zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 11 kwietnia 2021

wywiad: Artrosis

4.12.2002  autorzy: Adam "kalisz" Kaliszewski, m00n

Wykonawcy:  Medeah - Artrosis, Remo, Krystian "MacKozer"

Artrosis było jedną z gwiazd Dark Stars Festivals. Na nasze pytania odpowiedziała Magda, wspomagana przez Remo i Krystiana z Sacriversum, którzy grali na trasie jako muzycy sesyjni.

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Trasa rozpoczęła się wczoraj. Jakie było przyjęcie w Szczecinie?

Medeah: Myślę, że jak na Szczecin dobre.

Zwykle w Szczecinie nie jest fajnie?

Medeah: Nie wiem, czy zwykle, ale graliśmy drugi raz i było porównywalnie. Nie było źle, nie było też dobrze. Odnosiłam wrażenie, że publiczność raczej słucha tych utworów niż skacze i się bawi. Być może było to związane z ich zmęczeniem bo byliśmy zespołem ostatnim tego wieczoru. Nie zabrakło jednak bisów. W sumie przyjęcie mieliśmy dobre.

I już na całej trasie będziecie grać jako headliner?

Medeah: Nie wiem, nie podjęliśmy jeszcze z zespołem Moonlight żadnej decyzji. Mieliśmy się wczoraj zamieniać, ale w związku z różnymi technicznymi problemami nie udało nam się to. Co do dzisiejszego dnia trudno mi powiedzieć. Myślę, że zostanie tak jak było zaplanowane z góry.

Co sądzisz o doborze zespołów na trasę? Jest ona określana jako "gotycka", choć ciężko powiedzieć, żeby wszystkie grające na niej zespoły obracały się w jednej stylistyce.

Medeah: Myślę, że ta różnorodność powoduje większe zainteresowanie koncertami. Przychodzą fani wszystkich zespołów i jest ich dużo na każdym koncercie. Z tego co wiem, dzisiejszy koncert bardzo dobrze się sprzedał. Jest to związane z tym, że wszystkie zespoły różnią się od siebie, ale są określane jako rock i metal gotycki, więc na pewno wspólny mianownik można w każdym z nich dostrzec. Jest coś, co te grupy łączy.

Chciałbym poznać twoje zdanie na temat młodych zespołów, które jadą z wami w trasę, chodzi mi o Desdemonę i Delight.

Medeah: Delight to nie taka młoda kapela, bo wydają już trzecią płytę, więc są już chyba raczej doświadczeni. Natomiast co do zespołu Desdemona, trudno mi się wypowiedzieć. Nie znam ich muzyki na tyle, aby ją recenzować. Ale trudna jest rola supportu, szczególnie przy tak licznej obsadzie trasy. Myślę, że to jest również związane z tym, że publiczność nie jest wyrozumiała dla mniej znanych zespołów i często zdarza się że ostentacyjnie wręcz siedzą na koncercie. Nie jest to więc łatwe zadanie dla takiego zespołu, ale na pewno bardzo dobra szkoła życia, jeśli chodzi o granie.

Zapytałem o Desdemonę, ponieważ kiedyś widziałem ich w Bolkowie i odniosłem wrażenie, że są w znacznym stopniu zainspirowani waszą twórczością...

Medeah: Ja nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z ich muzyką. Wczoraj graliśmy pierwszy koncert, byliśmy zmęczeni. Może dzisiaj sobie ich posłucham, zapoznam się z tym jak grają.

Tytuł waszej nowej płyty, "Melange" mógłby sugerować stylistyczne "wymieszanie" muzyki. Tymczasem wydaje mi się ona dość spójna i jednolita...

Medeah: Wydaje mi się, że bardziej tekstowo niż muzycznie. Odnoszę wrażenie, że płytę można podzielić na dwie części - tak mniej więcej do połowy płyty znajdziemy elementy stylistyczne zaczerpnięte choćby z "Pośród Kwiatów i Cieni", natomiast druga połowa ma więcej wspólnego z "Fetish", aczkolwiek sądzę, że na tej płycie słychać wszystkie pierwiastki, które do tej pory zawarliśmy w naszej muzyce. Elementy każdego z naszych albumów są tu gdzieś słyszalne, nie zabrakło jednak również nowych, dotąd przez nas nie używanych rozwiązań.

Czy jesteście zadowoleni z brzmienia płyty? Jest ono dość specyficzne, duszne. Czy właśnie taki efekt zamierzaliście osiągnąć?

Tak, jesteśmy jak najbardziej zadowoleni. Co do samej kwestii technicznej, nagrywania płyty, masteringu, to nie mogę się wypowiedzieć, bo się na tym nie znam. Ale podoba mi się to co słyszę i raczej nic bym nie zmieniła.

A to, że gitary są jednak mocno schowane w tle?

To będzie jedynie bolączka tych, którzy zechcą grać te solówki, na przykład grając nasze covery (śmiech).

Pytanie o siedzących tu panów - na trasie wspomagają was muzycy Sacriversum - Remo na basie i Krystyna na gitarze. Powodem był podobno przykry wypadek Rafała. Czy to prawda?

Medeah: No tak. Nasz Rafał produkuje wzmacniacze gitarowe, no i ostatnio zranił się wiertarką w palec. Do tej pory się to nie zagoiło. Kiedy tylko dowiedziałam się o kłopotach Rafała, jako że z Remem się kumplujemy, skontaktowałam się z nim, no i... No i co?

Remo: Młody nie miał nic przeciwko (śmiech).

Medeah: No właśnie nie wiem (śmiech).

Jak ich oceniasz? Poradzili sobie?

Medeah: OK, ocena pracy panów bardzo dobra. Znaczy z minusem, bo nie będę im tu kadzić. Remo po prostu wczoraj bardzo ładnie się zachowywał, przejął rolę konferansjera i myślę, że ciekawie to wyszło. Do tej pory nikt nie miał okazji Artrosis w takim składzie zobaczyć, chociaż zauważyłam, że w każdą trasę jedziemy w innym składzie. Nie wiem, czym jest to spowodowane...

Remo: Ale nam jest bardzo miło, że zostaliśmy z Krystianem zaproszeni do udziału w tej trasie, bo to dla nas jest nowa przygoda. Możemy sprawdzić się w czymś, co dla nas jest na pewno nowością. Bo nie jest to muzyka bardzo odbiegająca od stylistyki Sacriversum na pewno, ale też nie jest to taka muzyka, do jakiej przywykliśmy. Dla nas najważniejsze było to, że ludzie z Artrosis, którzy są naszymi przyjaciółmi, potrzebowali personalnej pomocy na trasie i nie zastanawialiśmy się nawet przez chwilę. Chcieliśmy zrobić tak, żeby Magda i Maciek byli zadowoleni. Liczyliśmy się z tym, że będzie też Rafał, bo na początku koncepcja była taka, że jedziemy w piątkę, ale niestety Rafałowi nie udało się tej ręki wyleczyć, przez co Krystyna ma więcej pracy, musiał nauczyć się wszystkich partii Rafała, więc musimy jakoś łatać ten brak. Mam nadzieję, że do końca trasy będzie to wychodziło w miarę normalnie. Ale ludzie, którzy nas wczoraj oglądali, byli dość zaskoczeni. Bo tak jak wspomniała Magda, za każdym razem kiedy Artrosis wychodzi na scenę, jest jakiś nowy walor. I teraz my jesteśmy czymś co jest może zaskakujące. Dokładamy pierwiastek metalowy. Na scenie staramy się zachowywać również dość metalowo, staramy się być aktywni, ja macham głową, Krystyna przeważnie skupia się jeszcze na gitarze (śmiech). Wczoraj byliśmy jeszcze przerażeni całą sytuacją, więc wczoraj ten ruch był tylko z jednej strony - ja się ruszam, Magda teraz nie może, ten uważa, żeby się nie pomylić, no więc jest jakaś dramatyczna historia (śmiech), ale było fajnie.

Krystian: Ta trasa jest pewnym sprawdzianem. Bo wcześniej - wiadomo, Sacriversum, kapela z Łodzi, mamy własnych fanów... Oczywiście nie oznacza to, że kiedy gramy koncert z Sacriversum, to błędy są puszczane płazem, z tym, że tutaj dochodzi jeszcze jakieś zaufanie. Wystawili nam carte blanche - przyjechaliśmy we środę do Zielonej Góry, dwa dni prób i już trasa.

Remo: Ale poczuliśmy się jak w rodzinie, bo te dwa dni prób mocno nas skonsolidowały, a baliśmy się, że będzie to dla nas trudny egzamin, nie tylko z tego jak się przygotowaliśmy, ale też z tego jak się czujemy razem, we czwórkę.

Medeah: I również z opinii, jakie krążą na mój temat również, prawda?

Remo: Tak, a krążą różne (śmiech).

Krystian: Ale czuliśmy się jak w domu. Atmosfera u Magdy jest świetna i te dwa dni były bardzo przyjemne.

Remo: A tak już poważniej - świetnie się pracuje, kiedy nikt cię nie traktuje, jakby to był jakiś egzamin, a kiedy coś jest nie w porządku to nad tym siedzimy, robimy, pracujemy. Magda okazała się bardzo cierpliwa, Maciek też. I przez jakiś czas było tak, że były dwa zespoły Artrosis, bo w Zielonej Górze było Artrosis i w Łodzi też ludzie przychodzili na próby Artrosis. Bo myśmy z Krystyną w naszej sali prób puszczali płytę i graliśmy kawałki Artrosis. Było to może trochę śmieszne, ale oczywiście trzeba się trochę zgrać, poczuć to. Magdzie i Maćkowi należy się absolutne uznanie, że oprócz tego zaufania, którym nas obdarzyli, stworzyli również atmosferę spokojnego działania - wiedzieliśmy, że mamy wspólny cel i musimy to zrobić spokojnie, bez naprężeń. Gdybyśmy się spieli i zdenerwowali, to na pewno czulibyśmy się o wiele gorzej. A ten spokój w domu i przyjaźń, która otoczyła nas, spowodowały, że się odprężyliśmy. Nawet pies nas polubił (śmiech).

Jak czujesz się jako metalowy basista, któremu przypadło granie partii, jakby nie patrzeć, programowanych?

Remo: To nie do końca tak. Maciek oczywiście jest autorem wszytkich partii basowych na płycie, natomiast ja oczywiście przygotowałem linie basowe, ale nie do końca zgadzają się one z tym, co Maciek zapisał w swoim instrumencie. Tam są zrobione dwie linie basu i w zależności od warunków akustycznych w danej sali, jedna z nich jest ściągana. Ja siebie słyszę jako basista i te partie są jakby kompatybilne z tym, co Maciek wymyślił, ale nie pokrywają się one w 100%. Magda zasugerowała, że dobrze, żeby to były żywe koncerty. Tu nie ma żadnego odtwarzania z dyskietki. Jest sekwencer i klawisze. W sekwencerze zapisane są partie perkusyjne, są zapisane pewne brzmienia i "chóry" w modułach, ale Maciek gra na tych klawiszach i my z Krystianem też musimy grać. Dlatego nie można powiedzieć, że ja się wyłącze i wszystko będzie w porządku. Mimo wszystko jednak czuję się wygodniej, bo Maciek w jakiś sposób mnie asekuruje, chociaż nie wiem czy jest to tak naprawdę potrzebne.

Wracając do Rafała - jaki jest jego udział w tworzeniu muzyki? We wkładce wymieniony jest jako członek Artrosis, jednak kompozycje sygnowane są przez duet Niedzielski/Medeah.

Medeah: Bo muzykę robimy my. Rafał dostaje oczywiście gotowy materiał i do tego dorabia swoje partie. Zawsze tak było. To nie jest tak, że go to satysfakcjonuje, bo jest na przykład niezdolny i nie może brać udziału w robieniu muzyki. Wynika to z tego, że mieszkamy daleko od siebie i czasami technicznie nie jest możliwe granie prób, a płytę trzeba nagrać, więc tutaj Internet okazuje się nieocenionym narzędziem. Generalnie muszę przyznać, że ta płyta powstała przez Internet. Robiliśmy w Zielonej muzykę, ale gotowe numery dostawał Rafał, po czym przesyłał z Lubina gotowy materiał z gitarami.

Parę słów o wkładce. Znalazły się w niej zdjęcia autorstwa Elizy, która wraz z Maćkiem tworzy zespół Sui Genesis Umbra. Powiedzcie coś więcej o koncepcji fotek - czy była to jej artystyczna wizja, czy wasz pomysł?

Medeah: Eliza jest bardzo twórczą osobą i bardzo długo myślała, co można zrobić, żeby te zdjęcia były inne od poprzednich. Znaleźliśmy miejsce, ona powymyślała te wszystkie płachty. Mieliśmy szczęście, że strasznie wiał wiatr i to bardzo fajnie układało wszystko. Myślę, że dzięki temu zdjęcia są bardziej dynamiczne niż takie pozowane. Eliza robiła nam już zdjęcia na płytę "Fetish", oprócz tego jest autorką tłumaczeń wersji angielskich, słowem "człowiek-orkiestra".

A jeśli chodzi o samą okładkę? Skąd wziął się pomysł ilustracji z taką przerażoną, krzyczącą osobą?

Medeah: Autor okladki, Jarek Kubicki, przysłał początkowo spokojniejszą wersję, ta kobieta miała zamkniętą buzię. Ale to było dla mnie za spokojne, biorąc pod uwagę teksty, które napisałam do tej płyty, absolutnie nie pasowało. Teraz to, że ona wrzeszczy, trzyma się za głowę, ma ścisły związek z tekstami, jakie napisałam.

Chociaż możnaby się spodziewać bardziej drastycznej muzyki, a tymczasem płyta jest dość spokojna.

Medeah: Tak jak mówię, chodzi głównie o to, że okładka pasuje do moich tekstów.

A pomysł z literką "G" w innym kolorze - ma to coś symbolizować?

Medeah: Nie, to jest akurat zabieg czysto artystyczny. Jarek tak sobie wymyślił, on lubi bawić się literkami, to widać na przykład przy "Fetish". Zresztą ta literka jest na jasnym tle, nie wiem, czy byłoby ją widać inaczej. Ale ja bym się tego nie czepiała, mi się podoba.

Czy powstanie jakiś teledysk do tej płyty?

Medeah: Tak, video powstanie jak tylko wrócimy z trasy. Najprawdopodobniej do utworów "Wiem" i "Kolej Rzeczy". To znaczy ten drugi na pewno. A co do "Wiem", nadal się zastanawiamy. Mamy niebawem otrzymać scenariusz, niestety nie pamiętam nazwiska człowieka, który będzie to robił, wiem tylko, że jest to ktoś z Poznania.

W jakiej konwencji będą utrzymane te teledyski?

Medeah: Nie wiem. Nie widziałam jeszcze rzeczy, które ten człowiek robił. Ma on napisać scenariusz, ale na pewno ja też będę miała coś do powiedzenia...

A myślisz, że w obecnej sytuacji, kiedy muzyka rockowa spychana jest na margines, jest w ogóle sens realizować teledyski, które i tak mają małą szansę na emisję?

Medeah: Jak firma ma pieniądze, to czemu nie? Zawsze miło mieć teledysk, a może jakaś stacja telewizyjna go wyemituje. Zobaczymy.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Ilu twórców teledysków potrafisz rozpoznać po stylu?