- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
wywiad: Tankard
| Wykonawca: | Andreas "Gerre" Geremia - Tankard (wokal) |
strona: 2 z 2
"Zombie Attack" nagraliście w berlińskim "Music Lab Studio" u Harrisa Johnsa. Przedtem powstały tam takie albumy, jak "Heavy Metal Breakdown" Grave Digger czy "Walls of Jericho" Helloween. To dlatego wybraliście to miejsce?
Decyzję podjęła nasza wytwórnia - Noise Records. Nigdy wcześniej nie mieliśmy styczności z profesjonalnym studiem. Cała sesja wraz z miksami zajęła niespełna dwa tygodnie. Harris wiele nas wtedy nauczył. Wracaliśmy do niego osiem razy, można więc powiedzieć, że został naszym etatowym producentem (śmiech).
Okładka "Zombie Attack", którą narysował James Warhola (bratanek Andy'ego Warhola - przyp. red.), nie do końca koresponduje z tytułem krążka. Przed telewizorem zgromadziły się różne monstra, ale próżno szukać tam choćby jednego zombie.
Tak, masz rację (śmiech). To znów był zabieg wytwórni. Pierwszy projekt wyglądał zupełnie inaczej. Nie wiem, skąd się wziął, ale prezentował się koszmarnie, jakby wyszedł spod ręki pięciolatka. Potem Noise Records załatwiła nam tę grafikę, która wylądowała na okładce. Pracując nad "Chemical Invasion", wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Nasz menedżer Buffo (Schnadelbach - przyp. red.) skontaktował się ilustratorem i karykaturzystą Sebastianem Krugerem. Nawiązaliśmy długotrwałą współpracę. To Sebastian wniósł do Tankard ten komiksowy styl, z którym nas później utożsamiano.
Tankard stawał się wtedy coraz poważniejszym przedsięwzięciem. Jak twoi rodzice reagowali na to, czym się zajmujesz?
Oboje mnie wspierali. Wychodzili z założenia, że lepiej grać w zespole, niż szwendać się po ulicy i robić głupstwa. Moja matka, nim zmarła trzy lata temu, sporadycznie zaglądała na nasze koncerty. Ojcu wielokrotnie mówiłem, że któregoś dnia zabiorę go ze sobą - udało mi się spełnić tę obietnicę w 2019 roku, choć zbliżał się już do osiemdziesiątki. Kupiłem mu bilet lotniczy do Glasgow i zarezerwowałem pokój w tym samym hotelu. Znakomicie się bawił. Po występie gadał ze wszystkimi w garderobie i pstrykał zdjęcia. Spędziliśmy razem dwa świetne dni.
Po "Chemical Invasion" zrealizowaliście jeszcze dwa wydawnictwa z Oliverem Wernerem za perkusją: longplaya "The Morning After" oraz EP-kę "Alien". Dlaczego w 1989 roku wasze drogi się rozeszły?
Wydaje mi się, że Oliver chciał żyć z muzyki, co w tamtym momencie było dla nas nieosiągalne. Każdy w zespole musiał dorabiać na boku, by związać koniec z końcem. On nie potrafił pogodzić obu tych światów. O ile się orientuję, gra teraz w jakimś projekcie folkrockowym.

Tankard (od lewej do prawej: Axel Katzmann, Frank Thorwarth, Arnulf Tunn, Andreas Geremia i Andy Boulgaropoulos), materiały prasowe
Olivera zastąpił Arnulf Tunn. Skąd go wytrzasnęliście?
Niestety nie pamiętam. Prawdopodobnie z innej kapeli.
Razem udało wam się nagrać trzy albumy studyjne: "The Meaning of Life", "Stone Cold Sober" i "Two-Faced". Następnie w 1993 roku Arnulf opuścił formację. Jaki był powód rozstania?
Cóż, Arnulf sprawiał nam mnóstwo kłopotów na płaszczyźnie personalnej. Któregoś dnia miarka się przebrała i podziękowaliśmy mu za współpracę. Parę lat temu spotkałem go przypadkiem na meczu piłki nożnej, ale nie utrzymujemy kontaktu.
Na miejsce Arnulfa zwerbowaliśmy Olafa (Zissela - przyp. red.). Kojarzyliśmy go z Killrays.

Tankard, Warszawa 7.11.2009, fot. Lazarroni
W 1995 roku Tankard przestał być kwintetem. Z grupy odszedł jeden z jej założycieli: Axel Katzmann.
Tak, choć żaden z nas tego nie chciał. U Axela pojawiły się zmiany zwyrodnieniowe nadgarstka i coraz trudniej było mu grać na gitarze. Musiał porzucić karierę muzyczną. Mimo to nie zerwał znajomości i wciąż czasem rozmawiamy.
Dlaczego nie przyjęliście nikogo w roli drugiego gitarzysty?
Nie pamiętam już, co nam wtedy chodziło po głowie. Prawdopodobnie nie czuliśmy się na siłach, by wprowadzać nową osobę do zespołu. Postanowiliśmy sprawdzić, czy udźwigniemy to we czterech.
Pierwszy longplay, który nagraliście jako kwartet, był zarazem ostatnim w barwach Noise Records. Nosił on tytuł "The Tankard". Później przeszliście pod skrzydła Century Media.
Z Century Media wydaliśmy dwa albumy: "Disco Destroyer" i "Kings of Beer". To był dla nas kiepski okres. Thrash mocno stracił na popularności, a fani odpływali w stronę grunge'u i bardziej ekstremalnych odmian metalu. Zapotrzebowanie na thrash zmalało do tego stopnia, że graliśmy po kilka koncertów rocznie. Do tego Andy Boulgaropoulos wycofał się z kapeli po premierze "Disco Destroyer" i przeprowadził do Berlina. Na szczęście pozostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Nadal pomaga mi przy tekstach, a niedawno wspólnie świętowaliśmy jego sześćdziesiąte urodziny.
Co do urodzin, ja i Frank jesteśmy dosłownie rok młodsi od Andy'ego. To dość zaawansowany wiek na granie thrash metalu (śmiech). Mimo to nie wyobrażam sobie życia bez wychodzenia na scenę. Będziemy wykonywać "(Empty) Tankard" i "Zombie Attack", póki starczy nam zdrowia.
Krótko po odejściu Andy'ego rozpoczęliśmy poszukiwanie nowego gitarzysty. Zaprosiliśmy paru kandydatów na próbę i jeszcze w 1998 roku przyjęliśmy Andreasa Gutjahra. Od tamtej chwili upłynęło niemal trzydzieści lat, a on dalej się z nami użera (śmiech).

Tankard (od lewej do prawej: Andy Gutjahr, Frank Thorwarth, Andreas Geremia i Olaf Zissel), materiały prasowe
Pozwól, że zrobimy małą dygresję. Wspomniałeś o zaawansowanym wieku. Jak przez te wszystkie lata radziłeś sobie z dbaniem o głos? Brałeś kiedyś lekcje śpiewu?
Tak, lecz to miało miejsce dawno temu - mniej więcej pod koniec lat 80. Obecnie stosuję prostą taktykę. Jeżeli mamy kilka koncertów z rzędu, unikam picia alkoholu, dopóki nie będziemy porządnie za półmetkiem. Nie wiem, jakim cudem wokaliści innych kapel pokonują maratony składające się z trzydziestu sztuk. Nasze trasy trwają maksymalnie tydzień, bo każdy z nas pracuje na etacie.
Mogę zapytać, jaki zawód wykonujesz na co dzień?
Jestem pracownikiem społecznym. Pomagam ludziom uzależnionym od narkotyków.
To brzmi jak naprawdę wymagająca robota.
O tak, to zupełnie inna para kaloszy niż śpiewanie w Tankard (śmiech).

Tankard, Trutnov 16.07.2022, fot. Verghityax
Po "Kings of Beer" dołączyliście do stajni AFM Records.
Zgadza się. Andy Allendorfer, współzałożyciel AFM Records, był wielkim fanem Tankard. Gdy tylko dowiedział się, że nasz poprzedni kontrakt wygasł, błyskawicznie złożył nam ofertę. Zależało mu na tym, by przywrócić Tankard nieco blasku. Niestety w 2005 roku zginął w wypadku samochodowym. Nie zrezygnowaliśmy jednak z AFM i nagraliśmy z nimi kilka płyt. Następną dekadę spędziliśmy z Nuclear Blast, a obecnie jesteśmy związani z wytwórnią Reaper Entertainment, którą zarządza Florian Milz. Łączą nas wyśmienite relacje, a to niezmiernie ważne. Kiedy grasz w zespole od tylu lat, chcesz pracować z kimś, komu możesz ufać i kto faktycznie kocha tę muzykę.
W lipcu 2024 w Gelsenkirchen odbył się wyjątkowy koncert, pod szyldem "Klash of the Ruhrpott". To tam po raz pierwszy w historii Wielka czwórka teutońskiego thrash metalu wystąpiła na jednej scenie.
Bardzo chcielibyśmy to powtórzyć, najlepiej w formie trasy. Sądzę, że taki format ma ogromny potencjał, zwłaszcza w Europie, Stanach Zjednoczonych i Ameryce Południowej.
Dziękuję ci za rozmowę.
Materiały dotyczące zespołu
- Tankard


