zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 16 maja 2021

relacja: Smash Fest 2002, Ustronie Morskie "Lotnisko Bagicz" 28.06.2002

22.07.2002  autor: m00n
wystąpili: Grave; Quo Vadis; Blood Red Throne; Carnal Forge; Houwitser; Hate; Centinex; Pandemia; Portal; Sacriversum; Devolved; Fatal Embrace; Tromsnar; Tenebrosus
miejsce, data: Ustronie Morskie, Lotnisko, 28.06.2002

Na miejsce tegorocznej (drugiej) edycji Smash Fest wybrano teren lotniska "Bagicz" w pobliżu Ustronia Morskiego. Lokalizacja niezbyt szczęśliwa, choćby z tego prostego powodu, że do miasteczka jest kilka kilometrów, a co za tym idzie daleko jest również i do najbliższych sklepów. Kolejnym minusem był siejący spustoszenie na rozległym terenie lotniska wiatr od pobliskiego morza, który skutecznie uniemożliwiał chociażby rozbicie namiotu.

Z powodu dwugodzinnego opóźnienia pociągu już w Warszawie w okolice Ustronia dotarliśmy dopiero około godziny trzynastej. Na szczęście impreza zaczęła się później niż planowano, dzięki czemu nie straciłem aż tak dużo, jak mogłem się spodziewać. Pierwszy zespołem, który zjawił się na średnich rozmiarów scenie festiwalowej (ustawionej niestety pod wiatr), był świnoujski Tenebrosus, jednak na ich występ nie zdążyłem. Gdy w porywach wiatru i kroplach deszczu na przemian z wychodzącym słońcem rozkładałem namiot, do koncertu przygotowywał się już Tromsnar. Występu Krakowian właściwie też nie widziałem, o słyszalności z takiej odległości też nie ma co mówić, ale z tego co wiem, wypadli nieźle, a wśród utworów z pewnością pojawił się "Scars Of Metamorphosis" i cover Satyricon "Mother North". Kompletnie koło nosa przeszedł mi także występ pochodzącego z Niemiec, bodajże thrashowego, Fatal Embrace, drugiego już zespołu - oprócz przedstawicieli Świnoujścia - którego nie było w składzie festiwalu. Występu australijskiego Devolved widziałem już trochę więcej. Niekiedy industrializujące gitary, jednak końcówka to starszy materiał zespołu, bardziej deathowo-grindowy, kawał porządnego łomotu zagranego całkiem z sensem, choć chyba trochę chłodno przyjętego przez publiczność. Łódzki Sacriversum, który jako następny zainstalował się na scenie, wystąpił niestety bez klawiszy, Ania miała operację i nie mogła zjawić się na festiwalu. Można było się obawiać, jak zabrzmią bez tego dość istotnego dla ich muzyki instrumentu, poradzili sobie jednak bardzo dobrze, choć można mieć kilka zastrzeżeń do Kasi, drugiej wokalistki. Jak zwykle charyzmatyczny Remo nawiązał szybko kontakt z publicznością, która całkiem niezłe przyjęła zespół. Kilkadziesiąt minut dobrej zabawy przy repertuarze pochodzącym praktycznie z całej twórczości Łodzian, w tym przebojowy "Overwhelming Monuments", "Waiting For Godot" czy "Salieri", który znajdzie się na najnowszym krążku "Mozartia". Ogromnym zaskoczeniem, nie tylko dla mnie, był występ Portal, który zastąpił Diabolical. Znakomita dawka szwedzkiego, mocnego, melodyjnego death metalu z dwoma świetnymi wokalami, rozruszała wszystkich zgromadzonych - mimo kiepskiej pogody i błota. Entuzjastycznie przyjęci Szwedzi zaprezentowali na "smashowej" scenie materiał ze swojego debiutanckiego krążka "Forthcoming". Podobnie jak rok temu na Dying Art Festival, tak i teraz występ Pandemii zbytnio mnie nie zainteresował. Mimo iż death metal to faworyzowany przeze mnie gatunek, w tym jednak wypadku Czesi po prostu nudzili i nie sądzę, by było to kwestia słabego nagłośnienia. Natomiast spodobał mi się lekko oldschoolowy death metal Szwedów z Centinex. Utwory z najnowszego "Diabolical Desolation", jak i wcześniejszych płyt, nie mogły przejść bez echa wśród publiczności. Świetnie zagrany koncert, choć niepozorne postaci muzyków - niektórzy w pasach z nabojami i "pieszczochami" - mogły tego nie wróżyć. Kolejne znakomite kilkadziesiąt minut death metalu tego wieczoru to występ warszawskiego Hate. Ich koncert przed kilkoma tygodniami rozpieprzył mnie, nie inaczej było tym razem, znowu przejechał po czołg pod dowództwem Adama. Trochę w dziele zniszczenia przeszkodziły problemy z nagłośnieniem gitary Kaosa, która niekiedy skrzeczała lub niewiele ją było słychać, jednak nowe numery - "Immolate The Pope", "Awakening Of The New Liar" - i starsze, między innymi "Paradise As Lost", zabrzmiały naprawdę powalająco.

Miazga, miazga i jeszcze raz miazga, takie słowa cisną się na usta oglądając Houwitser w akcji. Holendrzy chyba za cel wyznaczyli sobie wgniatanie słuchaczy w ziemię, a wychodzi im to znakomicie. Ekstremalna dawka deathu, niski growl wokalisty ukrywającego twarz pod kominiarką, zdrowe napierdalanie i żadnej litości. Kilkanaście zajebistych kawałków, jak chociażby "Rage Inside The Womb", w wykonaniu piątki z krainy tulipanów i pozamiatane. Ciężko się po czymś takim otrząsnąć, a scenę już okupywali kolejni muzycy, tym razem z Carnal Forge. Widziałem ich na żywo już wcześniej, tym razem Szwedzi zaprezentowali się jeszcze lepiej. Energetyczny, dynamiczny thrash z małą domieszką hardcore'a i krzykliwie śpiewającym wokalistą, który mimo swej pokaźnej postury poruszał się całkiem żwawo, mógł się podobać. Zagrali intensywnie i z kopem, prezentując między innymi część materiału z najnowszego albumu "Please... Die!". Niestety, cholernie zmęczony i przemoknięty nie dałem już rady zobaczyć następnych zespołów, a zagrały jeszcze Blood Red Throne, Quo Vadis i Grave, szczególnie występu tych ostatnich żałuję.

Dzień drugi festiwalu z powodu kiepskiej pogody i szalejącego wiatru nie doszedł do skutku, już około południa ekipa techniczna rozbierała scenę, podobno bez wiedzy organizatora. Pod względem muzycznym jedyny dzień Smash Fest 2002 był moim zdaniem udany, jednak organizacyjnie była to klapa. Brak jakiejkolwiek informacji kto kiedy gra uniemożliwiał rozpoznanie niektórych zespołów, a kilkanaście przenośnych ubikacji i jeden kran z wodą na kilkaset osób (co by było, gdyby przyjechało spodziewane kilka tysięcy?) to z pewnością za mało. Ochrona też się nie popisała i po jakimś czasie chyba każdy mógł dostać się za barierki bez jakiegokolwiek sprawdzania uprawnień. Wiem, że wielu ludzi, którzy przyjechali na Smash, jest srodze zawiedzionych takim obrotem sprawy, jednak gdyby nie pogoda i drugiego dnia byłaby okazja obejrzeć dalszy ciąg imprezy, na te niedogodności nie zwracano by tak wielkiej uwagi. Wierzę, że za rok organizator podejmie się ponownie zorganizowania takiej imprezy, może w innym miejscu, gdzie pogoda nie płata takich figli, i mając na uwadze tegoroczne błędy.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Dla kogo powinni grać muzycy?