- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
- Konto
- zaloguj się
- załóż konto
- po co?
wywiad: Tankard
| Wykonawca: | Andreas "Gerre" Geremia - Tankard (wokal) |
strona: 1 z 2

Tankard, Trutnov 16.07.2022, fot. Verghityax
Pomimo swej długiej historii Tankard nigdy nie miał szczęścia do Polski - muzycy zawitali do nas dosłownie raz. Zmieni się to w czerwcu 2026 roku, kiedy to ekipa z Frankfurtu zaprezentuje się na dziewiątej odsłonie "Black Silesia Open Air" w Byczynie. Z tej okazji porozmawiałem z Andreasem "Gerre" Geremią, wokalistą Tankard. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak wygląda zakładanie zespołu z kumplami ze szkoły, skąd wziął się alkoholowy metal i czemu na okładce "Zombie Attack" nie ma żadnego zombie, to zapraszam do lektury.
rockmetal.pl: Cześć, Gerre! Wasi koledzy z Kreator, Sodom i Destruction wielokrotnie odwiedzali Polskę, Tankard niestety tylko raz. Miało to miejsce w 2009 roku, zagraliście wówczas dwa koncerty (6 listopada w Warszawie i 7 listopada w Krakowie - przyp. red.). Wreszcie - po niemal siedemnastu latach - wracacie, by wystąpić na "Black Silesia Open Air 2026" w Byczynie. Jakiego repertuaru mogą spodziewać się polscy fani? Wyłącznie żelaznych klasyków czy raczej czegoś przekrojowego?
Gerre: Nie wiem dokładnie, ile dostaniemy czasu na scenie, ale wykonamy zarówno starsze, jak i nowsze utwory. Wybór setlisty przy osiemnastu albumach studyjnych na koncie to nie lada wyzwanie. Do tego dochodzą jeszcze indywidualne preferencje, bo każdy członek zespołu ma swoje ulubione numery.
Biorąc pod uwagę, że nie promujecie obecnie żadnej nowej płyty, chciałbym ten wywiad poświęcić historii Tankard. W ten sposób czytelnicy, którzy słabiej was kojarzą, mogliby was lepiej poznać. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
Nie, nie ma problemu.

Tankard, Kraków 7.11.2009, fot. Grzegorz Chorus
Dobrze, pozwól zatem, że zaczniemy od początku twojej przygody z muzyką. Który zespół wprowadził cię w świat rocka?
Smokie. Sporo ich słuchałem jako dzieciak. Ale pierwszym zespołem, który sprawił, że bez reszty zakochałem się w cięższych brzmieniach, był AC/DC. Ja i nasz basista Frank (Thorwarth - przyp. red) chodziliśmy razem do szkoły. W 1978 roku obaj mieliśmy po jedenaście lat i wtedy wpadł nam w ręce koncertowy album AC/DC: "If You Want Blood You've Got It". To było silniejsze ode mnie. Uzależniłem się od tej muzyki i wiem, że będzie mi ona towarzyszyć do końca moich dni.
W 1982 roku sami założyliście zespół. Nazywaliście się Avenger...
...a następnie Vortex, tak. Byliśmy paczką szkolnych kumpli. Z Frankiem chodziliśmy na lekcje gry na basie i to ja miałem obsługiwać ten instrument, a on mikrofon. Niestety nauka szła mi opornie, wobec czego zamieniliśmy się rolami (śmiech). Od razu uzgodniliśmy, że będziemy grać wyłącznie własny materiał, żadnych coverów. Po jakimś czasie dotarła do nas informacja, że w Anglii działa już kapela o nazwie Avenger. Internet jeszcze nie istniał, więc o niektórych rzeczach człowiek dowiadywał się z dużym opóźnieniem. Stwierdziliśmy, że nie ma co rozpaczać i przemianowaliśmy się na Vortex. A potem okazało się, że jest już Vortex w Holandii (śmiech). Wtedy Frank i nasz ówczesny gitarzysta Axel (Katzmann - przyp. red.) chwycili za słownik języka angielskiego. Wertowali go, aż ich oczom ukazało się słowo tankard, czyli po prostu kufel.

Tankard (od lewej do prawej: Oliver Werner, Axel Katzmann, Andreas Geremia, Frank Thorwarth i Andy Boulgaropoulos), materiały prasowe
W skład Tankard - prócz ciebie, Franka i Axela - weszli perkusista Oliver Werner oraz drugi gitarzysta Bernhard Rapprich. Ten ostatni dość szybko zniknął z pola widzenia. Co się stało?
Bernhard chodził do tej samej klasy, co my, ale w zespole nie zagrzał długo miejsca, raptem kilka miesięcy. Miał bardzo konserwatywnych rodziców, którym nie podobało się, że ich syn zadaje się z podejrzanym elementem (śmiech). Jeśli się nie mylę, dzisiaj jest lekarzem.
Jeszcze w 1983 roku na stanowisko drugiego gitarzysty wskoczył Andy Boulgaropoulos. On też był z waszej klasy?
Z równoległej. Frank, Axel, Oliver i ja chodziliśmy do klasy 10A, a Andy do 10B. Kiedy zobaczyliśmy go po raz pierwszy, nosił koszulkę AC/DC. To wystarczyło, by zaprosić go do kapeli (śmiech). Łączyło nas zamiłowanie do tej samej muzyki, zachwycaliśmy się zwłaszcza Nową falą brytyjskiego heavy metalu.
Z Andym na pokładzie zadebiutowaliście na żywo. Podobno koncert odbył się w waszej szkole...
To prawda. Wystąpiliśmy na szkolnym festynie dla trzydziestu, może trzydziestu pięciu osób. Narobiliśmy mnóstwo hałasu (śmiech). Ponieważ dysponowaliśmy tylko paroma utworami, musieliśmy je zagrać dwukrotnie (śmiech).

Tankard (od lewej do prawej: Axel Katzmann, Frank Thorwarth, Andreas Geremia, Andy Boulgaropoulos i Oliver Werner), materiały prasowe
W 1984 roku wypuściliście swoją debiutancką demówkę, pod tytułem "Heavy Metal Vanguard". Przypuszczam, że zarejestrowaliście ją na magnetofonie w sali prób.
Chyba tak, niestety nie pamiętam szczegółów. Sam tytuł wydaje się teraz mocno wyświechtany, choć w tamtych czasach nie odstawał zbytnio od reszty krajobrazu. Nasze drugie demo - "Alcoholic Metal" - nazwaliśmy tak dla żartu. Wszędzie zaczęły się pojawiać te etykietki, jak thrash metal czy speed metal, więc uznaliśmy, że wymyślimy własny gatunek (śmiech). Motyw alkoholowego metalu wydatnie eksploatowaliśmy na "Chemical Invasion" i "The Morning After". W latach 90. próbowaliśmy zerwać z tym wizerunkiem, lecz ponieśliśmy całkowitą porażkę (śmiech). Temat wojen, zła i satanizmu zwyczajnie do nas nie pasuje. Mamy do siebie spory dystans, dlatego humor jest nieodłączną częścią naszego stylu.
W lipcu 1986 roku światło dzienne ujrzał pierwszy longplay studyjny Tankard, zatytułowany "Zombie Attack". Te kompozycje były jeszcze dosyć surowe w porównaniu z późniejszymi wydawnictwami.
To efekt punkowych fascynacji Axela. Poza tym musisz pamiętać, że w chwili nagrywania "Zombie Attack" część utworów funkcjonowała w koncertowym obiegu od dwóch, trzech lat. Materiał na "Chemical Invasion" napisaliśmy w niecały rok, mając już trochę większe doświadczenie. Początkowo inspirowaliśmy się głównie brytyjskim heavy metalem, jak Iron Maiden, Judas Priest, Tank czy Jaguar. Wraz z nastaniem ery thrashu postawiliśmy na szybsze tempa. Olbrzymi wpływ wywarły na nas albumy "Bonded by Blood" Exodus, "Show No Mercy" Slayer, "Kill 'Em All" Metalliki oraz - mój osobisty faworyt - "Heavy Metal Maniac" kanadyjskiego Exciter. To jedna z pięciu najlepszych płyt, jakie w życiu słyszałem.

Tankard, Trutnov 16.07.2022, fot. Verghityax
Wraz z warstwą muzyczną ewoluowały twoje teksty. Myślę, że najlepiej widać to na przykładzie różnic między "Zombie Attack" a "Chemical Invasion". Niemal każdy refren na "Zombie Attack" to tak naprawdę tytuł danego kawałka powtórzony wielokrotnie.
Zgadza się. Na etapie "Zombie Attack" wciąż nabieraliśmy wprawy w tworzeniu piosenek. Nie bagatelizowałbym też punkowego podejścia, którym zaraził nas Axel. I szczerze mówiąc, gdy sam słucham muzyki, cenię sobie prostotę. Lubię refreny, które wpadają w ucho i dają się łatwo zapamiętać. Kilka numerów z tej płyty to dziś stały element naszego repertuaru. Ciężko wyobrazić sobie koncert Tankard bez "(Empty) Tankard" czy tytułowego "Zombie Attack".
Naturalnie nie poprawiłbym jakości moich tekstów tak szybko, gdyby nie pomoc z zewnątrz. Na "Chemical Invasion" znacząco wspierał mnie Amerykanin Mike Kipness, a w kolejnych latach korzystałem z uprzejmości Thomasa Clarka, znajomego ze szkoły i również obywatela Stanów Zjednoczonych. Teraz asystują mi Andy Boulgaropoulos, nasz niegdysiejszy gitarzysta, oraz Harald Maul, członek ekipy technicznej. Obaj posługują się biegle angielskim.
Materiały dotyczące zespołu
- Tankard


