zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 30 października 2020

relacja: Metalmania '97, Katowice "Spodek" 2.05.1997

5.05.1997  autor: Zwierz
wystąpili: Tiamat; Samael; Moonspell; The Gathering; Anathema; Alastis; Sundown; Sirrah; Moonlight; Pik
miejsce, data: Katowice, Spodek, 2.05.1997

Wybraliśmy się, my czyli: ja (Zwierz), RickR, JXM, Sylwek i Łukasz na ową imprezę i oto co z tego wynikło...

Podróż do Katowic przebiegała nad wyraz spokojnie i bez problemów... po drodze udalo nam sie znalezc SKUP ZLOMU METALI (tu można był sprzedać swój łańcuch, bo bramkarze by zabrali) i reklamę głoszącą, że gdzieś tam jest najwiekszy wybór sniegowców i kaloszy (nawet chcieliśmy się zapopatrzyć, aby się dało łatwo nas znależć, ale czas gonił, więc nie szukaliśmy tego miejsca, które było tam opisane). W samych Katowicach JXM wyciągnął swój plan sprzed 12 lat i zaczęliśmy szukac SPODKA. Plan nas nieco zwiódł, ale po skomunikowaniu się z tubylcami dotarliśmy szczęśliwie na miejsce zbrodni (JXM co prawda po pierwszej komunikacji z tubylcem stwierdził, że jak oni tu tak działają to może być nieciekawie, ale jakoś wszystko dobrze poszło). Zostawilismy Rickowy samochód na parkingu strzeżonym i poleżliśmy do SPODKA. Schodząc z położonego ciut wyżej niż sam SPODEK parkingu zobaczyliśmy warszawski autokar metalmanniowy ANNA i grupkę znajomych (Elfa, Duntween, 3po i r2d2) i razem podążyliśmy w dół do wejścia. Po drodze widac było juz pierwsze oznaki matlizacji środowiska... DUŻO na czarno ubranych ludzisk się wałęsało w oczekiwaniu na wejście do środka. Po drodze spotkaliśmy pierwszego człowieka z niewarszawskiej części #metalpl. Był to Themorgoth (aka kwas2). Zamieniliśmy z nim kilka słów, a nastepnie on musiał dołaczyć do swoich kolesi, więc umówiliśmy się, że spotkamy się w środku. Pomału zaczęliśmy zbliżać sie ku wejściu. Na bramce zostaliśmy kolejno obszukani i, po wyeliminowaniu z nas wszelkich NIEBEZPIECZNYCH akcesoriów, wpuszczeni do środka.

W środku widać już było bary (bez alkoholu) z żarłem i napojami, a także gadżetownię (CD, kasety, koszulki po przystepnych cenach). Chwilę jeszcze potrwało zanim zaczęto wpuszczać ludność do samego środka... tam gdzie była scena itp. Podczas wchodzenia tam, co najmniej 3 razy sprawdzono czy mamy odpowiednie bilety (żółte na płyte) i w końcu dotarliśmy w upragnione miejsce, czyli na płytę. Ustawiliśmy się w okolicach konsolety i tam czekaliśmy na rozpoczęcie widowiska. Było nas WIDAĆ, a szczegolnie Ricka, który mial na sobie niezapomniana koszukle z Kubusiem Puchatkiem i Prosiaczkiem, z której został potem skrojony przez Sylwię, ale o tym potem. Kwas2 wraz ze swoimi ludzmi zawiesił flagę #metalpl (biało-czerwona flaga z czarnym napisem na białej połowie: METALPL). W międzyczasie spotkaliśmy katowicką część, a potem samego Killera. Poźniej dołaczyła też poznańska część, w której znalazła się między innymi Sylwia, która skroiła Ricka (za pewne jego przewinienia) z koszulki pod koniec koncertu. Spotkaliśmy też Figla ze znajomymi.

W końcu show się zaczął. Na scene wylazł siwy metal (podobno on z podziemia i bardzo znany, ale ja go tam nie znajem), zwany chyba Remo, czy jakoś tak. Ten człek powiedział, ze ŻADNA grupa nie odmówiła przyjazdu i, że bedą aż dwie NIESPODZIANKI (jak się póżniej okazało, NIESPODZIANEK było więcej, ale o tym za chwilę). Pierwszą NIESPODZIANKĄ była polsko-niemiecka grupa PIK, która zagrała jako pierwsza. Następnie były SIRRAH i Moonlight, no i tu zaczęły się te OSTATECZNE NIESPODZIANKI. Panowie akustycy zaczęli robić coś dziwnego z dzwiękiem... Było to żałosne... "spieprzyli" chyba wszystko co mogli, wokalistka niknęła w tle, wysokie tony klawiszy były wyciągnięte na sam "wierzch", szkoda gadać... Pożniej zagrał ALASTIS, który rozpoczynał zagraniczny blok, SUNDOWN, ANATHEMA. Na The Gathering dzwięk się nieco poprawił, ale nadal było to poniżej krytyki. Moonspell zagrał swoje, ale dalej dzwięk był FATALNY, choć obrazki, które wyświetlano z projektora były całkiem śmieszne. W końcu nadszedł moment na który czekało 3/4 ludzi. SAMAEL. Panowie wyszli, ustawili sprzęt. Zagrali... dwa kawałki... dzwięki były zbite w jedną szarą masę... Zaczęli grać trzeci kawałek, ale wokalista stwierdził, ze mają jakiś problem techniczny i nie bedą mogli zagrać. Remo (ten "zapowiadacz") wybiegł i stwierdził, że SAMAEL jeszcze zagra, ale nie zagrał... Ludzie sie wkurwili, choć ja sam się nie dziwię panom z zespołu, akustycy przeszli samych siebie... echhhhh... szkoda gadać. Nadszedł czas na ostatnią gwiazdę wieczoru, TiamaT. Gdy panowie zaczeli grać, widać było od razu, że ktoś COŚ powiedział akustykom, bo dźwięk się nieznacznie poprawił, ale... tym razem... grupa TiamaT umarła dla wielu z nas... Oni teraz zaczęli grać dyskotekę prawie... no cóż, każdy sie podobno zmienia...

Po zakonczeniu tego... ehmmm... przedstawienia zebraliśmy się i pojechaliśmy do Ptasi w celu zaumycia umęczonych ciał naszych. Posiedzieliśmy tam z pół godziny i po odwiedzeniu nocnego sklepu wyrszyliśmy do Warszawy. Po drodze zrobiliśmy sobie jeszcze kolacyjny piknik i w okolicach 4:30 byliśmy już w Warszawie.

W sumie... ilość grup na MetalManni byla ZADOWALAJĄCA, mi na przykład na The Gathering było bardzo przyjemnie, pomimo tego ehm dzwięku, ale jak już mówilem akustycy TOTALNIE ZJEBALI DZWIĘK. Nie żałuję pieniędzy wydanych, bo warto było zobaczyć wykonawców na żywo, ale... mogło być lepiej. To na tyle by było o moich wrażeniach z METALMANNI'97. Do zobaczenia za rok (oby).

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy lubisz przeglądać sklepowe półki z płytami, nie szukając niczego konkretnego?