Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
83% |
| liczba ocen: |
232 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Children of Bodom "Tokio Warhearts"
|
Nazwa zespołu: Children of Bodom
Tytuł płyty: "Tokio Warhearts"
| Utwory: |
Intro; Silent Night; Bodom Night; Lake Bodom; Warheart; Bed of Razors; War of Razors; Deadnight Warrior; Hatebreeder; Touch the Angel of Death; Downfall; Towards Dead End |
Wydawcy: Nuclear Blast Records / Mystic Production
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Nie będę ukrywał, że, moim skromnym zdaniem, Children of Bodom to największa
nadzieja metalu. Jest to kapelka, która, jak chyba żadna inna, ma ciekawe
pomysły i wyśmienity warsztat muzyczny. I chociaż są młodzi wiekiem, to już
nieźle zamieszali na rynku muzycznym dwiema świetnymi płytami "Something Wild"
(1998) oraz, wydaną w kwietniu tego roku, "Hatebreeder". Płytki te zapewniły
dzieciakom miejsce w elicie metalu, a oni tymczasem postanowili jeszcze
bardziej ją ugruntować, nagrywając krążek koncertowy. Jak postanowili, tak
uczynili, skutkiem czego mamy "Tokio Warhearts", czyli zapis ich letnich
występów w stolicy Japonii.
Intrygująco wygląda już samo opakowanie "Tokio Warhearts". Duże
pudło formatu A5 oprócz kompaktu zawiera zdjęcia z pobytu dzieciaków
w Kraju Kwitnącej Wiśni. Śmiesznie są fotki Alexiego, rozdającego
autografy kolesiom w nieskazitelnych garniutkach ;). To jednak tylko
opakowanie. Muzycznie jest równie rewelacyjnie. Prawie 45 minut
znakomitej muzy. 9 kawałków z obu płyt Children of Bodom oraz intro i
"wojna Laiho vs. Janne". Muszę przyznać, że obie te wstawki są równie
dobre, jak klasyczne utwory dzieciaków. Intro to nic innego jak melodia
znana wszystkim z... serialu Miami Vice! Przyznam się, że oniemiałem,
jak to usłyszałem. Ale po intro następuje już istne tornado w postaci
popisów zespołu. Po pierwsze genialne jest już samo brzmienie tej
płyty. Słychać dosłownie wszystko! Kiedy pomyślę o koncertach w Polsce,
to się w głowie nie mieści, że można tak nagłośnić występ na żywo. Po
drugie warsztat Children of Bodom. Wszystkie kawałki zostały odegrane z
niesamowitą precyzją. Żadnych, chociażby najmniejszych, wpadek. Jedyną
chyba różnicą pomiędzy studyjnymi dzieciakami, a koncertowymi są
solówki Alexiego. Na żywca nabierają one jeszcze większej ostrości i
jadu. Drugi frontman, czyli Janne, też sobie nie żałuje, ostro katując
klawisze. Resztą kapeli również odgrywa wszystko z dokładnością
szwajcarskiego zegarka. Cuuudo!!! Miodzio!!! I co tam jeszcze chcecie. Po
prostu perfekcja. Po trzecie całkiem nieźle radzi sobie Alexi z liczną
(to słychać!) publiką. Podoba mi się zwłaszcza tekst z początku płyty,
gdy Alexi wita się z fanami: "Good evening Tokio. We are Children of
Bodom. We are come from fucking Finland!" i zaczyna się jazda na maxa.
Szczerze mówiąc nie cierpię koncertówek. Tak się składa, że zawsze
wypadają gorzej niż płytki nagrane studyjnie. Jak do tej pory jedynie
Hypocrisy "Destroys Wacken" potrafiło mnie wciągnąć i po koncertowych
dzieciakach nie spodziewałem się czegoś niesamowitego, a jednak... "Tokio
Warhearts" to wspaniała i cudowna płyta!!! Bez wątpienia najlepsza płyta
koncertowa, z jaką się zetknąłem. Powinien ją mieć na swojej półce każdy
fan dzieciaków i nie tylko. Bo jeżeli lubisz metal, to koło Children of
Bodom nie można przejść obojętnie!
autor:
Eld
|
tutaj od 4.01.2000
|
|
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|