- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
wywiad: Moonspell
| Wykonawca: | Fernando Ribeiro - Moonspell (wokal) |
strona: 1 z 2

Moonspell, Aleksandrów Łódzki 7.09.2024, fot. Verghityax
W trakcie ponad trzydziestoletniej kariery Moonspell zwykle nagrywał albumy studyjne z godną podziwu regularnością. Zmieniło się to nieco w ostatnich latach, co nie znaczy, że zespół próżnował, bo po "Hermitage" ukazały się dwa wydawnictwa koncertowe, z czego jedno z udziałem orkiestry. 3 lipca 2026 roku do sprzedaży trafić ma "Far from God", trzynasty longplay Portugalczyków z autorskim materiałem, kończąc tym samym najdłuższą jak dotąd przerwę pomiędzy kolejnymi płytami studyjnymi. Niniejsza rozmowa miała miejsce jeszcze przed publikacją singla "Far from God", dlatego skupia się na poprzednim "Hermitage" oraz wydarzeniach związanych z tą płytą. Wokalista Fernando Ribeiro odniósł się do rozstania z Mikiem Gasparem, po czym szeroko opowiedział mi o procesie twórczym oraz myśli przewodniej krążka. Następnie - jak na miłośnika filozofii przystało - oddał się rozważaniom na temat niedoskonałości ludzkiej natury.

Moonspell, Aleksandrów Łódzki 7.09.2024, fot. Verghityax
rockmetal.pl: Wasz poprzedni longplay studyjny, zatytułowany "Hermitage", miał swoją premierę w 2021 roku, jednak nim rozpoczęliście sesję nagraniową, w obozie Moonspell doszło do poważnej zmiany. Kilka miesięcy wcześniej rozstaliście się z Mikiem Gasparem, który od samego początku pełnił w grupie rolę perkusisty. Czy mogę zapytać, co się stało?
Fernando Ribeiro: Oczywiście, to bardzo zasadne pytanie. Niestety nie mogę udzielić ci szczegółowej odpowiedzi, ponieważ Mike skontaktował się z nami przez prawnika i poprosił, byśmy zachowali okoliczności jego odejścia w tajemnicy. Uważam, że fani mają prawo wiedzieć, co się dzieje z zespołem, ale muszę uszanować jego wolę. Pozwól zatem, że nakreślę ci jedynie ogólnikowy obraz. To był problem, który narastał od dawna i którego pomimo starań nie udało się rozwiązać. Przyczyny tego stanu rzeczy upatrywałbym w rutynie, jaka może pojawić się po tylu latach grania w kapeli. Pewnego dnia stanęliśmy więc przed przykrym wyborem: albo kontynuować działalność bez Mike'a albo zaprzestać jej w ogóle. Prawdę mówiąc, miałem nadzieję, że załatwimy tę kwestię polubownie, bo traktowałem Mike'a jak przyjaciela. Cały Moonspell postrzegam jako swego rodzaju rodzinę i na co dzień nie rozważam scenariusza, w którym jeden z jej członków nagle znika. Ostatecznie postanowiłem kontynuować, choć złamało mi to serce. Naturalnie życzę Mike'owi jak najlepiej.

Moonspell, Aleksandrów Łódzki 7.09.2024, fot. Verghityax
Kiedy informowaliście o rozstaniu z Mikiem, równocześnie przedstawiliście światu nowego perkusistę. Został nim Hugo Ribeiro, który - co całkiem zabawne - nosi takie samo nazwisko jak ty, choć nie jesteście spokrewnieni. Gdzie go znaleźliście?
Ribeiro to w Portugalii dość powszechne nazwisko (śmiech). Co do poszukiwań bębniarza, to nie brałem w nich udziału. Dałem Pedro (Paixao, klawiszowcowi - przyp. red.) i Ricardo (Amorimowi, gitarzyście - przyp. red.) wolną rękę, ponieważ pisanie muzyki to ich działka. Nie zrozum mnie źle, nie chciałbym grać z byle kim, ale jako kompozytorzy oni wiedzą najlepiej, czego Moonspell potrzebuje pod tym względem. Są sytuacje, w których decydujący głos należy do mnie, lecz nie jest to regułą. Łączą nas zdrowe i dojrzałe relacje, nikogo nie rozstawiam po kątach. Po tym, jak Mike opuścił formację, chciałem, by reszta wzięła na siebie większą odpowiedzialność.
Co do Hugo, Pedro poznał go parę lat wcześniej i chwalił jego grę na bębnach. Kiedy Mike się z nami pożegnał, pandemia akurat przybrała na sile i wszystkie trasy zostały odwołane, mieliśmy więc nieco czasu do namysłu. Nie robiło mi różnicy, czy wybierzemy Portugalczyka, czy obcokrajowca, byle mieszkał relatywnie blisko. Pedro zaproponował, byśmy zaprosili Hugo na próbę i tak też się stało. Pierwsze spotkanie wypadło bardzo obiecująco. Hugo okazał się być skromnym, pracowitym gościem z wielką pasją do rocka i metalu. Zaskoczył mnie tym, jak gruntownie się przygotował i jak dobrze znał nasz materiał. Niezależnie od tego, czy kazaliśmy mu zagrać "Wolfshade", czy "Night Eternal", z każdym zadaniem poradził sobie znakomicie. Myślę, że nie mogliśmy lepiej trafić.
Z Hugo na pokładzie weszliście do "Orgone Studios", aby tam zarejestrować album "Hermitage". To była wasza pierwsza wizyta w tym miejscu. Jak wspominasz sesję i jak wam się pracowało z Jaimem Gómezem Arellano?
Jeszcze podczas pisania materiału myśleliśmy, żeby współpracować z Jensem Bogrenem albo Tue Madsenem. Obaj wykonali dla Moonspell kawał świetnej roboty w przeszłości, pierwszy przy "Extinct", drugi przy "1755", dlatego nie wiedzieliśmy, w którą stronę się zwrócić. A potem pojawiły się komplikacje z Mikiem. Wkrótce do zawirowań personalnych dołączyły zmiany na niwie muzycznej - nasze kompozycje zaczęły dryfować w bardziej psychodelicznym i progresywnym kierunku, uwidoczniły się też wpływy takich zespołów, jak Bathory, Pink Floyd, Iron Maiden czy Candlemass. W rezultacie wyszedł nam całkiem nastrojowy album i potrzebowaliśmy kogoś, kto zdoła uchwycić jego ducha. Czuliśmy, że "Hermitage" musi płynąć, a nie gubić słuchacza w gąszczu warstw. Przyznaję, nie jestem biegły w technicznych aspektach produkcji. Dla mnie brzmienie to głównie kwestia dynamiki i indywidualnych preferencji. Odniosłem wrażenie, że Jaime Gómez wyznaje podobną filozofię, skupiając się raczej na czynniku ludzkim. Jego dorobek był mi znany nim podjęliśmy współpracę - zaimponowało mi zwłaszcza to, co osiągnął na albumie "Obsidian" Paradise Lost. Jamie z kolei świetnie orientował się w naszych dokonaniach. Opowiadał nam, że w Kolumbii, skąd pochodzi, "Wolfheart" cieszył się ogromną popularnością.
Jestem niezmiernie zadowolony z końcowego efektu. Gdy włączyłem sobie "Hermitage" na winylu, dotarło do mnie, jak ciepłe ma brzmienie. Wielu metalowym wydawnictwom, które dziś powstają, brakuje przestrzeni i głębi. Wszystko jest za bardzo wysunięte do przodu, przez co człowiek nie wie, na czym ma się skupić. Jamie doskonale poukładał poszczególne elementy. Myślę, że jego wkład był tu kluczowy. Sam zresztą przyznał, że "Hermitage" to jedna z jego ulubionych produkcji. Dla nas to wspaniały komplement, biorąc pod uwagę, z jak wielkimi artystami pracował.


