- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
- Konto
- zaloguj się
- załóż konto
- po co?
wywiad: Vomitory
| Wykonawca: | Tobias Gustafsson - Vomitory (instrumenty perkusyjne) |
strona: 1 z 3

Vomitory (Tobias Gustafsson), materiały prasowe
Raptem kilka dni po przeprowadzeniu tego wywiadu gruchnęła wieść, że Urban Gustafsson opuścił Vomitory. Gdy rozmawiałem z jego młodszym bratem - Tobiasem Gustafssonem - nie zająknął się o tym ani słowem. Opowiedział mi za to o "In Death Throes", ostatnim albumie swojego zespołu, a także poprzedzającym go "All Heads Are Gonna Roll". Tradycyjnie nie brakło też części historycznej. Jeśli chcecie się dowiedzieć, skąd wzięła się nazwa Vomitory, czy można nagrać deathmetalową płytę w szkole podstawowej oraz kto widnieje na okładce "Raped in Their Own Blood", to zapraszam do lektury.
rockmetal.pl: Cześć, Tobias! Promujecie obecnie swój dziesiąty longplay studyjny, zatytułowany "In Death Throes". Wasz poprzedni album i zarazem pierwszy po reaktywacji, "All Heads Are Gonna Roll", spotkał się z nad wyraz ciepłym przyjęciem. Czy w związku z tym odczuwaliście większą presję, pracując nad jego następcą?
Tobias Gustafsson: Odrobinę. "All Heads Are Gonna Roll" powstawał w tajemnicy - nikomu poza wytwórnią nie zdradziliśmy swoich planów. Dopiero po zakończeniu pracy ogłosiliśmy datę premiery. Tym razem nie było efektu zaskoczenia. Wiedzieliśmy, że musimy stworzyć coś, co dorówna tamtej płycie lub nawet ją przebije. Sądzę, że udało nam się tego dokonać, ale to już pozostawiamy ocenie fanów. Na razie reakcje są pozytywne i to mnie bardzo cieszy.

Vomitory, Gdańsk 9.04.2026, fot. Agnieszka "vSpectrum" Jędrzejewska
Partie instrumentów na "All Heads Are Gonna Roll" zrealizowaliście w "Bunker Z16". W przypadku "In Death Throes" wasz wybór padł na "Leon Music Studios" i "Goff Studios". Skąd ta decyzja?
"Bunker Z16" to nasza sala prób. Skorzystaliśmy wtedy z mobilnego studia nagrań, bo uznaliśmy, że tak będzie wygodniej. I faktycznie, było wygodniej, lecz skupianie się na kolejnych podejściach przychodziło mi z dużo większym trudem. W mniej znajomym otoczeniu łatwiej jest utrzymać koncentrację. Poza tym chciałem usprawnić brzmienie swoich bębnów, a "Leon Music" ma świetną akustykę i wiele różnych mikrofonów. Gitarę i bas zarejestrowaliśmy w domowym studio Christiana (Fredrikssona - przyp. red.), naszego nowego gitarzysty. To pozwoliło nam na elastyczne godziny pracy. Nawiasem mówiąc, dziś nie potrzebujesz wielkich wzmacniaczy, by uzyskać klarowne ślady gitary i basu. Możesz to zrobić choćby w mieszkaniu. Ale perkusja wymaga odpowiednich warunków, jeśli ma brzmieć porządnie.
Na "All Heads Are Gonna Roll" rolę inżyniera dźwięku pełnił Mats Lindstrom, a przy "In Death Throes" pomagał wam Rikard Lofgren. Czy ta zmiana wpłynęła na ostateczny rezultat?
Uważam, że tak. Moje partie na "In Death Throes" wypadły ździebko lepiej niż w trakcie sesji do "All Heads Are Gonna Roll". Spora w tym zasługa samego studia, ale również Rikarda, który jest doświadczonym producentem. Wielokrotnie podążaliśmy za jego radą, czy to w kwestii bębnów, czy wokalu. Gość zna się na rzeczy. Z Erikiem (Rundqvistem, wokalistą - przyp. red.) szybko znaleźli wspólny język.
Miksami i masteringiem ponownie zajął się Lawrence Mackrory. Zgaduję, że wróciliście do niego z powodu sukcesu "All Heads Are Gonna Roll"?
Owszem. Lawrence potrafi ukręcić naprawdę potężny i surowy dźwięk, jednocześnie nie tracąc nic na selektywności. Co równie ważne, wie, gdzie należy wpuścić nieco powietrza. To nadaje utworom wyjątkowego charakteru.
Jak na niego trafiliście?
Lawrence jest wokalistą thrashowego F.K.U. Rewelacyjna kapela w starym stylu. Przez jakiś czas udzielał się też w Darkane. Poznaliśmy go i pozostałych chłopaków z F.K.U. dawno temu, gdy grali na tym samym festiwalu, co my. Później zaczął zajmować się miksami i masteringiem, asystując Danielowi Bergstrandowi. Kiedy planowaliśmy sesję nagraniową do "All Heads Are Gonna Roll", zastanawialiśmy się, komu powierzyć obróbkę materiału. Nazwisko Lawrence'a dość wcześnie pojawiło się na liście kandydatów. Po krótkiej dyskusji to z nim postanowiliśmy współpracować. I cóż, wykonał fantastyczną robotę. Na każdym etapie jasno komunikował nam swoje uwagi, więc współpraca przebiegła nadzwyczaj gładko.
Drugą osobą, którą zaangażowaliście po raz kolejny, jest grecki grafik Giannis Nakos. Otrzymał od was jakieś wytyczne, co do zawartości okładki, czy to wyłącznie jego wizja?
Przekazaliśmy mu kilka pomysłów oraz tekst tytułowego kawałka, a resztę zdziałała jego inwencja twórcza. Przyznam, że trochę inaczej wyobrażaliśmy sobie ten obrazek, lecz i tak przypadł nam do gustu.
Ktoś wam Giannisa polecił?
Nie, sam go znalazłem i to zupełnym przypadkiem - wyskoczył mi gdzieś na mediach społecznościowych. Po raz pierwszy nawiązałem z nim kontakt około 2013 roku, gdy Vomitory przestał istnieć i założyliśmy z Erikiem zespół Cut Up. Szukaliśmy kogoś, kto narysuje nam logo. Ostatecznie wybraliśmy wtedy innego artystę, ale zapamiętałem Giannisa jako sympatycznego, bezproblemowego gościa. Odezwałem się do niego ponownie, kiedy kompletowaliśmy ekipę do "All Heads Are Gonna Roll".

Vomitory (od lewej do prawej: Tobias Gustafsson, Erik Rundqvist, Urban Gustafsson i Christian Fredriksson), fot. Marcus Svensson
"In Death Throes" to pierwsze dokonanie Vomitory ze wspomnianym już gitarzystą Christianem Fredrikssonem. Zastąpił on w 2025 roku Petera Ostlunda. Mogę zapytać, dlaczego się rozstaliście?
W 2023 roku Peter poinformował nas, że musi zrobić sobie przerwę od zespołu i spędzić trochę czasu z rodziną. Oczywiście to w pełni zrozumiałe, dlatego daliśmy mu zielone światło, a sami zwróciliśmy się o pomoc do Christiana Fredrikssona. Po upływie roku skontaktowaliśmy się z Peterem. Okazało się, że sytuacja nie uległa zmianie i wciąż jest nieosiągalny. Doszliśmy zatem do wniosku, że najsensowniejszym wyjściem będzie zakończenie współpracy. To była obopólna decyzja. Żal się było żegnać, przecież zjedliśmy razem niejedną beczkę soli. Mimo to uważamy, że Peter postąpił właściwie - rodzina powinna stać na pierwszym miejscu. A nam nie pozostało nic innego, jak szukać zastępstwa. Na szczęście Christian raz jeszcze wyratował nas z opresji. Grał z nami od kilkunastu miesięcy i dobrze się dogadywaliśmy, wydawał się więc idealnym kandydatem. Gdy zaproponowaliśmy stałą współpracę, zgodził się bez wahania.
Materiały dotyczące zespołu
- Vomitory


