zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 22 lipca 2019

wywiad: Aion

12.10.2001  autorzy: Adam "kalisz" Kaliszewski, m00n

Wykonawcy:  Daniel Jokiel - Aion, Dominik "Młody" Jokiel - Aion

Niedawno ukazał się najnowszy album poznańskiej formacji Aion. Płyta "Symbol" to odejście zarówno od "gotyckopodobnej" estetyki pierwszych płyt, jak i od nowoczesnych eksperymentów przedostatniego dzieła grupy zatytułowanego "Reconcilliation". Zespół miał brać udział w trasie z Artrosis i Asgaard, niestety z przyczyn, o których muzycy opowiedzieli w wywiadzie, współudział Aion i Asgaard został odwołany. Na pocieszenie fani dostali możliwość spotkania z zespołem w jednym ze stołecznych sklepów muzycznych, dziennikarze zaś okazję do przeprowadzenia wywiadu. O swojej nowej muzyce i nie tylko opowiadają gitarzyści zespołu - bracia Daniel "Danielz" i Dominik "Młody" Jokiel.

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Dlaczego mimo zapowiedzi nie ma was na trasie?

Danielz: Sytuacja wygląda w ten sposób, że z przyczyn niezależnych od nas musimy podziękować za serię koncertów, które pozostały nam do ewentualnego zagrania. Jest nam bardzo przykro, mówię to bardzo szczerze...

Młody: Naprawdę jest nam bardzo przykro, bardzo chcieliśmy zagrać...

Danielz: Jest nam przykro w stosunku do ludzi, którzy mieli ochotę przyjść i nas zobaczyć. Tym bardziej, że uważam, że ostatnia płyta, którą żeśmy zrobili ("Symbol" - red.) naprawdę zasługiwała na to, żeby ją wypromować. No, ale są to pewne rzeczy, na które my nie mamy bezpośredniego wpływu.

Czy wobec tego zanosi się w najbliższym czasie na większą ilość koncertów promujących to wydawnictwo?

Młody: Na pewno sami będziemy grać, robić koncerty, jeżeli Michał (menedżer zespołu - red.) nam pomoże. Będziemy próbować.

Danielz: Na pewno gdzieś w okolicach listopada weźmiemy się za to ostro. Skład się trochę pozmieniał, także to jest pewien...

Młody: To może powiesz coś o składzie?

Danielz: Nie (śmiech)... Na pewno więc całą akcję związaną z koncertami przeprowadzimy, ale to dopiero gdzieś w okolicach listopada.

Czy Warszawę również uwzględniliście w swoich planach?

Danielz: Na pewno Warszawy nie pominiemy. Z tym, że będziemy organizowali te koncerty na własną rękę, czyli sami chcemy się zaopiekować promocją, ludzie muszą o tym wiedzieć. Ciężko mi mówić o datach, to jest dopiero w planach. Na pewno chcielibyśmy jakoś naprawić to, że teraz nie ma nas na koncertach. Warszawa na pewno nie będzie pominięta tym bardziej, że mamy grono przyjaciół w Grójcu, w naszym fantastycznym fan clubie. Wydaje mi się też, że zawsze spotykaliśmy się tu z dobrym przyjęciem. Ludzie przychodzili na koncert i chcieli nas posłuchać. My o tym wiemy, zdajemy sobie z tego sprawę.

Teraz jednak poproszę cię, żebyś powiedział kilka słów o zmianach w składzie.

Danielz: W składzie zaszły zmiany. Z przykrością muszę poinformować wszystkich zainteresowanych, że po wielu latach odszedł nasz basista Milli. Odszedł z powodów rodzinnych, o których nie będę więcej mówić. Po prostu czasami trzeba pomyśleć o tym, jak przedstawia się sprawa związana z rodziną, tego typu rzeczami. Milli musiał odejść i to nie jest nawet do końca jego decyzja, po prostu tak wyniknęło. Jego miejsce zajął kolega Artur Szymański, który do tej pory udzielał się w poznańskim zespole Corvus, natomiast miejsce naszego klawiszowca zajął Marcin Żmuda, który do tej pory udzielał się w zespole Ad Patres.

Młody: I Corvus również.

I jak sobie radzą?

Danielz: Myślę, że jest dobrze i na pewno razem pogramy. Co do tego nie mam wątpliwości. Tak jak powiedziałem, na pewno będziemy grać i nikt nie powinien spodziewać się jakiegokolwiek przełomu, rezygnacji z pewnych rzeczy. Będziemy grać dalej i w listopadzie na pewno będziemy szykować kilka koncertów, które będą jakby spełnieniem tego wszystkiego, czego ludzie od nas chcieli do tej pory. Przyjeżdżamy na koncerty i gramy, nic się nie zmieniło.

Dlaczego poprzedni klawiszowiec Migdał opuścił zespół?

Danielz: Z panem Migdalskim musieliśmy w pewnym momencie zakończyć współpracę w wyniku narosłych od jakiegoś czasu animozji i niesnasek. Mówiłem już o tym kiedyś, nie chciałbym się za bardzo wgłębiać w te rejony. Natomiast musieliśmy sobie podziękować. Jesteśmy do tej pory kolegami, spotykamy się co jakiś czas nawet...

Młody: W pubie...

Danielz: Właśnie, w pubie najczęściej. I rozmawiamy o muzyce.

Wasza nowa płyta jest powrotem do bardziej tradycyjnego grania, zrezygnowaliście z nowoczesnych brzmień...

Danielz: Głównie melodia, o to nam chodziło. Teraz mamy zupełnie inne podejście do tej muzyki niż podczas nagrywania "Reconcilliation", jest dużo melodii, jest bardziej gitarowa. W pewnym sensie jest to najbardziej dojrzała produkcja, jaką do tej pory zrobiliśmy.

Młody: Pod względem aranżacyjnym...

Danielz: I nie tylko. Często ludzie nam opowiadają, że wróciliśmy do tego, od czego zaczynaliśmy. I na pewno jest w tym jakaś racja, aczkolwiek "Reconcilliation" należy traktować jako pewnego rodzaju przełom w naszej karierze, zaś "Symbol" jest jakby pewnym powrotem do tego, co robiliśmy wcześniej, jest to płyta dużo bardziej melodyjna, dużo bardziej osadzona, bardziej przemyślana. Na pewno aranżacyjnie jest jeśli nawet nie ciekawsza, to same kompozycje są o wiele bardziej przekonujące. Jest to po prostu muzyka, która wypłynęła z serca, jest zagrana z takim fajnym czadem, na luzie i myślę, że o to nam chodziło i będziemy dalej w tym kierunku się kształtować.

A opinia, że jest bardziej tradycyjnie metalowa... Nie jest to powrót do gotyckiego klimatu, tylko wycieczka w jeszcze innym kierunku...

Danielz: Przede wszystkim najważniejsza sprawa. Nie uważam, żeby to była pod jakimkolwiek względem płyta gotycka. Nie uważam, żebyśmy my w ogóle grali muzykę gotycką, zawsze się od tego odcinaliśmy i nie skończyliśmy z tym. Wydaje mi się, że ta płyta jest bardziej gitarowa, z takim "przytupem" i tak można to traktować. Na pewno nie jest to gotyk, bo gotyk opiera się na jakichś tam aranżacjach i harmoniach, odmiennych od tych, które wykorzystaliśmy, ale jest bardziej "przesłuchiwalna" niż "Reconcilliation".

Dałoby się ją zagrać bez klawiszy?

Młody: Spokojnie.

Danielz: Myślę, że tak, że to jest najbardziej "bezklawiszowa" płyta (śmiech). Chodzi o to, że tworząc muzykę musisz mieć pewnego rodzaju schemat ustawienia instrumentów w numerze. Wydaje mi się, że klawisz odgrywa tu jakąś znaczącą rolę, natomiast na pewno nie jest to instrument przewodzący. Kiedyś nam zarzucano tego typu rzeczy. Pełni on swoją rolę znakomicie, aczkolwiek jest to płyta moim zdaniem do odegrania bez tego instrumentu.

Zaintrygowały mnie teksty trzech utworów - "The Black River", "The Way" i "As Ice". Możecie powiedzieć coś więcej na ich temat?

Danielz: Teksty są o życiu. "The Black River"... ten numer... Najlepiej jakbym ci podał numer do Mariana (wokalista, autor tekstów - red.), ty byś zadzwonił i on by powiedział (śmiech)...

Nie czujesz się na siłach?

Danielz: Ja wiem, o co tam mniej więcej chodzi, znam je dobrze, bardzo dobrze. Te teksty są jakby kontynuacją naszych zamierzeń. Nigdy nie mieliśmy na względzie uświadamiania ludzi, jakichś układów politycznych, nie jesteśmy zespołem typu Rage Against The Machine (śmiech). Nie chcemy obalać pewnych spraw, przekonywać do żadnych dróg życiowych. Są to teksty, które opowiadają o doznaniach Mariana, jakichś jego przeżyciach, poglądach na pewne sprawy. Na czym by nam zależało w tym układzie? Otóż na tym, żeby po wysłuchaniu tych utworów ktoś gdzieś tam sobie włączył małe światełko w głowie i zastanowił się nad ich istotą. Te teksty polegają na tym, że zostawiają pole do interpretacji, można tam dodać coś swojego...

Młody: "The Black River" to chyba w ogóle nie Marian napisał, chyba Milli...

Tym razem na płycie nie pojawili się żadni goście, nie ma żadnych niespodzianek?

Danielz: W ostatnim numerze wystąpił Michael Jackson, ale to tylko tak przez chwilę (śmiech). A tak poważnie, to zawsze korzystaliśmy z pewnego rodzaju ciekawostek. Raz ciekawostką był chór, raz ciekawostką był udział Grzegorza (Kupczyka w coverze "Headless Cross" Black Sabbath - red.). Przy tym wydawnictwie nie mieliśmy takiego zamiaru.

Młody: Początkowo były sytuacje, że chcieliśmy saksofon w jakimś utworze, ja to mówię całkiem poważnie. No, ale niestety nie wyszło.

Danielz: Były takie przymiarki, żeby tam umieścić jakieś saksofonowe brzmienie...

Młody: Jakiś taki instrument żywy... Najlepiej dęty (Młody bardzo charakterystycznie zaakcentował "ę" - red.).

Danielz: Ale nie było jakichś wielkich pomysłów, żeby jakoś kogoś specjalnie wykorzystywać do tej płyty.

Młody: Jakoś specjalnie wykorzystywać (śmiech). Powiedzmy sobie szczerze...

Czy oprawa graficzna płyty była waszym pomysłem, czy może wybieraliście pośród gotowych projektów?

Młody: Dostaliśmy kilka projektów, z pięć, i mieliśmy sobie coś wybrać.

Danielz: Tak, jak w przypadku poprzednich płyt, zleciliśmy to po prostu grafikowi, tym razem był to Jarek Kubicki. Podesłał nam on kilka swoich pomysłów. Wybraliśmy jeden z nich, wspólnie go obrabialiśmy, działając przy pomocy internetu wymienialiśmy spostrzeżenia i uwagi, no i zakończyło się w taki sposób, jaki tutaj widzimy. Na pewno jakiś wpływ był, mogliśmy ingerować, podsyłaliśmy mu pewne rozwiązania i będzie to zauważalne...

Wygląda na to, że K'Haal (Kubicki - red.) stał się już "nadwornym" grafikiem Metal Mind Productions - spod jego ręki wyszła okładka ostatniej płyty Artrosis, teraz wasza...

Młody: To widać po okładkach płyt wytwórni zdecydowanie...

Danielz: Tak, to tak już jest, że jeśli ktoś oferuje swoje usługi, to może stać się, tak jak powiedziałeś, "nadwornym" grafikiem. Po prostu robi tak zwaną masówkę. Sęk w tym, żeby człowiek, który się tym zajmuje gdzieś w pewnym momencie nie przesadził. Płyta to jest płyta, oprawa graficzna też jest jakąś jest wartością. Nie wolno zatracić w tym przypadku oryginalności.

Co więc symbolizuje okładka?

Danielz: No nie, no teraz to mnie zabiłeś...

Młody: Nie no, Daniel, nie pij już więcej piwa... (śmiech)

Sami ją wybraliście, więc? (śmiech)

Danielz: No co ja mam powiedzieć... No nie no, ja pierdolę, to jest symbol (śmiech), nie wiadomo kogo, nie wiadomo czego...

Młody: To jest po prostu symbol. Okładka przedstawia symbol (śmiech).

Danielz: Tak, tak właśnie wygląda płyta. Jest okrągła błyszcząca, ma otwór i tampon z symbolem (śmiech)...

Młody: ...nie mylić z innym tamponem (śmiech).

Wspomniałeś w naszej rozmowie przed wywiadem, że zaprzyjaźniliście się ostatnio z Artrosis, co zaowocowało między innymi wspólną trasą. Czy więc możemy spodziewać się analogicznej sytuacji jak niegdyś z Moonlight - więcej wspólnych koncertów, jakiegoś kojarzenia waszych nazw?

Danielz: Znaczy nie wiem, czy nasza przyjaźń zaowocowała trasą (śmiech). To jest jakaś tam specyfika koncertów. Ciężko by było, żebyśmy grali z zespołami punkowymi, chyba, że ktoś by tego bardzo pragnął...

Młody: A my ich za bardzo nie pragniemy...

Danielz: No właśnie. Pewnie chcielibyśmy zagrać przed Ich Troje, ale jest to raczej niemożliwe (śmiech). Jest pewien schemat. Jeździliśmy kiedyś trochę z Moonlightem, czy też Moonlight z nami, bo to różnie można rozpatrywać. Jeździmy trochę z Artrosis i powiem szczerze, że chcieliśmy naprawdę, żeby wszystkie koncerty doszły do skutku. To było fajne, że właśnie z Artrosis. Kilka razy sobie razem wyjechaliśmy, pewnego rodzaju koleżeństwo zaistniało między nami. Ja im nigdy źle nie życzyłem, oni myślę, że nam też. Ale są niestety rzeczy, na które nie masz czasami bezpośredniego wpływu...

Poprzednią płytę promował bardzo udany teledysk. Czy nowy album też zamierzacie wspierać tego rodzaju dziełem?

Danielz: Powiem ci krótko i szczerze. Żeby zrobić teledysk potrzeba pieniędzy, a nasz budżet, który był przewidziany na to wydawnictwo był na tyle szczupły, że nie dało się z tego przeznaczyć pieniędzy na klip.

Młody: Ale początkowo były wizje, różne koncepcje, ale i tak nie miałoby to sensu, bo wydajesz ileś tam pieniędzy na klip, który i tak nie będzie nigdzie puszczony, no bo i gdzie miałby być puszczony, Boże kochany...

Danielz: Myślę, że to przede wszystkim wynikało z okrojonego budżetu na nagranie płyty. Ale trzeba również postawić sobie pytanie, czy jest sens robienia tego, bo jeżeli my mamy się zaspokajać jakoś ambicjonalnie faktem, że sobie nakręcimy teledysk, no to OK. Jeżeli są studia, które niejako w swojej ofercie mają klipy, które moim zdaniem nie są jakieś wyjątkowo dobre, no to trzeba się zastanowić. Tak, jak mówię, podstawą jest to, że wydawać jakieś kwoty dość istotne po to, żeby mogła to zobaczyć garstka osób w programach o czwartej nad ranem, no to dzięki. Nie widzę polskich zespołów grających tego typu muzykę, żeby były one jakoś prezentowane w mediach. Może się mylę, ale tego nie widzę. Żyjemy w takim kraju, a nie innym i dziedzina, w której się obracamy, ma jakieś swoje ograniczone prawa. I wydaje mi się, że nie warto się czasami na pewne rzeczy silić, bo jest z tego więcej złego niż dobrego. Kończąc już ten temat, powiem ci, że znam przykład zespołu, który wydał mnóstwo pieniędzy, naprawdę mnóstwo, na dwa klipy, które generalnie są fantastyczne. Gdyby ktokolwiek mógł je zobaczyć, stwierdziłby to samo. No, ale z różnych względów cenzuralnych one nie mogły po prostu się ukazać nigdzie, w żadnej telewizji. Trzeba więc postawić sobie pytanie, czy warto się w ogóle zapuszczać w te rejony.

Co z rynkiem zachodnim? Macie jakieś widoki?

Danielz: W pewnym stopniu rynek zachodni już "liznęliśmy". Mieliśmy możliwość wydania dwóch płyt na zachodzie, ten rynek też na jakichś określonych prawach działa. I na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że jeżeli ktoś złoży nam ofertę, na pewno z chęcią ją rozpatrzymy. Ale też wydaje mi się, że ambicjonalne spełnianie się typu "podpisujemy kontrakt zachodni" tylko w kwestii mentalnej daje jakąś radość. Bardzo często to się spotyka z jakąś tam przekładnią. Nie mówię tutaj o sprawach finansowych, bo w ogóle nie musimy o tym mówić. Cieszę się na przykład z tego, że w momencie kiedy podpisaliśmy na "Midian" kontrakt z Massacre Records, mieliśmy możliwość wyjazdu. Mogliśmy sobie pojeździć po Austrii, Szwajcarii, Niemczech. Całość była okraszona tą trasą. Mieliśmy możliwość zagrania w zachodnich klubach, mieliśmy możliwość zobaczenia, jak to wszystko tam się dzieje. I to było pozytywne. Natomiast w przypadku drugiej płyty, którą wydawał Impact Records, jakichś wielkich sensacji nie było.

"Symbol" w wersji kompaktowej kosztuje niecałe trzydzieści złotych. To wasza zasługa, czy pomysł wytwórni?

Danielz: Ta naklejka, którą widzisz na płycie, jest zasługą naszego przyjaciela i menedżera. To powinno otworzyć oczy ludziom, którzy zajmują się u nas w Polsce wydawaniem płyt. Ta płyta nie musi być taka droga i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Ludzie, którzy w naszym kraju słuchają tego typu muzyki, nie mają pieniędzy i to trzeba wziąć pod uwagę. W momencie, kiedy Sting wydaje płytę, która kosztuje sześćdziesiąt złotych, to on jakby śpiewa dla określonej publiki. I tamci ludzie potrafią wydać sześćdziesiąt złotych, żeby kupić jego płytę. Natomiast kiedy tak samo okrągłą płytę jak Sting wydaje poznański zespół Aion i ona kosztuje pięćdziesiąt złotych, to sorry, ale jej po prostu nikt nie kupi, mając obok Machine Head, czy Metallikę - zespoły zza Oceanu, których produkcje są bardzo wysoko dochodowe i są to rzeczy nieporównywalne do tego, co się u nas w Polsce tworzy. To jest wielka korzyść z tego wszystkiego. Udało nam się to zrobić na pewnych układach. Musieliśmy z czegoś zrezygnować, żeby ta płyta była ogólnie dostępna, żeby każdy mógł sięgnąć do kieszeni i ją kupić. Jest pewien krąg osób, które zajmują się tego typu muzyką i to jest taki ukłon w ich stronę: "Macie tutaj płytę, która nie jest droga. Jeżeli wam się to podoba, to kupcie, jeżeli nie, to będziemy się zastanawiać, czy jest fajnie, czy nie, czy ktokolwiek chce nas słuchać jeszcze". Kasety też są tańsze, kosztują w granicach piętnastu złotych. Tak więc, zarówno jeśli chodzi o format CD, jak i o format MC, udało nam się pewne rzeczy załatwić.

Ostatnie pytanie - internet. Czy jest on waszym zdaniem medium, które pomaga w promocji zespołu, a może dostrzegacie zagrożenia?

Danielz: Internet jest wspaniałą sprawą i wszyscy o tym dobrze wiemy, z tym, że u nas jest postrzegany trochę w odwrotny sposób. Jest to bardzo dobra sprawa, żeby wypromować jakikolwiek zespół, natomiast jest jedna podstawowa rzecz - dostępne w internecie pliki .mp3. Moim zdaniem powinny one mieć na celu wypromowanie płyty, a nie tak, jak to się odbywa w naszym kraju, że .mp3 stanowi podstawowy nośnik do słuchania muzyki. Na Zachodzie jest taka sytuacja, że słuchając .mp3 określasz, czy dana muzyka ci się podoba, a potem idziesz do sklepu, kupujesz płytę. U nas jest sytuacja odwrotna. To jest jedna rzecz, jeśli chodzi o .mp3, a to, co się dzieje na rynku, jeśli chodzi o piractwo, to druga rzecz. Te wszystkie wspaniałe urządzenia różnych firm, przegrywarki, to wszystko zmierza do tego, żeby artyści sprzedawali jak najwięcej płyt (śmiech) i żeby się czuli jeszcze bardziej oszukani niż do tej pory.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

- Aion

Ile najwięcej zdarzyło Ci się zapłacić za bilet na koncert?