zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 29 marca 2020

relacja: Helloween Festival IV, Leszno "DK Kolejarz" 3.11.2001

20.11.2001  autor: m00n
wystąpili: Negura Bunget; Fleshless; Decapitated; Parricide; Thy Disease; Crionics; Serpentia; Dream; Feylamia; Canalis Analis; Art. De Light; Bloodstained; V-1; Moral Insanity
miejsce, data: Leszno, DK Kolejarz, 3.11.2001

Jeśli ktoś nastawił się, że czytając tę relację dowie się jak wypadły V-1, Thy Disease, Decapitated, Serpentia i Negura Bunget na Helloween Festival 2001, to lojalnie muszę uprzedzić, że o występie żadnego z wymienionych zespołów niestety nie przeczytacie. Z przyczyn ode mnie niezależnych musiałem opuścić Leszno kilka godzin przed końcem koncertu.

Była to moja pierwsza wizyta w tym mieście, nie wiedziałem czego się mogę spodziewać, jednak Dom Kultury "Kolejarz" zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie. Trochę się zdziwiłem słysząc, że w zeszłym roku pomieścił podobno ponad 800 osób. Musiała być wtedy gorąca atmosfera.

Impreza ruszyła niestety z dwugodzinnym opóźnieniem. Pierwszy na scenie pojawił się Moral Insanity, który zaprezentował się raczej z dobrej strony. Prezentują opatrzony niskim growlem szybki death, w którym słychać trochę grindowych naleciałości. Ciekawostką ich występu był basista grający z nut. Bloodstained, który był następny, to cięższa odmiana hardcore'a. Ostrzejszy śpiew demonstrowany przez dwóch wokalistów, na szczęście nie rapujących, i czasami "lekko" grindujący bas. Najsłabszy element zespołu to perkusista, zdecydowanie przydałby się ktoś lepszy. Kompletnie nie przypadli mi do gustu. Zespół jest chyba z Leszna i ma swoich fanów i przyjaciół, którzy w nielicznej grupce bawili się pod sceną. Art The Light to granie klimatyczne z klawiszami. Trochę doomowania, trochę szybszych momentów i przyzwoici instrumentaliści. W składzie mamy wokalistę śpiewającego czysto, jak również growlem, oraz wokalistkę o przeciętnym głosie i umiejętnościach. Początek ich krótkiego występu zaczął się niezbyt szczęśliwie, gdyż w pierwszym utworze nie było prawie słychać śpiewu. Później nagłośnienie było już niezłe, zaprezentowali trzy utwory, w tym ciekawą kompozycję instrumentalną kończącą koncert, która została zagrana jednak raz jeszcze, ponieważ publiczność wywołała grupę na mini bis. Żeby nie zrobiło się za słodko, na scenie "Kolejarza" zjawił się Canalis Analis. Szybki grind, czasem zbliżający się ku ekstremum, z wrzaskami i dość niskim growlem w wykonaniu dwóch drących się wokalistów, z których jeden krył twarz pod czapką "terrorystką". Ich muzyka przywodziła mi na myśl niekiedy Extreme Noise Terror, czasem wczesny Napalm Death, ale w słabym wydaniu. Część zespołu - wokalista i bębniarz - stanowią członkowie grającego wcześniej Bloodstained. Może w przypadku hardcore'a perkusista nie musi być dobry, ale jednak do grindu przydałby się zespołowi ktoś porządnie grający na bębnach. A czy to coś zmieni, tego już nie wiem. Pochodzący w głównej mierze z Radomska Dream wypadł trochę lepiej niż przeciętnie. Muzycznie to death metal, niezbyt szybki, w którym słychać, że muzycy myślą, kombinują, jednak momentami było to trochę nużące. Wokal radził sobie średnio, pozostali muzycy całkiem dobrze. Do ciekawszych momentów należy zaliczyć cover Pestilence "Land Of Tears", zagrany chyba dwukrotnie szybciej od oryginału. Występu zespołu Feylamia nie zarejestrowałem, a nie chcę wyrażać opinii tylko bazując na tym, czego dowiedziałem się od tych, którzy widzieli chociaż kawałek. Natomiast tego, co usłyszałem w wykonaniu reaktywowanego Parricide nie przewidziałem. Zaskoczyli mnie wyjątkowo pozytywnie. Wgniatający w podłogę szybki, potężny death metal, jaki niezbyt często widuję ostatnio na koncertach, spowodował żywsze bicie serca dużej części publiczności. Świetne opanowanie instrumentów, doskonały perkusista i dysponujący bardzo dobrymi warunkami głosowymi wokalista, potrafiący histerycznie wrzeszczeć i nisko growlować (niekiedy wręcz bardzo nisko) to szereg zalet, jakimi dysponuje Parricide. Średnia wieku do niskich nie należy, a jednak zespół zaskoczył swą energią emanującą z muzyki. Cholernie dobry koncert zakończył miażdżący cover Cannibal Corpse "Hammer Smashed Face". Kontynuacją tej masakry był ponad półgodzinny występ Fleshless. Kawał solidnego death/grindu za sprawą rzeźników zza naszej południowej granicy rozpętał niemałe piekiełko pod sceną, na które złożyły się m.in. trzy części utworu "Noise" oraz "Blood Of Whore" (przetłumaczonego przez wokalistę jako "Krew kurwy"). Mimo braku basisty, ale za to z wymiatającym perkusistą, dali niszczący koncert. Niestety to był ostatni zespół, jaki widziałem tego wieczoru.

Kiedy wychodziłem z "Kolejarza", na scenie właśnie instalował się krakowski Thy Disease. Żałuję, że nie zobaczyłem zespołów, dla których pojechałem do Leszna...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jakiś muzyk uczył Cię gry na instrumencie lub śpiewu?