zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 7 sierpnia 2026

wywiad: Vomitory

6.08.2026  autor: Verghityax

Wykonawca:  Tobias Gustafsson - Vomitory (instrumenty perkusyjne)

strona: 2 z 3

Vomitory (Tobias Gustafsson), materiały prasowe
Vomitory (Tobias Gustafsson), materiały prasowe

Czy Christian miał duży wpływ na kształt materiału na "In Death Throes"?

Można tak powiedzieć. Skomponował cztery z dziesięciu utworów: "For Gore and Country", "In Death Throes", "Erased in Red" i "The Zombie War General". Zanim do nas dołączył, był fanem Vomitory od wielu lat. Doskonale wiedział, jak wpasować się w naszą stylistykę.

Chciałbym teraz porozmawiać o początkach twojej muzycznej drogi. Jak się to wszystko zaczęło?

Muzyka pociągała mnie odkąd pamiętam. Szczególny zachwyt wzbudzała we mnie perkusja, choć wówczas nie miałem o niej bladego pojęcia. Już jako dziecko oglądałem programy, w których prezentowano występy na żywo. Prócz tego sporo słuchałem Noice, to była rockowa kapela ze Szwecji, niezmiernie popularna na przełomie lat 70. i 80. A potem wkręciłem się w metal. Mój starszy brat Ubran zbierał przeróżne kasety. Pewnego dnia przyniósł ze sobą Saxon. Pokochałem ich od pierwszego momentu i nadal są bliscy memu sercu. Następnie poznałem Accept, a w 1982 roku Iron Maiden, który zawojował mój świat. Do dziś to mój ulubiony zespół. W listopadzie 1990 roku wybrałem się na ich koncert do Sztokholmu - to była część trasy promującej album "No Prayer for the Dying". Saxon zobaczyłem dopiero w 1996 roku w Karlstad. Zdziwiłem się, że grają w niewielkim klubie dla kilkuset osób, mimo to dali z siebie wszystko. Stałem w pierwszym rzędzie i bawiłem się przednio.

Vomitory (od lewej do prawej: Tobias Gustafsson, Kalle Sundin, Christian Fredriksson i Erik Rundqvist), materiały prasowe
Vomitory (od lewej do prawej: Tobias Gustafsson, Kalle Sundin, Christian Fredriksson i Erik Rundqvist), materiały prasowe

Kiedy zacząłeś bębnić i co to był za sprzęt?

To było latem 1987 roku, właśnie skończyłem szóstą klasę podstawówki. Miałem odłożonych trochę pieniędzy, resztę dołożyli mi rodzice. Kupiliśmy używany zestaw tajwańskiej marki Getz, w kolorze ciemnoniebieskim. Składał się z jednej centrali, dwóch tom-tomów, jednego floor toma, werbla, hi-hata i talerza. Byłem wniebowzięty. Po paru latach sprzedałem go, żeby sprawić sobie coś większego Tamy.

Popraw mnie, jeśli się mylę, ale perkusja to nie jedyny instrument, który potrafisz obsłużyć. Podobno umiesz też grać i komponować na gitarze.

To prawda. Za gitarę chwyciłem jeszcze przed bębnami. Jestem zupełnym samoukiem - podstawowe chwyty przyswajałem sobie na akustyku mojego ojca, słuchając albumu "Stay Hungry" Twisted Sister. Szlifowałem swoje umiejętności nawet wtedy, gdy perkusja stała się moim głównym instrumentem. Dla Vomitory komponuję w zasadzie od początku, oczywiście na gitarze elektrycznej, nie na akustyku (śmiech). Używam ESP LTD EC-400 z przetwornikami EMG oraz Jackson Warrior.

Vomitory (od lewej do prawej: Urban Gustafsson, Tobias Gustafsson, Erik Rundqvist i Christian Fredriksson), materiały prasowe
Vomitory (od lewej do prawej: Urban Gustafsson, Tobias Gustafsson, Erik Rundqvist i Christian Fredriksson), materiały prasowe

W 1989 roku założyliście Vomitory. Oprócz ciebie i twojego brata w skład grupy wszedł Ronnie Olson na basie i wokalu. Skąd go znaliście?

Gwoli ścisłości to Urban i Ronnie założyli Vomitory, ja dołączyłem do nich chwilę później. Ronnie chodził do tej samej szkoły, co ja, tylko o klasę wyżej. Był jednym z niewielu metalowców, których mijałem na korytarzu, dlatego szybko nawiązaliśmy kontakt.

Skąd wzięła się nazwa Vomitory?

Ja na nią wpadłem. Nim Tiamat zdobył sławę pod swą obecną nazwą, posługiwał się szyldem Treblinka. Któregoś razu wpadła mi w ręce ich EP-ka "Severe Abominations". Obejrzałem dokładnie obwolutę. Moją uwagę zwróciła ksywka gitarzysty: Emetic. Nie wiedziałem, co to znaczy, więc zajrzałem do słownika. Okazało się, że to środek wymiotny. Obok widniał synonim: vomitory. Uznałem, że brzmi bajerancko! Wiele lat później występowałem w Torture Division. Po koncercie w Sztokholmie, który miał miejsce w 2007 roku, za kulisami podszedł do mnie jakiś gość i przedstawił się: "cześć, Tobias, jestem Emetic". Jego prawdziwe imię to Stefan Lagergren, grał wówczas w kapeli Mr. Death. Znał historię nazwy Vomitory i chciał po prostu zagadać. Przemiły facet.

Vomitory, Gdańsk 9.04.2026, fot. Agnieszka "vSpectrum" Jędrzejewska
Vomitory, Gdańsk 9.04.2026, fot. Agnieszka "vSpectrum" Jędrzejewska

Gdzieś w 1990 roku Vomitory rozrósł się do kwartetu za sprawą basisty Bengta Sunda. Jak do tego doszło?

To Ronnie ściągnął Bengta do kapeli. Znali się chyba z gimnazjum. A powód był prozaiczny. Ronnie wolał skupić się wyłącznie na śpiewaniu, poza tym nie radził sobie z basem tak dobrze, jak byśmy chcieli. Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku, że warto by rozbudować brzmienie o drugą gitarę i tutaj z pomocą przyszedł nam Bengt. Polecił nam swojego kumpla Ulfa Dalegrena - przedtem obaj grali w Nezgaroth.

W 1992 roku - już w pięcioosobowym składzie - przygotowaliście swoją debiutancką demówkę. Korzystaliście na tym etapie z usług profesjonalnego studia?

Nie. Zwróciliśmy się do pewnego gościa (Bjorna Kjellgrena - przyp. red.), który miał niezły sprzęt nagraniowy i domowe studio. Urządził je w pokoju obok salonu.

Z Bengtem na basie wydaliście jeszcze EP-kę "Moribund", po czym w 1993 roku opuścił on formację. Co się stało?

Bengt ewidentnie nie czuł się dobrze w Vomitory, bo wiecznie na coś narzekał. Któregoś dnia zmęczyło nas to ciągłe marudzenie i poprosiliśmy go o opuszczenie zespołu. Najpierw zareagował złością, ale potem wyraźnie się uspokoił i stwierdził, że mu to na rękę. Na jego miejsce przyjęliśmy Thomasa Bergqvista. Podobnie jak Bengt i Ulf, udzielał się w Nazgaroth. Okazał się cholernie zdolnym basistą.

W kwietniu 1996 roku weszliście do "Prima Volta Studio", gdzie zarejestrowaliście swój pierwszy longplay studyjny, pt. "Raped in Their Own Blood". Pamiętasz cokolwiek z tej sesji?

No jasne. "Prima Volta Studio" mieściło się w szkole podstawowej w Forshadze, skąd pochodzimy. Specjalnie na ten cel dyrekcja wydzieliła część salki muzycznej. Oczywiście nie było to w pełni profesjonalne studio, ale mieliśmy je pod ręką i nie przekraczało naszych możliwości finansowych. Produkcją i miksami zająłem się sam, choć muszę zaznaczyć, że nie kształciłem się w tym kierunku. Wszystko robiliśmy metodą prób i błędów. Wcześniej pełniłem tam funkcję realizatora dla kilku lokalnych zespołów, więc posiadałem już minimalne doświadczenie. Sesja przebiegła nad wyraz spokojnie, bo nagrywaliśmy bez udziału osób trzecich.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu