nazwijmy to może po prostu metalem...

M: Bardzo ciężko jest nam znaleźć etykietkę dla naszej muzyki czy nawet zacząć wymieniać nasze inspiracje. Ilość różnorakich inspiracji jest po prostu zbyt duża. (śmiech) Każdy w zespole słucha wielu niezwykle różnorodnych rzeczy i ich mikstura w przypadkowy sposób staje się "Mercenary Metalem"... o, i masz już określenie stylu!

Sprytnie. (śmiech) Jeśli się nie mylę, pierwotnie "11 Dreams" miał ukazać się nakładem Hammerheart Records, która w międzyczasie rozpadła się i powstała jako Karmageddon Media. Ale teraz jesteście w Century Media. Czy szef Karmageddon Media nie zaproponował wam nowego kontraktu?

J: W efekcie sprawy między nami nie ułożyły się zbyt dobrze - wydaje mi się, że byliśmy trochę zbyt ambitni dla tej wielkości wytwórni, więc podpisaliśmy nowy kontrakt, z którego jesteśmy wszyscy zadowoleni.

Każda płyta Mercenary została wydana przez różne wytwórnie. Najnowszy album wyda jedna z największych w branży. Jak doszło do podpisania umowy i jak trafiliście do stajni Century Media Records? Na ile płyt opiewa ten kontrakt?

J: Sądzę, że zwróciliśmy uwagę Century Media, kiedy zostaliśmy zaproszeni w zeszłym roku na festiwal Progpower w Atlancie. Myślę, że zrobiliśmy na nich dobre wrażenie, a gdy potem usłyszeli nowy materiał, ich zainteresowanie jeszcze wzrosło. Ale mieliśmy oczywiście kilka innych ofert, jak chociażby z MetalBlade i InsideOut, więc dobrze się zastanawialiśmy negocjucjąc najlepszą możliwą dla siebie umowę, która mogła nas uwięzić na kilka lat. Century Media okazała się być najbardziej zainteresowaną i entuzjastyczną wytwórnią, więc jesteśmy pewni, że wreszcie znaleźliśmy wydawcę, z którym możemy współpracować przy kilku albumach. Nowa płyta jest pierwszą z czterech.

Macie już jakieś plany koncertowe w związku z promocją "11 Dreams"? Nie myślicie może o wizycie w Polsce?

J: W tej chwili naprawdę nie mamy żadnych konkretnych planów, poza kilkoma koncertami, tu na miejscu w Danii, i występem w Berlinie na Popkomm Festival. Ale zrobimy wszystko co w naszej mocy, by wyruszyć na porządną trasę europejską, jak tylko album się ukaże...

Muszę przyznać, że kiedy pomyślę o duńskiej scenie do głowy przychodzi mi tylko kilka nazw, takich jak Invocator, Illdisposed czy Exmortem. No i oczywiście Pretty Maids. Wygląda więc, że wasza scena jest dość mała, choć w latach dziewięćdziesiątych była silniejsza i większa... Czy rzeczywiście jest ona teraz taka mała?

J: Wręcz przeciwnie, myślę, że nigdy nie była lepiej! Wiele duńskich kapel, jak na przyład Mnemic, Hatesphere, Raunchy i my, mają nie tylko całkiem dobre kontrakty z większymi wytwórniami, ale też grają mnóstwo tras i koncertów na festiwalach w całej Europie ze znacznie bardziej znanymi i szanowanymi zespołami. Co więcej, sporo osób przychodzi na koncerty w Danii, gdzie metalowa publiczność znacznie uszczupliła się w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Bez przerwy też na scenie podziemnej pojawia się tutaj wiele nowych kapel. Ja widzę to w ten sposób - duńska scena lat dziewięćdziesiątych miała kilka dobrych zespołów, które sporo kiepskich grup próbowało skopiować. Obecnie jednak zespoły znacznie bardziej starają się znaleźć własne brzmienie. Być może ma to związek z rozwojem i dojrzewaniem muzycznym naszego pokolenia.

Na koniec chciałbym poznać waszą opinię na temat Internetu.

M: Najważniejsza sprawa to taka, że jest to świetne źródło promocji naszej muzyki. Myślę, że dla całej metalowej sceny to znakomita rzecz. Nie sprzedajesz tyle płyt co wielkie, znane kapele, więc oczywiście nie masz potężnego budżetu, który możesz wykorzystać w celach promocyjnych. Internet daje możliwość poinformowania ludzi o swoim istnieniu nie wydając ani grosza. Z drugiej strony, jeśli ludzie ściągają całe albumy, spada dochód, więc będziemy zachęcali ludzi, by jednak kupowali muzykę. O ile chcą, by ich ulubiona kapela istniała za pięć lat. Dobre wyniki sprzedaży pozwalają nam na przykład pojechać w trasę...

Jeszcze ostatnie słowo dla naszych czytelników.

J: Zapoznajcie się z naszym nowym albumem, jestem więcej niż pewny, że ma on do zaoferowania coś każdemu, kto jest prawdziwie oddany muzyce metalowej.

Dzięki!

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Co na pięciolinii wygląda najlepiej?