Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
89% |
| liczba ocen: |
55 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Jimmi Page i Robert Plant "Walking into Clarksdale"
|
Nazwa zespołu: Jimmi Page i Robert Plant
Tytuł płyty: "Walking into Clarksdale"
| Utwory: |
Shining in the light; When the world was young; Upon a golden horse; Blue train; Please read the letter; Most High; Heart in your hand; Walking into Clarksdale; Burning up; When I was a child; House of love; Sons of freedom |
Wydawcy: Mercury Records
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
I oto stało się. Po raz pierwszy od rozpadu Led Zeppelin w 1980
roku, frontmani grupy Jimmy Page i Robert Plant nagrali razem nowy
materiał. Słowo "razem" jest tu bardzo istotne, solowe dokonania
jednego i drugiego okazały się bowiem w mniejszym lub większym
stopniu nieudane. No, może za wyjątkiem płyty nagranej przez Page'a
z Coverdalem w 1993 roku. Ale poza tym samodzielne nagrania Page'a
czy Planta nie przedstawiały większych wartości.
Duet tych panów tworzy potęgę. Słuchając "Walking into Clarksdale",
nie mogłem oprzeć się wrażeniu powrotu legendy... Mimo, że głos
Planta teoretycznie nie jest już taki, jak kiedyś. Jest inny, ale
to nie znaczy zły, lecz bardziej dojrzały. To ma swój urok,
oczywiście. Niektóre "dojrzałe" wykonania starych Zeppelinowskich
przebojów (vide płyta "No Quarter") podobają mi się nawet bardziej,
niż oryginalne...
"Walking into Clarksdale" to album zdecydowanie spokojniejszy,
aniżeli dokonania Led Zeppelin. Rozpoczyna się graną na gitarze
akustycznej kompozycją "Shining in the light". Dopiero jednak "Upon
a golden horse" uświadamia nam, że mamy do czynienia z ex-członkami
Led Zeppelin. Robert Plant udowadnia, że głos mu nie wysiadł,
a Jimmy Page - że reumatyzmu w palcach to on nie ma. ;-) Idąc dalej,
przez nieco popowy "Please read the letter", docieramy do bardzo
często tłuczonego w radiu utworu "Most High". Elementy orientalne
(pozostałość klimatu "No Quarter") oraz gitara Mistrza czynią
z niego rewelacyjną piosenkę, którą można słuchać na okrągło.
Entuzjazm ochładza nieco niedobór charakterystycznych solówek
gitarowych Jimmiego Page'a. Mistrz poprawia się w utworze tytułowym,
który bardzo przypomina starsze dokonania. W każdym razie pewno
nie brakuje w nim elementów, które można nazwać magią Led Zeppelin...
Podobnie jak w "Sons of freedom" czy "Burning up", która zaliczają
się do "ostrzejszych" utworów na płycie.
"Walking into Clarksdale" powstała w 33 dni. To stosunkowo krótki
okres. "Album ma odzwierciedlać nasz aktualny stan psychiki. Jesteśmy
już za starzy, by nagrywać album przez rok, dopieszczać go" - mówił
w jednym z wywiadów Robert Plant.
Na płycie brakuje utworów, które miałyby stać się kultowymi.
Ale też, kupując album, na nic takiego nie liczyłem. Inaczej "Walking
into Clarksdale" sygnowana byłaby magiczną nazwą Led Zeppelin...
Jimmy Page wiedząc, że nie uda mu się bez Jonesa i Bonhama stworzyć
dzieła tak kultowego, jak któraś z pierwszych sześciu płyt Zeppelinów,
zrezygnował z sygnowania płyty tą nazwą. I słusznie uczynił.
Oczywiście nie umniejszam tym wartości nowego albumu duetu Page/Plant.
To dobra, rockowa pozycja. Swoisty rodzynek na zdominowanym przez
pop rynku. Gorąco polecam wszystkim zwolennikom tego rodzaju muzyki.
A i wykonanie jest nie do pogardzenia... Płyta zadowoli na pewno
nie tylko fanów legendarnego Led Zeppelin.
autor: Wojtek Michalski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|