zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 20 marca 2019

recenzja: The Cure "Disintegration"

12.02.2001  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: The Cure
Tytuł płyty: "Disintegration"
Utwory: Plainsong; Pictures Of You; Closedown; Lovesong; Last Dance; Lullaby; Fascination Street; Prayers for Rain; The Same Deep Water As You; Disintegration; Homesick; Unitiled
Wykonawcy: Robert Smith - gitara, instrumenty klawiszowe, wokal; Simon Gallup - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Porl Thompson - gitara; Boris Williams - instrumenty perkusyjne; Roger O'Donnell - instrumenty klawiszowe; Laurence Tolhurst - inne instrumenty
Wydawcy: Fiction Records
Rok wydania: 1989
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Czy muzyka może być lekarstwem dla "obolałej" duszy? Czy emocje w niej zawarte mogą do złudzenia przypominać własne odczucia, myśli i pragnienia? Czy wreszcie słowa z niej płynące mogą być dźwiękowym odpowiednikiem pamiętnika? Jest tylko jedna odpowiedź na wszystkie te pytania. Odpowiedź twierdząca. Odpowiedź podparta muzycznym dowodem... Trudno zresztą się temu dziwić, gdy już sama nazwa zespołu jest specyficznym rodzajem Lekarstwa...

To nie czas i miejsce, by raz jeszcze przypominać o wyjątkowym miejscu The Cure w krainie rocka. Takie wspominki byłyby dla wielbicieli tej grupy banałem, zaś przeciwnicy na pewno i tym razem nie uwierzyliby, że "Pornography", "Faith" czy "Disintegration" to jedne z najoryginalniejszych muzycznych dzieł lat osiemdziesiątych. Wielka trójka... Pełna smutku i przejęcia trylogia (oczywiście traktowana dość umownie, termin "trylogia" oznacza w tym przypadku najlepsze płyty). Dźwiękowy portret ludzkiego życia... Nie mogłam przejść obojętnie obok tego zespołu. Nie po tym, jak usłyszałam "Disintegration".

To był pierwszy album Lekarstwa, z którym się zetknęłam. Wcześniej znałam ich tylko z pojedynczych piosenek (nieśmiertelne "Boy's Don't Cry"), a poza tym jakoś tak bardziej ciągnęło mnie w stronę cięższego uderzenia. Jednak już pierwsze przesłuchanie wywołało u mnie coś na kształt szoku. Było tam wszystko to, co w muzyce kocham najbardziej - piękno, smutek, poczucie osamotnienia. Totalna dezintegracja... The Cure urzekło mnie swą niezwyczajną zwyczajnością, wręcz prostotą. Bo przecież ich kompozycje nie są jakoś szczególnie zawiłe i skomplikowane - przeciwnie, konstruowane są przy pomocy tradycyjnych rockowych instrumentów (ten fantastyczny bas - choćby w "Fascination Street"), łatwych do zapamiętania schematów muzycznych. A jednak właśnie ta prostota podnosi ich twórczość do miana sztuki. Bo choć grać w ten sposób mogło wielu, to jednak nikomu nie udało się wykreować tak przejmującej atmosfery. Atmosfery pełnej jakiegoś przenikliwego chłodu i przeraźliwie szczerego smutku. No i te teksty (może raczej poezja) - opowiadające o niespełnionych nadziejach, przemijaniu, utraconych uczuciach ("Last Dance", "The Same Deep Water As You", "Pictures of You"). Do tej układanki koniecznie należy dołączyć niesamowity dramatyzm i charyzmatyczny, pełen ekspresji wokal Roberta Smitha. W tytułowym kawałku "wyrzucany" tekst bardziej niż śpiew przypomina słowa wypowiadane pod wpływem danej chwili, pod wpływem jakiegoś zdarzenia (jak sugeruje tytuł niezbyt przyjemnego). Przez długi czas nie byłam w stanie słuchać dwóch ostatnich kawałków z "Disintegration", wydawało mi się bowiem, że psują one nieco dramatyzm wykreowany przez utwór tytułowy. Dla mnie po czymś takim mogła nastać tylko cisza... Sam na sam z własnymi myślami... Jednak w końcu się przełamałam - "Homesick" i "Untitled" są tu po to, by rozpalić płomień nadziei. Bo mimo wszechobecnego zimna znaleźć można na "Disintegration" chwilowe przebłyski szczęścia i radości - choćby w dobrze znanym "Lullaby", czy w "Lovesong". Ten ostatni utwór to niby taka banalna, wręcz popowa piosenka (o wiecznej miłości!). A jednak jest w niej coś magicznego, niespotykanego. Bo przecież prostota to jeden z najlepszych atutów The Cure. Prostota utkana z arystokratycznego wdzięku.

"Disintegration" doskonale sprawdza się jako dźwiękowe tło do wieczornych spacerów po zatłoczonych ulicach (fascynacji?). To tak jakby ktoś jednym magicznym przyciskiem wyłączył odgłos świata. Zabiegani ludzie, szczęsliwe pary, nędzni żebracy, porzuceni kochankowie, bezimienne postacie... wszyscy oni biorą udział w przedstawieniu, są niczym marionetki, którym muzyka układa scenariusz. Brzmi tak, jakby była dźwiękowym odzwierciedleniem myśli i serca. Pełno w niej chłodu, ale i piękna. Pełno szczerości i zaangażowania. The Cure doskonale wiedzą jak to zrobić. Zaufaj i podążaj wraz ze mną na Ulicę Fascynacji...

Komentarze
Dodaj komentarz »
różne oblicza albumów
Marcin Kutera (wyślij pw), 2012-09-02 09:53:42 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie to Pornography rządzi, chodź Desintegration też jest bardzo dobra, mimo że już skierowana bardziej w kierunku pop, za to pornography to mroczna, genialna droga twórczości Mr Smitha
re: różne oblicza albumów
pik (gość, IP: 79.163.40.*), 2012-09-02 17:52:40 | odpowiedz | zgłoś
jak dla mnie 1.Pornography 2. Desintegration 3.Faith to moja ulubiona kuracja
re: różne oblicza albumów
wac (gość, IP: 62.21.55.*), 2012-11-08 22:14:21 | odpowiedz | zgłoś
Kiss Me - numer 1! kalejdoskop stylistyczny dużo lepiej oddaje klimat tego zespołu niż te natchnione smuty z Disintegration
Kamień milowy
krisstoff74 (gość, IP: 213.134.179.*), 2009-08-12 17:14:56 | odpowiedz | zgłoś
Disintegration to arcydzieło współczesnej pop-kultury. Kamień milowy w dorobku nurtu new & cold wave. Najdoskonalsze zarazem dokonanie zespołu The Cure. To jedyna TAKA płyta na całym świecie. Gratuluję malowniczej recenzji a przede wszystkim wyszukanej wrażliwości muzycznej. Serdecznie pozdrawiam.
Nie rozumiem jak można nie przekonac się do Homesick :)
Kecio (gość, IP: 83.23.102.*), 2009-03-28 00:43:05 | odpowiedz | zgłoś
Homesick to moim zdaniem jeden z piękniejszych utworów tej płyty jak również w dyskografii The Cure. To jaki klimat ten zespół tworzy za pomocą najprostszych dźwięków jest po prostu niesamowite :D Tego trzeba posłuchac!
Pozdrawiam ;D
----
happycow (gość, IP: 195.20.2.*), 2008-11-07 07:55:57 | odpowiedz | zgłoś
miło przeczytać o tej właśnie płycie, z tymi marionetkami to trochę przesadzone

Oceń płytę:

Aktualna ocena (355 głosów):

 
 
96%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Pink Floyd "Wish You Were Here"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: GSB
- autor: Tomasz Klimkowski

Armia "Legenda (reedycja)"
- autor: ad

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Led Zeppelin "II"
- autor: Kajetan Pawełczyk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak często bywasz w muzeach?