zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 czerwca 2020

relacja: Metalmania '97, Katowice "Spodek" 2.05.1997

5.05.1997  autor: rick
wystąpili: Tiamat; Samael; Moonspell; The Gathering; Anathema; Alastis; Sundown; Sirrah; Moonlight; Pik
miejsce, data: Katowice, Spodek, 2.05.1997

Zespoły, zapowiedziane na tegoroczną Metalmanię, dawały nadzieję na niezapomniane przeżycia i wzruszenia natury artystycznej, żeby nie powiedzieć, że duchowej. Szkoda tylko, że skończyło się na nadziei...

Koncert został nienagannie zorganizowany, grzeczna ochrona właściwie pozostała niewidoczna, kolejne zespoły sprawnie zmieniały się na scenie, nie było również problemu z nabyciem napojów i jedzonka. Właściwie możnaby pomyśleć, że żyjemy w idealnym świecie. Możnaby... Tak, coś było nie tak, paskudnie nie tak. Tym drobiazgiem okazało się nagłośnienie, a właściwie to, co akustycy z nim zrobili. Często dźwięk stawał się całkowicie nieprzejrzysty, skutecznie uniemożliwiając nawet rozpoznawanie utworów!

Pierwszy zagrał PIK, racząc nas mieszanką zaczerpniętą z dokonań Kata, czasem bezpośrednio Metallicy. Złe nagłośnienie mogło wynikać z tego, że grali jako pierwsi. Po chwili Moonlight pokazał, że technicy nie stają na wysokości zadania. Doskonały zwykle wokal Maji ledwie dało się słyszeć. Mimo to publiczność przyjęła Moonlight ciepło, a nowe utwory zapowiadają, że druga płyta będzie co najmniej tak dobra, jak "Kalpa Taru". Ostatnim polskim zespołem był Sirrah, przez pierwsze dziesięć minut w ogóle nie było słychać skrzypiec. Nowe utwory mogą się podobać.

Drugą po PIKu niespodzianką, przygotowaną przez Metal Mind, był występ zespołu Sundown. Spodobali się fanom Moonspella, wokalista ubrał się nawet w podobne wdzianko, muzyka i sposób śpiewania nie odbiegały od dokonań Portugalczyków. Kolejne koncerty odbyły się w zapowiedzianej kolejności. Alastis rozgrzał nasze serca ostrym graniem spod znaku Samaela, bez tak wyraźnego zafascynowania tekkno, dla mnie zdecydowany plus. Nadszedł czas na Moonspell. Zagrali, podobnie jak większość obecnych, zdecydowanie za krótko, żywa klawiatura nie wyszła im na zdrowie. Znowu przypominam, że wszystkie zespoły nagłośnione były po prostu beznadziejne. Ponownie nie miałem przyjemności usłyszenia mojej ulubionej "Trebraruny", szkoda. Teraz pokazała się Anathema, z "The Silent Enigma" usłyszałem tylko jeden utwór, a to moja ulubiona płyta, reszta koncertu nie zaskoczyła mnie niestety - była po prostu przyzwoita, w przeciwieństwie do tego, co widziałem w marcu zeszłego roku w Lublinie.

Nie jestem w stuprocentach pewien kolejności zespołów, patrzę na bilet. Według niego teraz powinien pokazać się The Gathering, przyjmijmy, że tak właśnie było, zresztą nie ma chyba dla Ciebie znaczenia kto po kim zagrał, prawda? Pani wokalistka ubrana była w dres z paskami, poruszała się odpowiednio do stroju i popowego zupełnie sposobu śpiewania. Nie bawi mnie to zupełnie. Byłem wyjątkiem, The Gathering grał długo (chyba najdłużej) i przyjęty został entuzjastycznie. Przyszła kolej na zespół, na który czekała znaczna część publiki, mówię oczywiście o Samaelu. Panowie wyszli na scenę po dość długiej przerwie, zagrali dwa utwory, dając fanom powód do kolejnej porcji skakania. Trzeci utwór okazał się ostatnim, po kilku taktach zespół przerwał i usłyszeliśmy, że w takich warunkach grać się nie da. Mimo zapewnień orgranizatorów, Samael nie pojawił się ponownie. Pięć minut rozwścieczyło tłum i spowodowało rozpacz nastolatek. Z jednej strony nie dziwię się muzykom, naprawdę nie było ich słychać, z drugiej zapłaciliśmy za ich występ, a przede wszystkim przyjechaliśmy z całkiem czasem odległych zakamarków Polski. Pozostał jeszcze jeden zespół, znany mi z koncertu, który dali przed Black Sabbath w Warszawie w zeszłym roku. Tiamat. Postaram się wiecej nie oglądać ich występów, nie kupię również ich nowej płyty, przestali istnieć. Dlaczego? Proste - nie lubię dyskoteki i rapowanek, a nowy Tiamat właśnie tego nam dostarczył. Zeszli żegnani gwizdami. Szkoda... Koniec.

Teraz odrobinkę o drobiazgach okołomuzycznych. Jechałem na Metalmanię samochodzikiem, równomiernym chrapaniem wspomagali mnie JXM (to jego słowa, heh), Sylwek, Zwierz i w jedną stronę Łukasz. W Spodku spotkaliśmy masę znajomych z sieci. Zastanawiam się odrobinkę... Nie pamiętam was wszystkim robaczki, nie będę wymieniał. Powiem tylko o Sylwii, która brutalnie zabrała mi moją kochaną koszulkę z Kubisiem Puchatkiem i wywiozła ją do odległego Poznania. Widzieliście mnie? To znaczy mojego Puchatka? Heh. Nie mogę również zapomnieć o Ptasi, która umożliwiła nam dokładne wyszorowanie się i dzięki temu wygodny powrót do domku.

Jeszcze wniosek końcowy, musi taki być. Miło spotkać znajomych, pograć w kości podczas The Gathering, pogadać, stracić Kubusia Puchatka, kupić kilka kompaktów. Mogę też jeszcze raz powiedzieć o jakości dźwięku, była: straszna, paskudna, okropna, beznadziejna, ...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy potrafisz rozpoznać dźwięk flażoletów?