zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 18 września 2021

relacja: Vader, Insomnia, Warszawa "Proxima" 2.12.1999

9.12.1999  autor: Necro
wystąpili: Vader; Insomnia
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 2.12.1999

O tym, że 2 grudnia 1999 w Proximie ma się odbyć koncert Vadera dowiedziałem się od Eliz. Przez dluższy czas niewiele wskazywało na to, że gig w ogóle będzie miał miejsce - w całym mieście rozwieszono kilka plakatów w raczej mało wyeksponowanych miejscach. Sporo osób mogło nic nie wiedzieć, choć pewnie ci najbardziej zainteresowani i tak sie zjawili :-) Mniej szczęścia mogli mieć ci mniej (lub raczej zupełnie) nie zainteresowani. Czekając na schodach na wpuszczenie do środka zaobserwowaliśmy z Rickiem i Eliz ciekawe zdarzenie: jakiś "plastikowo" odziany koleś wysiadł z taksówki, mężnie za nią zapłacił i wraz z panienką pewnym krokiem ruszył w kierunku klubu; po chwili zatrzymał się i mierząc całą stojącą tam metalową brać zdziwionym wzrokiem, nie za bardzo mógł sie zdecydować, czy postać tak jeszcze trochę z rozdziawioną gębą, czy może lepiej wiać, póki jeszcze czas ;-) Ogólnie rzecz biorąc, z braku większej promocji na koncert nie dotarło pewnie kilka zainteresowanych dusz, za to zjawiło się trochę "wyjątkowych gości" :-)

Bywalcy Proximy znają doskonale realia odbywających sie tam imprez i niewielu zdziwił fakt, że zapowiadane na godzinę 20:00 rozpoczęcie miało mały poślizg. Nie jestem pewien, czy wpuszczanie rozpoczęło się punktualnie, bo nie mieliśmy zamiaru stać w ogromnym ścisku i przyszliśmy trochę później. Po niezbyt uciążliwym oczekiwaniu znaleźliśmy się w środku. Ubrania (no, tylko kurtki ;-) powędrowały do szatni (przy ich odbieraniu po koncercie każdemu z kieszeniu ubyła złotówka) i ruszyliśmy dalej. Było około godziny 21:00 i udało nam się jeszcze załapać na dobiegający końca set grupy... Insomnia. Taaak... szczerze powiedziawszy największym zaskoczeniem tego wieczoru był dla mnie brak zapowiadanego wcześniej Sceptica, który to zespól miałem okazję oglądać na Thrash 'Em All Festival '99 w Olsztynie i który zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Szczególnie nastawiłem się na cover grupy Death "Lack of Comprehension", grany na koncertach przez Marcina Urbasia & S-kę. Poza tym chłopaki wydali przecież płytę i ciekaw byłem, co zaprezentują. No cóż - nie można mieć wszystkiego :-[ Na szczęście Insomnia dobrze spełniła swoją rolę i rozgrzała towarzystwo, a przynajmniej tą jego część, która nie musiła nadal czekać na wpuszczenie... Mogłem wreszcie na własne uszy skonfrontować opinie krążące o tym zespole i musze przyznać, że porównanie wypadło pozytywnie - nie jest to muza typu: "byle do przodu", ale (udane) próby łączenia kilku stylów z zastosowaniem dodatkowych instrumentów (słynna trąbka Trombka :-) Przyznam się bez bicia, że zupełnie nie znałem wcześniej twórczości tego zespołu, ale zapamiętałem ciekawą kompilację, w której znalazła sie "Łza dla cieniów minionych" Wiadomo Kogo (zagrana znaaaacznie szybciej i wyśpiewana odpowiednim vocalem) oraz gitarowy patent z "Raining Blood" Tym Bardziej Wiadomo Kogo :-)) Po tym wałku poszedłem po jakiś browar (Piast po 5,5zł... no cóż - pivo, że tak powiem "lekko takie sobie" ;-) Niedługo potem panowie zeszli ze sceny, robiąc miejsce instalującemu się na niej Vaderowi...

Peter, Mauser, Docent i Shambo wychodzili kolejno na scenę i dostrajali wraz z panami dzwiękowcami swoje instrumenty, a ja tymczasem szybko skończyłem browar i przedarłem się z aparatem jak najbliżej sceny. W końcu udało mi się stanąć na progu przy ścianie, więc widoczność miałem bardzo dobrą :-) Do tego zaledwie kilka metrów przede mną znajdował się prawy zestaw nagłaśniający (a w nim przede wszystkim gitara Petera), więc nie musiałem obawiać się, że czegoś nie dosłyszę ;-) Stojący z tyłu narzekali jednak potem, że tam voc był bardzo słabo słyszalny (nawet w przerwach miedzy kawałkami trudno było zrozumieć, o czym mowa), gitary stanowiły jedną zlaną ścianę dzwięku, a w uszach dudniła za bardzo wyeksponowana stopa (to by mi akurat specjalnie nie przeszkadzało, ale mało komu to odpowiada...) Jaki z tego wniosek? Wszyscy pod scenę! Niestety, łatwiej powiedzieć, niż zrobić... Kiedy wszystko już było gotowe do rozpoczęcia misterium (maszyny dymne pracowały na pełnych obrotach, reflektory cięły unoszącą sie zasłonę różnokolorowym światłem, z głośników sączyły się dźwięki intra, zwiastującego nieuchronnie zbliżającą się masakrę) i na scenie pojawili się wreszcie wszyscy Czterej Kowale Piekielnych Dzwięków razem, pod barierką uczynił się taki tłok, że nawet naga panienka miałaby poważne problemy z przedarciem się pod scenę (niestety nie mogę stwierdzić tego z całą pewnością, bo żadna z obecnych niewiast nie próbowała tego sposobu ;-)

Wybrzmiały ostatnie takty marszu, ostatnie uderzenia talerzy, Peter krótko przywitał się z warszawską widownią i zaczęło się!!! Dym, światła i falujące ludzkie morze - to my... Zgranie, techniczna perfekcja, będąca wyłączną domeną najlepszych, finezja, doświadczenie zdobyte podczas setek wcześniejszych gigów, charyzma, bluźnierczo przytłaczające dźwięki wwiercające się w czaszkę - to oni! Z początku trudno złapać tempo, wczuć się w klimat i dać ponieść się muzyce, bo ona dosłownie boli! Po 2-3 pierwszych numerach wszyscy już jednak wiedzą, na co mogą liczyć - niesamowita jest wszak przyjemność czerpana z headbangingu w tempie śmigła helikoptera, kiedy setki osób wokół ciebie robi to samo w takt zabójczej muzyki, przeszywającej wszystkie ciała i umysły... Mimo najszczerszych chęci, nie udało mi się zapamiętać tytułów wszystkich kawałków zaprezentowanych w Warszawie, ale chyba potraficie sobie wyobrazić, jakie to trudne, kiedy głowa ani na moment nie chce ustać w miejscu, a nawałnica dźwięku gwałcąca uszy skutecznie uniemożliwia myślenie... Z tego, co pamiętam można było m.in. przeżyć: "Black to the Blind", "Fractal Light", genialne "Carnal", które wyrecytowałem (or chyba raczej wywrzeszczalem) wraz z Peterem (taaak... następnego dnia, oprócz bólu karku, również zdarte gardło przypominało o przebytym koncercie), "Red Passage", "Foetus God", "Kingdom", "Sothis", "Dark Age", "Silent Empire" oraz cover świetnego kawałka Celtic Frost "Dethroned Emperor", który Peter zadedykował wszystkim najwierniejszym fanom metalu, czyli po prostu "starej gwardii", dość licznie zresztą obecnej :-)

Właściwie równo po godzinie koncert dobiegł końca. Muzycy zeszli ze sceny, ale udało nam się jeszcze wywołać ich na jeden bisowy numer :-) Zagrali i zniknęli definitywnie... Nooo, może nie tak do końca, bo po jakimś czasie, kiedy pod sceną było już luźno, a wszystkie oczy przyzwyczajały się po mału do rażącego światła, na schodach sceny pojawił się Peter. Zaraz obległa go grupka fanów, liczących na autograf i zamienienie kilku słów. Potem wyszedł jeszcze Docent i Mauser.

Co tu dużo mówić... inauguracyjny występ trasy był z pewnością udany :-) Należy tylko życzyć chłopakom takiej samej postawy na pozostałych czekających ich koncertach. Co prawda Peter miał małe kłopoty z gardłem (chyba przeziębienie), ale i tak wszystko wyszło naprawdę dobrze. Docent też już chyba powrócił do formy i znów wymiata wręcz nieziemsko (ach, te biedne Yamahy, a mogły przecież trafić na jakiegoś spokojnego rockowego pałkera ;-) Oczywiście dobrze by było, gdyby pojawił się Sceptic, ale Insomnia też doskonale dała sobie radę i dobrze zapisała się w mojej pamięci. Może nawet zdobyli kolejnego fana? :-)

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Zobacz inną relację

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy grałaś(eś) na jakimś instrumencie na lekcjach muzyki?