zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 11 grudnia 2018

relacja: Saxon, Skid Row, Warszawa "Progresja Music Zone" 15.11.2014

21.11.2014  autor: Mikele Janicjusz
wystąpili: Saxon; Skid Row; Halcyon Way
miejsce, data: Warszawa, Progresja Music Zone, 15.11.2014

Podtrzymuję swoją opinię sprzed trzech lat, że Saxon to obecnie najlepszy zespół ze starej gwardii NWOBHM. Tak w wersji studyjnej, jak i koncertowej. Ujmę to inaczej: Iron Maiden też daje radę, ale trochę im współczuję, że nie mogą się porządnie wykazać. Gdyby tak dostali szansę zagrania w "Progresji" dla trzech tysięcy ludzi bez tych wszystkich bajerów stadionowych, to na pewno też pozamiataliby widownią. A tak to w wielkich halach lub na stadionach, gdzie pojawia się dużo przypadkowych osób, gdzie kontakt z publicznością jest bardzo utrudniony, trudno zawładnąć duszami. Wiem, o czym piszę, bo w tym roku w odstępie kilku miesięcy zobaczyłem na żywo oba zespoły.

Skid Row, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski
Skid Row, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski

Wszystko pięknie i ładnie, gdyby nie te 370 km do Warszawy. Wychodziłem z domu średnio usatysfakcjonowany tym wypadem. W "Progresji" znalazłem się ok. 17:30 i tu pierwsze zaskoczenie: żadnych bramek, żadnych ochroniarzy. Aż musiałem zagadnąć pewnego chłopaczka, czy tu na pewno będzie Saxon. Chociaż dwa autobusy i dźwięki prób dawały jasną odpowiedź. No to wlazłem do środka. I powiem tak: bardzo dobry pomysł organizatora, że nie kazał nam czekać na dworze. 15 listopada pogodna nie była jeszcze zła, ale gdyby lał deszcz albo mróz poszczypał, to byłoby do kitu takie stanie. No to posiedziałem w środku, wypiłem żółty alkohol, wypróżniłem się, a za chwilę wyszedł jeden ważny pan i ogłosił, że ludzi w czarnych kurtkach nie wpuszczają. Żarty żartami, ale faktycznie po chwili byliśmy już na górze.

Scena uszykowana była już dla Halcyon Way, kapeli pochodzącej z Atlanty. Dziwne na mnie zrobili wrażenie przy pierwszym kontakcie. Jeśli chodzi o muzyków, to ich image był mieszaniną glam rocka i punk rocka (wiecie - irokezy, ekscentryczne lumpy itd.), jeśli chodzi o muzykę - to przeważały dźwięki typowe dla heavy metalu wzbogacone wokalnie growlami dwóch gitarzystów. Wokalista Steve Braun posługiwał się natomiast czystym śpiewem, takim właśnie w klimatach saxonowych. Pod tym względem support został trafnie dobrany. Zagrali 6 kawałków, w tym aż cztery z najnowszej płyty, zatytułowanej "Conquer" (2014). Poza tym były "On Black Wind" i "Desecration Day". Muzyka ciekawa, sprawnie wykonana, od trzeciego kawałka coraz więcej ludzi mieli po swojej stronie.

Skid Row, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski
Skid Row, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski

Skid Row objeżdża kraje z nowym albumem "United World Rebellion: Chapter One" (2013). Dobrze, że Saxoni zabrali ich w trasę, bo specjalnie na ich koncert do Warszawy bym nie pojechał, a tak to była dobra okazja zobaczyć ten zespół. W sumie to drugi raz w tym roku, choć na "Przystanku Woodstock" stałem 50 metrów od sceny i niewiele widziałem, potem poszedłem pod scenę i jeszcze mniej widziałem. Choć sam koncert był dobry. Ale ten w "Progresji" zdecydowanie lepszy. Zaczęli od intro, którym była piosenka z repertuaru Ramones, "Blitzkrieg Bop". Potem przyładowali klasycznie - "Slave to the Grind" i "Piece of Me". Pięcioosobowy skład szybko zawładnął sceną i publicznością. Przede wszystkim wokalista Johnny Solinger w tym swoim kowbojskim kapeluszu i ciemnych okularach wywiązywał się ze swej roli świetnie, ale też basista Rachel Bolan i gitarzysta Scotti Hill mieli prawą część sceny pod kontrolą. Z debiutanckiego albumu zespół zaproponował najwięcej hitów: "Makin' a Mess", "Big Guns", "18 and Life" i "Youth Gone Wild". Solinger komplementował zachowanie fanów, wyszukiwał ludzi w koszulkach Skid Row i często myślami wracał do "Przystanku Woodstock", który zrobił na muzykach olbrzymie wrażenie. Z nowszych rzeczy był "Thick Is the Skin", a powrót do brzmień punkowych uwidocznił się w kolejnym zwrocie ku Ramonesom - "Psycho Therapy". Repertuar Amerykanów obejmował 10 pozycji. Skid Row to typowy zespół klubowy, dzięki temu koncert wypadł naprawdę rzetelnie.

Skid Row, setlista, Warszawa 15.11.2014, fot. Mikele Janicjusz
Skid Row, setlista, Warszawa 15.11.2014, fot. Mikele Janicjusz

Saxon nie młodnieje, a jakimś cudem na scenie tryska witalnością. Może nie było tak żywiołowo, jak w 2011 roku w "Stodole" (zobacz relację), kiedy było miejsce i na solówki, i Biff przybijał piątki fanom w pierwszym rzędzie. Niemniej każdy fan na koncercie powinien był odczuć satysfakcję, żywiąc przekonanie, iż zespół zagrał najlepiej, jak mógł. Ciekawa moda zapanowała na rozpoczynanie koncertów cudzymi kompozycjami: Skid Row wziął na warsztat Ramonesów, Judas Priest na niedawnych koncertach sięgał do Black Sabbath, a Iron Maiden łupnęli w czerwcu od UFO. Saxoni zaczęli koncert od intro "It's a Long Way to the Top (If You Wanna Rock'n'Roll)" z repertuaru Kangurów. No nie powiem - wprowadziło to nas w odpowiedni nastrój. Zrobiło się radośnie, a kiedy poleciał pierwszy autorski utwór bohaterów wieczoru, "Motorcycle Man"... Ech, jak tego się słucha!

Saxon, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski
Saxon, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski

Trochę nietypowe podejście miał Saxon do setlisty. Dotychczas bywało tak, że promując nowy album, sięgali muzycy do niego po co najmniej kilka utworów. Tym razem z nowej płyty poleciał tylko kawałek tytułowy - "Sacrifice". Cała reszta to dobrze znane i lubiane hity wymieszane z najlepszymi dziełami nagranymi po roku 1991. A więc z tych nowszych piosenek wybrali dla nas: epicki "Lionheart", rockowy strzał "I've Got to Rock (To Stay Alive)", mroczny i ślimaczny "Red Star Falling", śpiewny "Forever Free". Niewiele tego i trochę szkoda, bo zespół mógł bardziej przewietrzyć swój koncertowy repertuar.

Czyli już wiadomo, jakie dźwięki dominowały w "Progresji". Stare, klasyczne kompozycje, które w latach 1980 - 1984 rozsławiły Saxon na cały świat. Nie pominęli niczego. Zagrali "Power and the Glory", "Heavy Metal Thunder", dość niespodziewanie dla mnie "Suzie Hold On", niesamowite "Dallas 1 PM", "To Hell and Back Again", króciutki acz bosko brzmiący "And the Bands Played On", półballadowy "The Eagle Has Landed", zapowiedziany jako rzecz poniekąd thrashmetalowa "20,000 Ft.", "747 (Strangers in the Night)", "Strong Arm of the Law", a na koniec podstawowego czasu urzekający szybkością "Princess of the Night", podczas którego pierwszą zwrotkę odśpiewaliśmy a cappella.

Na bis nie trzeba było zbyt długo czekać. Pędzące po ścianach motocykle zwiastowały, że teraz będzie kompozycja o stalowych kołach. Po "Wheels of Steel" muzycy zaproponowali nam piosenkę, której myślałem, że już nie będzie, zważywszy na to, że był "Lionheart". No ale tak logicznie rzecz biorąc - koncert bez "Crusadera"? To nie mogło mieć miejsca. Na sam koniec Brytyjczycy zostawili kultową kompozycję "Denim and Leather". Wszyscy wiedzieliśmy, że zapomnieli o jednym. Polscy fani nie przepuszczą koncertu bez "Broken Heroes". Saxon powinien to przewidzieć. Biff i ekipa stanęli na wysokości zadania, wokalista po krótkiej konsultacji z kumplami zapowiedział, że specjalnie dla nas zagrają "Broken Heroes". I nie było to na odpieprz, ta kompozycja zabrzmiała chyba najlepiej ze wszystkich.

Saxon, gadżety koncertowe, Warszawa 15.11.2014, fot. Mikele Janicjusz
Saxon, gadżety koncertowe, Warszawa 15.11.2014, fot. Mikele Janicjusz

Muzycy byli w rewelacyjnej formie. Zresztą nie pamiętam, aby kiedyś nie byli. Jednak było mniej żywiołowo niż przed trzema laty. Biff już dawno przekroczył sześćdziesiątkę, ale nadal na scenie się nie oszczędza. Tym razem wystąpił w czarnym płaszczu, którego nie zdejmował do końca koncertu. Humor chyba nigdy go nie opuszcza. Dwie sytuacje mi zapadły w pamięć. Pierwsza dotyczyła tego, jak sprytnie połechtał nasze ego. Byford powiedział, że dzień wcześniej grali w Berlinie... Na sali pomruk dezaprobaty. "Jutro gramy w Pradze" - oświadczył po chwili... "Buuuuuuu" - znów rozległo się wokół. Biff polewa, Paul Quinn też. "Ale dzisiaj gramy w Warszawie! I kto wie, czy to nie jest nasz najlepszy koncert" - wrzasnął na koniec i zebrał burzę oklasków. Druga sytuacja: będąc zajebistym frontmanem, Biff lubi ścisły kontakt z fanami. Wszystkich urzekła chęć przyuczenia się polskich liczebników w trakcie "747" czy też "Wheels of Steel" (nie pamiętam): "Jak w waszym języku mówi się one?". "Jeden!". "Jege?". "Jeden!". "Jeden?". "Yeah!". "Ok. A two?". "Dwa!". I tak dalej. Było zabawnie. Biff to lubi i my też. Ostatecznie i tak skapitulował, a my liczyliśmy za niego. Na koniec dostał flagę biało-czerwoną, którą dumnie zawiesił na perkusji i wnikliwie obejrzał napisy na niej. Gitarzyści Saxon są raczej spokojni, ale nie gitarzysta basowy. Nibbs Carter to dopiero kozak na scenie. Coraz bardziej przypomina młodego Harrisa, jego szaleństwa i pochody, w każdym razie reprezentuje tę samą szkołę grania na basie. Doug Scarratt miał dużo do powiedzenia w solówkach, zwłaszcza w tej do "Princess of the Night", którą zalutował naprawdę wściekle.

Znakomity koncert nie szedł w parze ze znakomitym nagłośnieniem. Nie było źle, lecz wydaje mi się, że dźwięk czasami się gubił. Przy każdej kapeli, która tej nocy grała, towarzyszyło mi to odczucie. Na szczęście nie było tak, że akustyk położył koncert.

Saxon, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski
Saxon, Warszawa 15.11.2014, fot. W. Dobrogojski

Ten weekend miał się zupełnie inaczej ułożyć. Plany były takie, aby jechać do Berlina na Motorhead, który grał dzień później - w niedzielę. Sprawy skomplikowały się, kiedy okazało się w październiku, że koncert został wyprzedany. I co tu robić. No... pozostaje Saxon. Początkowo był pewien żal, że Motorhead nie wypalił, ale Saxon to jest taka grupa, którą zawsze dobrze się ogląda i jest w stanie poprawić najbardziej zjebany humor. Nie żałuję ani złotówki wydanej na operację "Saxon", a Motorhead - jak życie pozwoli - obejrzę w lipcu. 15 listopada był w Warszawie jeszcze jeden absolutnie wypasiony koncert. Acid Drinkers szturmem zdobyło "Stodołę". Podejrzewam, że ci, którzy wybrali polskich gigantów metalu, wyszli z koncertu równie usatysfakcjonowani, jak ci, którzy po godzinie 23:00 opuszczali "Progresję". Trochę szkoda, że nie dało się połączyć obu imprez.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Saxon, Skid Row, Warszawa "Progresja Music Zone" 15.11.2014
BartasPN
BartasPN (wyślij pw), 2014-11-22 10:54:57 | odpowiedz | zgłoś
Dobra recenzja, oddaje to, jak wyglądała sztuka.
Tak w ogóle: Saxon nie promował nowej płyty, tylko grał trasę, na której mieli prezentować przede wszystkim "The Holy Trinity". Dlatego mnie zdziwiło to, że pojawiły się nawet Sacrifice, czy Lionheart.
re: Saxon, Skid Row, Warszawa "Progresja Music Zone" 15.11.2014
Nightraider
Nightraider (wyślij pw), 2014-11-22 17:04:19 | odpowiedz | zgłoś
no bo to trasa gdzie promują trzy kultowe albumy: Wheels of steel, Strong arm of the law i Deanim and leather, zresztą i tak o dziwo zagrali dwa kawałki z Power and glory.....Eagles has landed i tytułowy Power and glory :P
re: Saxon, Skid Row, Warszawa "Progresja Music Zone" 15.11.2014
Mikele
Mikele (wyślij pw), 2014-11-24 09:15:31 | odpowiedz | zgłoś
Sam nie wiem, jak to przeoczyłem... Przecież tak ta trasa była reklamowana.

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Po ilu pożegnalnych trasach koncertowych uznajesz, że zespół rzetelnie się pożegnał?