Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
93% |
| liczba ocen: |
60 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Evergrey "Solitude, Dominance, Tragedy"
|
Nazwa zespołu: Evergrey
Tytuł płyty: "Solitude, Dominance, Tragedy"
| Utwory: |
Solitude Within; Nosferatu; The Shocking Truth; A Scattered Me; She Speaks To The Dead; When Darkness Falls; Words Mean Nothing; Damnation; The Corey Curse |
Wydawcy: Hall Of Sermon
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Nie zdziwił chyba zbytnio nikogo fakt, że Evergrey poproszony został
o nagranie kompozycji z bardzo szerokiego repertuaru dość nietypowej,
acz zasłużonej, grupy Yngvie Malmsteen's Rising Force. Muzyka, jaką
obie ekipy tworzą, ma bardzo wiele wspólnego. Nie ma tu jednak mowy
o jakimkolwiek kopiowaniu pomysłów czy wzorowaniu. Podobne jest na
pewno specyficzne wyczucie muzyki i wkładanie w nią wszystkich
swoich umiejętności i serca.
Najnowszy album Szwedów z Evergrey, zatytułowany "Solitude + Dominance +
Tragedy", posiada to "coś", co nie pozwala przejść obok niego obojętnie.
Być może muzycznie przypomina Rising Force, jednakże posiada o wiele
więcej elementów składowych, które idealnie komponują się w całość,
której nie da się jednoznacznie określić gatunkowo. Muzykę Evergrey
opisuję się jako power progresywną, aczkolwiek wydaje mi się, że jest
to zbyt duże uproszczenie i umniejszenie jej wartości estetycznych.
Oczywiście oba te elementami są podstawowymi składnikami. Jak przystało na
band power metalowy, gitary są na wysokim poziomie, pasaże instrumentalne
zachwycają świeżością i nowością, a solówki są na zaiste wirtuozerskim
pułapie. Riffy nie są ani nachalne, ani ograne, zadziwiają prostotą
i wyrazistością przekazu zarazem, nie pozwalając się zbyt szybko i
łatwo zaszufladkować. W muzyce tworzonej przez Evergrey odnaleźć można
wiele różnorodnych inspiracji i elementów gatunkowych. Jak przystało
na zespół progresywny, znajdujemy tutaj i skrzypce, i fortepian, i
klawisze, i kobiece wokale (acz w znikomej ilości), i wpływy orientalne,
jednak w proporcjach zdrowych i nie "zaśmiecających" brzmienia nadmierną
kumulacją. Co więcej, są też takie smaczki jak melodeklamacje w tle,
chóry gregoriańskie i dość nietypowe zakończenia kompozycji, które
dodają tylko kolejnych płaszczyzn odbioru. Jest także kilka zupełnych
perełek, które dodatkowo ubogacają i pogłębiają brzmienie. Mówię tutaj
o intrach na kontrabasie, czy zupełnie nowatorskie brzmienia "tych
samych" dzwonów kościelnych. Nie można także zapomnieć o elemencie,
który przywodzi skojarzenia zupełnie odmienne aniżeli metalowe. Chodzi
mianowicie o utwór "Words Mean Nothing", w którym wykorzystano wręcz
magiczne połączenie skrzypiec (które przypominają natychmiast o naszym
rodzimym Ankh) z dźwiękami harfy. Ten drugi instrument nie przypomina
jednak dzieł Andeasa Vollenweidera, ale raczej inną postać z kręgu muzyki
mistycznej - Loreenę Mckennitt. Duet skrzypiec i harfy brzmi jakby został
żywcem wyjęty z utworu "Santiago" czy "The Bonny Swans" i zabiera nas
w mistyczne obszary, w których od dawna już podróżuje wspomniana wyżej
pani, wprowadzając tym samym uczucie delikatnej mgiełki, przemykającej
się gdzieś między kompozycjami.
Wydaje mi się, że muzyka obroniłaby się sama, ale członkowie Evergrey nie
zakończyli swej pracy na niej. Wokal, od pierwszego słowa aż po ostatnie
westchnienie, nie pozwala oderwać od siebie uwagi. Niektórzy przyrównują
go do głosy Dio czy Coverdale'a, na co można przystać, oceniając tylko
manierę śpiewu. Barwa głosu Toma Englunda jest niespotykana w przemyśle
muzycznym. Jego charakterystyczna, a zarazem unikatowa chrypka, nie
podobna do żadnej innej chrypki, nadaje całej muzie naprawdę głębokiego
przekazu, prześladuje słuchacza długo po zakończeniu słuchania płyty.
Całość okraszona została wieloma przeszkadzajkami oraz bardzo specyficzną
oprawą tekstualną, podobną raczej do arcydzieł Kinga Diamonda (w
szczególności trylogia utworów, na bazie której oparta został okładka
płyty), jawi się słuchaczowi jako zmysłowa podróż w krainę smutku, mroku,
zadumy i mgły, gdzie zdają się przebywać wszyscy muzycy Evergrey.
Płyta "Solitude + Dominace + Tragedy" jest wydawnictwem, którego
nie da się zbyt szybko ani przyswoić, ani zdefiniować, będąc tym samym
dziełem wyróżnijącym się z całego szeregu zespołów, tworzących "podobną"
muzykę. Każdy, kto lubi ambitną muzykę i chce poszukać doznań na innej
płaszczyźnie emocjonalnej, winien zdecydowanie sięgnąć po najnowsze
dzieło Evergrey.
autor: Paweł Rusak
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|