Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
72% |
| liczba ocen: |
211 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: HIM "Greatest Lovesongs vol. 666"
|
Nazwa zespołu: HIM
Tytuł płyty: "Greatest Lovesongs vol. 666"
| Utwory: |
Your Sweet Six Six Six; Wicked Game; The Heartless; Our Diabolikal Rapture; It's All Tears (Drown in this Love); When Love and Death Embrace; The Begining of the End; (Don't Fear) The Reaper; For You |
Wydawcy: RCA / BMG Poland
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Rzadko kiedy dowiaduję się o istnieniu jakiejś kapeli z telewizji. O wiele
więcej satysfakcji sprawia mi głębokie grzebanie w podziemiu, wyłapywanie
wartościowych talentów, o których zdecydowana większość dowiaduje się z
milowym opóźnieniem. Czasem jednak w najmniej spodziewanym momencie przez
komercyjny środek masowego przekazu można się natknąć na grupę, która
potrafi zaintrygować. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Him.
Najpierw był ciężki, utrzymany w gotyckim klimacie "Wicked Game", nawiasem
mówiąc, dawny przebój gwiazdy pop, niejakiego Chrisa Issaka (nietrudno
chyba się domyślić, że cover znacznie odbiega od oryginału). Potem pojawił
się kolejny singiel - bardziej romantyczny, balladowy "When Love and
Death Embrace". Oba teledyski bardzo często zobaczyć można było na Vivie
Zwei. Muzyka proponowana przez Him nie była ani odkrywcza, ani zbytnio
oryginalna, ale przyznać trzeba, że czaiło się w niej to nienazywalne
"coś", co zaprowadziło mnie do całej płyty. Po wysłuchaniu "Greatest
Lovesong Vol. 666" jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że
Him to kolejny wtórny zespół grający w gotyckich odcienich. Wtórność
ta jednak w tym przypadku jest... zaletą. Grupa jest niezłą kopią
Type O' Negative (choć z drugiej strony nie tak do końca). Każdy,
kto choć trochę mnie zna, wie co się ze mną dzieje, gdy tylko słyszę
nazwę kapeli boskiego Petera Steela. Ci sami ludzie wiedzą też, że nie
przepadam za naśladowcami, szczególnie naśladowcami moich ukochanych
kapel. A jednak Him, mimo momentami wręcz nachalnego powielania Typeów,
potrafił mnie oczarować, zaintrygować, urzec. Może moja tęsknota za nowym
dziełem Mistrzów była zbyt wielka? A może po prostu w tym przypadku
muzyka podopiecznych broni się sama? Myślę, że chodzi tu zarówno o
jedną jak i drugą kwestię. Jednego odmówić jednak nie mogę - "Greatest
Lovesong Vol. 666" to płyta wciągająca, posiadająca mimo wszystko
swój charakter, owiana jakąś Tajemnicą, Mrokiem. I nie jest rzeczą
najważniejszą, że Villi Valo stara się podrobić niepodrobiony przecież
głos Petera Steela. Nie mają znaczenia oklepane riffy i aranżacje, gdy
płyty słucha się z przyjemnością i w napięciu. Nawet przez chwilę nie
oczekuje się od nich oryginalności. W tym właśnie tkwi metoda Him. W
stosowaniu sprawdzonych patentów. Przyznać trzeba, że wychodzi im to
całkiem przyzwoicie, a momentami wręcz... rewelacyjnie (wspomniany już
"Wicked Game", "For You" czy "It's All Tears"). Nad płytą czuwa gotycki
nastrój, charakter kompozycji natomiast jest zróżnicowany. Him potrafi
grać niesamowicie ciężko (brzmienie gitar jest tu inne niż u Type'ów) i
"rasowo" ("Your Sweet Six Six Six", "Wicked Game", "For You"), dobrze też
czuje się w bardziej balladowym, romantycznym, a czasem wręcz popowym
wcieleniu ("When Love and Death Embrace", "The Heartless"). Tak czy
inaczej, zawsze potrafi wciągnąć słuchacza w swój muzyczny świat.
Może to paradoksalnie zabrzmi, ale czasem przyjemniej słucha się bardziej
wtórnych płyt niż zawiłych, skomplikowanych arcydzieł. Oczywiście nadal
wyżej cenię sobie oryginalność, ale po wysłuchaniu Him jakby dostrzegam
też sens istnienia dobrych podrabiaczy. Szczególnie wtedy, gdy ukochani
Mistrzowie długo milczą...
autor:
Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|