Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
95% |
| liczba ocen: |
270 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Armia "Antiarmia"
|
Nazwa zespołu: Armia
Tytuł płyty: "Antiarmia"
| Utwory: |
Na ulice; Jestem drzewo, jestem ptak; Jeżeli...; Aguirre; Trzy znaki; Saluto; Intro; Hejszarawiara; Wojny bez łez; Wołanie o pomoc; W niczyjej sprawie; Nigdzie, teraz, tutaj; Wiatr wieje tam, gdzie chce; Święto rewolucji; Sędziowie; Nic już nie przeszkodzi; Siódmy; Niewidzialna armia; Niewidzialna armia II; Zostaw to; Bombadil w locie; She Is A Punk Rocker; Yyz |
| Wykonawcy: |
Budzy - wokal; Afa - gitara; Popcorn - gitara; Paweł Klimczak - gitara; Gogo Szulc - instrumenty perkusyjne; Stopa - instrumenty perkusyjne; Rołt Janek - instrumenty perkusyjne; Beata Kozak - instrumenty perkusyjne; Dr Kmieta - gitara basowa; Alik Dziki - gitara basowa; Żwirek - gitara basowa; Banan - instrumenty klawiszowe, wokal, waltornia; Wojtek Konikiewicz - instrumenty klawiszowe |
Wydawcy: Ars Mundi
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 4
Armia jest zespołem chrześcijańsko-punkowym. Wydała już parę płyt, a ta,
którą opisuję, jest powtórnym wydaniem albumu z 1988 roku. Znalazły się
tu dwadzieścia trzy utwory (w tym dwa nowe), wszystkie teksty napisał
wokalista Tomasz Budzyński. Okładka robi dobre wrażenie, w środku jest
parę tekstów, podziękowania, a na ich początku "Chwała Ojcu i Synowi i
Duchowi Świętemu" - to zdanie zdradza przesłanie kasety.
A samo MC? No cóż. "Na ulice" - pierwszy kawałek - z fajnym tekstem,
ale wokal! Fatalny. Coś tam wrzeszczy, ględzi i śmieje się - taki
kultowy zespół z takim wokalem... Niewyraźnie wykrzyczane słowa psują
urok całej piosenki. A szkoda. Następne - "Jestem drzewo, jestem
ptak" tekścik też ma niezły, lecz znowu to, co przy poprzednim
utworze, no może odrobinę poprawiła się dykcja. "Jeżeli..." - atutem
tego utworu jest ciekawy początek. Na szczęście wokal jest tu już o
wiele lepszy. Słucham dalej. Bardzo fajny wstęp do utworu z gitarą
akustyczną - dobry punkt "Aguirre" (właściwie nigdy nie dowiedziałam
się, co oznacza ten tytuł). Później następuje rozczarowanie: banalna
rymowanka zamiast tekstu, okropna rąbanka z dziwnymi odgłosami
zamiast melodii i krzykacz zamiast wokalisty. Piosenka najzupełniej
niestrawna! Kolejny niewypał: "Trzy znaki" - nieciekawy głos Tomasza plus
brzęki na nienastrojonej gitarze. Zgroza... "Saluto" - o nim napiszę kilka
ciepłych słów. Linia melodyczna jest dopracowana, chórki całkiem niezłe,
wokal nareszcie znośny. Żywiołowy, udany utwór ma jednak jeden minus:
jest bardzo krótki. Dalej "Intro", naprawdę dobry. Odpręża
i uspokaja. "Hejszarawiara" - kawałek z bardzo ciekawym tekstem,
ale za to mniej ciekawym wykonaniem. I do tego dziwne zwolnienie koło
refrenu. O "Wojnach bez łez" szkoda pisać, ponieważ oprócz urozmaicenia
w postaci chórków zabrakło nawet wyraźnej melodii. Utwór jest zresztą
za długi. Następne jest "Wołanie o pomoc". Strona tekstowa dopracowana,
melodia taka sobie. "W niczyjej sprawie" - z tego utworu pochodzi kultowe
zdanie "...jestem głosem w niczyjej sprawie" - ale to ja teraz
mam głos - kolejny słabiutki kawałek. W "Nigdzie teraz tutaj" ktoś
inny zabiera się za śpiewanie i to jeszcze pogarsza sytuację. Totalna
żenada! Długo czekałam na "Wiatr wieje tam gdzie chce" - coś w rodzaju
"Intro", bardzo udany numer instrumentalny przywodzący na myśl góry,
potoki, źródła i oczywiście wiatr. Kolejnym kawałkiem jest "Święto
rewolucji". Wokal (jak zwykle) mnie zawiódł, a chórki? Widocznie wdają
się w lidera, bo stękają coś tam pod nosem. Zwyczajowo. Wszystkie utwory
są do siebie bardzo podobne, ale na wyróżnienie zasługują dwa covery:
"She Is A Punk Rocker", które wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie
swoim niezłym refrenem, dobrym wokalem(!), fajnym tekstem i rewelacyjną
melodią oraz "Yyz" - wspaniały utwór instrumentalny, za który należą
się wielkie brawa. W tych kawałkach zespół przeszedł sam siebie.
Ciężko aż tak źle pisać o Armii, bo przecież jest to kapela, na której
wychowały się ze dwa pokolenia metali i punków. Ciężko mi też mówić, co
inni czują przy ich muzyce - kiedy ta płyta była po raz pierwszy wydana,
ja bawiłam się miśkami w przedszkolu. Jednak obecnie
album po prostu nie wypada najlepiej. Jest tu pięć dobrych utworów,
za które należy się ta ocena, reszta po prostu nieudana. Szkoda,
że Armia wydając ten krążek po raz drugi nie pomyślała nad dopracowaniem
piosenek. Nie polecam, kupuj tylko wtedy, jeśli nie masz co zrobić z
kasą. Wydanie słabe i to jest pewne jak Amen w pacierzu.
autor: Mary SAy
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Rush
Słonko, jest taka kapela jak Rush, z Kanady. Grają od zawsze, kolesie mają chyba już po 70 lat i wyp...ją niesamowicie nadal. "YYZ" to jej kawałek. Mogą się nań porywac jedynie najlepsi.
|
| |
hahahaha
Saluto (gość, IP: 83.6.135.*), 2008-07-23 03:11:38
| odpowiedz | zgłoś
Dziewczyno, chyba nie rozumiesz sensu projektu jakim była Armia , gdy Budzy z Brylem i Sławomirem Gołaszewskim zapragneli wystartować z eksperymentalnym składem czadowym. Styl Armii opierał się na brzmieniu takich kapel jak G.B.H. czy Discharge, tyle,że Armia odleciała z ta muzyką zupełnie w inną stronę, zaczęli eksperymentować z instrumentami dętymi i dość monumentalnym poetyckim przesłaniem radykalnie różniącym się od nihilizmu podobnych kapel (np. Moskwa). Armia to wg mnie najbardziej oryginalny zespół czadowy na świecie. Recenzja nadaje się do rubryki "Malkontenci piszą....".
|
| |
dziwna recenzja....
To niesamowita płyta, która postawiła tzw. hardcore (tak, tak te wokale, ta rąbanka się tak nazywa) w zupełnie nowatorskim świetle. Aguirre to piosenka inspirowana filmem Wernera Herzoga "Aguirre - gniew boży" a Aguirre to hiszpański konkwistador. W wokalu Budzego widać jeszcze naleciałości z Siekiery ( poxniej wokal się wygładza z biegiem czasu), ale gitara Roberta Brylewskiego do końca jego pobytu w Armii pozostanie charakterystyczną ścianą dźwięku otaczająca słuchacza zewsząd. Przed załozeniem studia Złota Skała Armia była skazana na innych producentów. W przypadku tej płyty na winylu popełniono błedy techniczne i wydanie Ars Mundi miało porpawić brzmienie. Armia na początku nie miała przesłania stricte chrześcijańskiego, to było pomieszanie hardcore'u z poezją i brzmieniami instrumentów dętych. Tą płytę trzeba znać.
|
| |
ech...
heliogabal (gość, IP: 87.199.17.*), 2008-04-16 02:27:53
| odpowiedz | zgłoś
wyrwany z kontekstu ten album pewnie rzeczywiście może być odbierany w ten sposób. Ja nie potrafię odbierać tej muzyki beznamiętnie, za dużo wspomnień, przeżyć... A siła Armii chyba nigdy nie leżała w wokalu, zresztą punkrock w ogólności chyba nie słynie z bel canta.
|
| |
ta recenzja jest do bani
Armiabest (gość, IP: 83.8.213.*), 2008-03-08 10:14:13
| odpowiedz | zgłoś
Hehe dla mnie śmieszna recenzja..anty-armia to wspaniała płyta wychowali się na niej wszyscy punkowie ciekawe teksty świetna muzyka no i mocny wokal budzego , a czepiac się można najwyżej jakości nagrania.Gdy słucham tej płyty aż się łezka w oku zakręca, naprawde wspaniały zespół !
|
| |
Przykro mi...
elviElViedor (gość, IP: 87.205.224.*), 2008-01-16 20:41:00
| odpowiedz | zgłoś
Ponieważ najwyraźniej nie miałeś nigdy bliższej styczności z twórczością tego zespołu. Owszem, wokal może ci się nie podobać, itp. Nie neguję tego, to twój gust, nie mnie go oceniać.
Boli mnie zdanie: "taki kultowy zespół z takim wokalem..."... No cóż, jest to jedna z pierwszych płyt Armii (mianowicie druga), a 'czysty' wokal w początkach grania w Armii był niespotykany... Czysty, melodyjny wokal Budzego pojawił się w ostatnim dziesięcioleciu... Korzenie Armii trwają właśnie w krzyku i 'charkotaniu'.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|