- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
wywiad: Unleashed
| Wykonawca: | Johnny Hedlund - Unleashed (wokal, gitara basowa) |
strona: 1 z 2

Unleashed, Aleksandrów Łódzki 8.09.2017, fot. Verghityax
Muzycy Unleashed powrócili z "Fire Upon Your Lands", piętnastym longplayem studyjnym w swojej długiej, nieprzerwanej karierze. Wokalista Johnny Hedlund opowiedział mi o kulisach powstania albumu, a następnie dał się namówić na wycieczkę drogą wspomnień. Jeśli chcecie się dowiedzieć, dlaczego demówka "The Utter Dark" nie ma informacji o producencie, co najbardziej zaskoczyło Szwedów w postkomunistycznej Polsce i dlaczego Johnny musiał awaryjnie zostać perkusistą, to zapraszam do lektury.
rockmetal.pl: Cześć, Johnny! 15 sierpnia 2025 roku opublikowaliście swój piętnasty longplay studyjny, zatytułowany "Fire Upon Your Lands". Muszę powiedzieć, że to najlepszy krążek Unleashed, jaki słyszałem od dawna. Brzmienie jest bardziej surowe i brutalne, niż na poprzednich wydawnictwach. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale odnoszę wrażenie, że zmieniliście coś w procesie produkcji.
Johnny Hedlund: Dziękuję za miłe słowa. Ilekroć robimy nowy album, zawsze staramy się wprowadzić jakieś modyfikacje. Oczywiście niezbyt drastyczne, w przeciwnym razie to już nie byłby Unleashed. Ta filozofia drobnych zmian towarzyszy nam w zasadzie od początku. Jako muzycy chcemy się rozwijać, dlatego każda kolejna płyta powinna choć trochę odbiegać od poprzedniej - nie jest to proste zadanie, gdy ma się ich tyle w dorobku (śmiech). Jeśli osiądziesz na laurach, skazujesz się na nagrywanie w kółko tego samego. Jednocześnie musisz być ostrożny, by nie zatracić swego charakteru. Pracując nad "Fire Upon Your Lands", wyszliśmy z założenia, że produkcja będzie nieco surowsza, a kompozycje bardziej dynamiczne. Z moimi liniami wokalnymi postąpiłem podobnie. Zależało mi na tym, by nadać im szorstkiego tonu, eksperymentowałem więc, aż osiągnąłem zamierzony efekt. Jasne, mógłbym częściej growlować, lecz wtedy całość stałaby się nadmiernie mroczna.

Unleashed, Gdańsk 10.06.2023, fot. Monika Wawrzyniak
Obawiam się, że w ekstremalnym metalu łatwo przedobrzyć. Szybsze tempo i ciągły growl niekoniecznie przekładają się na większą brutalność. Niektórym kapelom ta trudna sztuka się udaje, ale w wielu przypadkach jest to zwyczajnie nużące.
Zabawne, że o tym mówisz, bo dokładnie to samo powiedziałem chłopakom, kiedy aranżowałem wokale. Materiał ma być na tyle przemyślany i dopracowany, by zapaść słuchaczowi w pamięć. Musi się czymś wyróżniać. Inaczej produkujesz powtarzalny death metal, jakiego pełno.
Pokusiłbym się o stwierdzenie, że pomimo rodzaju wykonywanej przez was muzyki, można w niej odnaleźć echa klasycznego heavy metalu.
Naturalnie. Pisząc nowy utwór, nie unikniesz odwołań do rzeczy, których słuchałeś przez całe życie. I bądźmy szczerzy, żaden artysta nie powie ci z ręką na sercu, że jest wolny od zewnętrznych wpływów. To niemożliwe. Sztuka polega na tym, by swoje inspiracje przełożyć na właściwy język. Istnieje sporo heavymetalowych riffów, które dałoby się zagrać w stroju obniżonym do B, lecz to nie czyni ich automatycznie deathmetalowymi. Wierz mi, granie Iron Maiden czy AC/DC w takiej tonacji nie jest najmądrzejszym pomysłem, niezależnie od tego, jak bardzo ich lubisz (śmiech). W naszym zespole komponowaniem zajmuje się Fredrik (Folkare, gitarzysta - przyp. red.), bo zdecydowanie najlepiej mu to wychodzi. Ja odpowiadam za warstwę tekstową.

Unleashed, Aleksandrów Łódzki 8.09.2017, fot. Verghityax
Cieszę się, że wspomniałeś o tekstach, ponieważ to ich dotyczy moje następne pytanie. Jeżeli dobrze rozumiem, bazujesz na powieści swojego autorstwa. Zdaje się, że nigdy jej nie wydałeś?
Zgadza się. Dawno temu zacząłem pisać ją z przyjacielem. Niestety życiowe zawirowania sprawiły, że nie zdołaliśmy jej ukończyć. Musielibyśmy porzucić wszystkie obowiązki i zająć się wyłącznie książką. Wtedy nie było nawet co marzyć o szukaniu wydawcy. Po kilku latach wróciliśmy do tematu i uznaliśmy, że wciąż tkwimy w martwym punkcie. Mój przyjaciel zasugerował, bym wykorzystał skonstruowaną przez nas fabułę w tekstach Unleashed. Gromadziliśmy wówczas materiał na płytę "As Yggdrasil Trembles". Na próbę ułożyłem słowa do trzech piosenek i tak już zostało. Dziś mamy aż sześć albumów powstałych na kanwie tej historii i końca nie widać (śmiech).
Unleashed zawsze był głęboko zakorzeniony w tradycjach wikingów, ale to, czego ludzie często sobie nie uświadamiają, to fakt, że opowiadamy o czasach, które jeszcze nie nadeszły. Wbrew pozorom nie śpiewam o walkach na włócznie i topory. Żołnierze z naszych bajań nie wyglądają jak ci sprzed tysiąca lat. Zamiast tego posługują się orężem przyszłości.
Czy zastanawiałeś się już, co zrobisz, gdy zabraknie ci wątków z książki?
Mam to rozplanowane, zajmie nam to jeszcze dwa albo trzy wydawnictwa, może więcej. Ciężko oszacować. Czasem pojedynczy rozdział odpowiada jednemu utworowi na płycie, czasem rozciąga się na kilka numerów. Zobaczymy.
Okładkę "Fire Upon Your Lands" namalował Par Olofsson, wasz stały współpracownik od albumu "Dawn of the Nine". Moim zdaniem jego styl znakomicie wpisuje się w waszą estetykę. Skąd go wytrzasnęliście? Dajecie mu wolną rękę, czy otrzymuje od was wytyczne?
Jeśli mnie pamięć nie myli, Par kolegował się z Tomasem (Olssonem, gitarzystą Unleashed - przyp. red.) i tak się o nim dowiedzieliśmy. Za każdym razem dostaje od nas scenariusz, chociaż scenariusz to za duże słowo. To raczej streszczenie fragmentu książki, który akurat posłużył mi do stworzenia tekstów. Cała reszta jest zasługą Para. To on projektuje obraz i decyduje, jak przedstawić wszystkie detale. W przypadku "Fire Upon Your Lands" namalował wydarzenie, które rozgrywa się pomiędzy dwiema piosenkami. Jesteśmy niezmiernie zadowoleni z jego roboty. Par dobrze zna nasze gusta i trafia w nie bez pudła.



Świetnie, że zespół jeszcze istnieje i nagrywa płyty. Zawsze miło posłuchać.