|
|
| relacja: Vader, Insomnia, Warszawa "Proxima" 2.12.1999
|
| wystąpili: |
Vader; Insomnia
|
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 2.12.1999
O tym, że 2 grudnia 1999 w Proximie ma się odbyć koncert Vadera dowiedziałem
się od Eliz. Przez dluższy czas niewiele wskazywało na to, że gig w ogóle
będzie miał miejsce - w całym mieście rozwieszono kilka plakatów w raczej
mało wyeksponowanych miejscach. Sporo osób mogło nic nie wiedzieć, choć
pewnie ci najbardziej zainteresowani i tak sie zjawili :-) Mniej szczęścia
mogli mieć ci mniej (lub raczej zupełnie) nie zainteresowani. Czekając
na schodach na wpuszczenie do środka zaobserwowaliśmy z Rickiem i Eliz
ciekawe zdarzenie: jakiś "plastikowo" odziany koleś wysiadł z taksówki,
mężnie za nią zapłacił i wraz z panienką pewnym krokiem ruszył w kierunku
klubu; po chwili zatrzymał się i mierząc całą stojącą tam metalową brać
zdziwionym wzrokiem, nie za bardzo mógł sie zdecydować, czy postać tak
jeszcze trochę z rozdziawioną gębą, czy może lepiej wiać, póki jeszcze
czas ;-) Ogólnie rzecz biorąc, z braku większej promocji na koncert nie
dotarło pewnie kilka zainteresowanych dusz, za to zjawiło się trochę
"wyjątkowych gości" :-)
Bywalcy Proximy znają doskonale realia odbywających sie tam imprez
i niewielu zdziwił fakt, że zapowiadane na godzinę 20:00 rozpoczęcie
miało mały poślizg. Nie jestem pewien, czy wpuszczanie rozpoczęło się
punktualnie, bo nie mieliśmy zamiaru stać w ogromnym ścisku i przyszliśmy
trochę później. Po niezbyt uciążliwym oczekiwaniu znaleźliśmy się w
środku. Ubrania (no, tylko kurtki ;-) powędrowały do szatni (przy
ich odbieraniu po koncercie każdemu z kieszeniu ubyła złotówka) i
ruszyliśmy dalej. Było około godziny 21:00 i udało nam się jeszcze
załapać na dobiegający końca set grupy... Insomnia. Taaak... szczerze
powiedziawszy największym zaskoczeniem tego wieczoru był dla mnie
brak zapowiadanego wcześniej Sceptica, który to zespól miałem okazję
oglądać na Thrash 'Em All Festival '99 w Olsztynie i który zrobił
na mnie bardzo dobre wrażenie. Szczególnie nastawiłem się na cover
grupy Death "Lack of Comprehension", grany na koncertach przez
Marcina Urbasia & S-kę. Poza tym chłopaki wydali przecież płytę i
ciekaw byłem, co zaprezentują. No cóż - nie można mieć wszystkiego
:-[ Na szczęście Insomnia dobrze spełniła swoją rolę i rozgrzała
towarzystwo, a przynajmniej tą jego część, która nie musiła nadal czekać
na wpuszczenie... Mogłem wreszcie na własne uszy skonfrontować opinie
krążące o tym zespole i musze przyznać, że porównanie wypadło pozytywnie -
nie jest to muza typu: "byle do przodu", ale (udane) próby łączenia kilku
stylów z zastosowaniem dodatkowych instrumentów (słynna trąbka Trombka
:-) Przyznam się bez bicia, że zupełnie nie znałem wcześniej twórczości
tego zespołu, ale zapamiętałem ciekawą kompilację, w której znalazła sie
"Łza dla cieniów minionych" Wiadomo Kogo (zagrana znaaaacznie szybciej i
wyśpiewana odpowiednim vocalem) oraz gitarowy patent z "Raining Blood"
Tym Bardziej Wiadomo Kogo :-)) Po tym wałku poszedłem po jakiś browar
(Piast po 5,5zł... no cóż - pivo, że tak powiem "lekko takie sobie" ;-)
Niedługo potem panowie zeszli ze sceny, robiąc miejsce instalującemu
się na niej Vaderowi...
Peter, Mauser, Docent i Shambo wychodzili kolejno na scenę i dostrajali
wraz z panami dzwiękowcami swoje instrumenty, a ja tymczasem szybko
skończyłem browar i przedarłem się z aparatem jak najbliżej sceny. W końcu
udało mi się stanąć na progu przy ścianie, więc widoczność miałem bardzo
dobrą :-) Do tego zaledwie kilka metrów przede mną znajdował się prawy
zestaw nagłaśniający (a w nim przede wszystkim gitara Petera), więc nie
musiałem obawiać się, że czegoś nie dosłyszę ;-) Stojący z tyłu narzekali
jednak potem, że tam voc był bardzo słabo słyszalny (nawet w przerwach
miedzy kawałkami trudno było zrozumieć, o czym mowa), gitary stanowiły
jedną zlaną ścianę dzwięku, a w uszach dudniła za bardzo wyeksponowana
stopa (to by mi akurat specjalnie nie przeszkadzało, ale mało komu to
odpowiada...) Jaki z tego wniosek? Wszyscy pod scenę! Niestety, łatwiej
powiedzieć, niż zrobić... Kiedy wszystko już było gotowe do rozpoczęcia
misterium (maszyny dymne pracowały na pełnych obrotach, reflektory cięły
unoszącą sie zasłonę różnokolorowym światłem, z głośników sączyły się
dźwięki intra, zwiastującego nieuchronnie zbliżającą się masakrę) i na
scenie pojawili się wreszcie wszyscy Czterej Kowale Piekielnych Dzwięków
razem, pod barierką uczynił się taki tłok, że nawet naga panienka miałaby
poważne problemy z przedarciem się pod scenę (niestety nie mogę stwierdzić
tego z całą pewnością, bo żadna z obecnych niewiast nie próbowała tego
sposobu ;-)
Wybrzmiały ostatnie takty marszu, ostatnie uderzenia talerzy, Peter krótko
przywitał się z warszawską widownią i zaczęło się!!! Dym, światła i
falujące ludzkie morze - to my... Zgranie, techniczna perfekcja, będąca
wyłączną domeną najlepszych, finezja, doświadczenie zdobyte podczas
setek wcześniejszych gigów, charyzma, bluźnierczo przytłaczające
dźwięki wwiercające się w czaszkę - to oni! Z początku trudno złapać
tempo, wczuć się w klimat i dać ponieść się muzyce, bo ona dosłownie
boli! Po 2-3 pierwszych numerach wszyscy już jednak wiedzą, na co mogą
liczyć - niesamowita jest wszak przyjemność czerpana z headbangingu w
tempie śmigła helikoptera, kiedy setki osób wokół ciebie robi to samo w
takt zabójczej muzyki, przeszywającej wszystkie ciała i umysły... Mimo
najszczerszych chęci, nie udało mi się zapamiętać tytułów wszystkich
kawałków zaprezentowanych w Warszawie, ale chyba potraficie sobie
wyobrazić, jakie to trudne, kiedy głowa ani na moment nie chce ustać
w miejscu, a nawałnica dźwięku gwałcąca uszy skutecznie uniemożliwia
myślenie... Z tego, co pamiętam można było m.in. przeżyć: "Black to the
Blind", "Fractal Light", genialne "Carnal", które wyrecytowałem (or chyba
raczej wywrzeszczalem) wraz z Peterem (taaak... następnego dnia, oprócz
bólu karku, również zdarte gardło przypominało o przebytym koncercie),
"Red Passage", "Foetus God", "Kingdom", "Sothis", "Dark Age", "Silent
Empire" oraz cover świetnego kawałka Celtic Frost "Dethroned Emperor",
który Peter zadedykował wszystkim najwierniejszym fanom metalu, czyli
po prostu "starej gwardii", dość licznie zresztą obecnej :-)
Właściwie równo po godzinie koncert dobiegł końca. Muzycy zeszli ze sceny,
ale udało nam się jeszcze wywołać ich na jeden bisowy numer :-) Zagrali i
zniknęli definitywnie... Nooo, może nie tak do końca, bo po jakimś czasie,
kiedy pod sceną było już luźno, a wszystkie oczy przyzwyczajały się po
mału do rażącego światła, na schodach sceny pojawił się Peter. Zaraz
obległa go grupka fanów, liczących na autograf i zamienienie kilku
słów. Potem wyszedł jeszcze Docent i Mauser.
Co tu dużo mówić... inauguracyjny występ trasy był z pewnością udany
:-) Należy tylko życzyć chłopakom takiej samej postawy na pozostałych
czekających ich koncertach. Co prawda Peter miał małe kłopoty z gardłem
(chyba przeziębienie), ale i tak wszystko wyszło naprawdę dobrze. Docent
też już chyba powrócił do formy i znów wymiata wręcz nieziemsko (ach, te
biedne Yamahy, a mogły przecież trafić na jakiegoś spokojnego rockowego
pałkera ;-) Oczywiście dobrze by było, gdyby pojawił się Sceptic, ale
Insomnia też doskonale dała sobie radę i dobrze zapisała się w mojej
pamięci. Może nawet zdobyli kolejnego fana? :-)
autor: Necro
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|