Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
86% |
| liczba ocen: |
93 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Peccatum "Amor Fati"
|
Nazwa zespołu: Peccatum
Tytuł płyty: "Amor Fati"
| Utwory: |
One Play. No Script; No Ttitle For A Cause; Murder; A Game Divine; ...; Rise; Ye Humans; Between The Living And The Dead; ...; The Watchers Mass |
Wydawcy: Candlelight / Mystic Production
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Uwielbiam płyty, które nie ujawniają swego piękna od razu po pierwszym
przesłuchaniu, płyty, które odkrywać należy stopniowo, bardzo powoli i
dokładnie, by przez chwilowe rozkojarzenie nie przeoczyć z pozoru mało
ważnego szczegółu. Nowego Peccatum słucham już po raz enty i wciąż mam
wrażenie, że coś umknęło mojej uwadze, że te dźwięki są dla mnie
nadal nieodkrytą tajemnicą. Zresztą w przypadku tej grupy to nic nowego,
wszak już na debiucie prezentowała muzykę niekonwencjonalną, niełatwą w
odbiorze. Muzykę z wierzchu nieco niedostępną, lecz wewnątrz niezwykle
urzekającą, pełną magii i grzesznego piękna.
Przy okazji "Strangling from Within" o Peccatum mówiono przede wszystkim
jako o ubocznym projekcie Ihsahna. Szybko jednak okazało się, że nie jest
to tylko odskocznia od Emperor, a samoistnie żyjący twór, który kroczy
ścieżką własnych przeżyć i uczuć. Teraz, przy drugim pełnometrażowym
albumie, nazwa Peccatum kojarzy się głównie z niesamowitą muzyką, czarną
sztuką, dramatycznym widowiskiem, teatrem, a nie z Ihsahnem i jego
macierzystą formacją. "Amor Fati" to kolejny akt opętanej opery, kolejny
ukłon w stronę Ciemności. Pierwsze, co rzuca się w uszy, to niewątpliwie
lepsze, potężniejsze brzmienie. Kolejne elementy tej układanki trzeba
dopasowywać do siebie bardzo powoli, ale na tym właśnie polega urok
tej muzyki. Pozorny chaos, szaleństwo, obłęd, całkowite zatracenie,
piękno, delikatność... Przeciwieństwa, które z pozoru nie mają ze sobą
nic wspólnego tu wzajemnie się przenikają, żyją nie tylko obok siebie,
lecz przede wszystkim ze sobą. Dzięki tej płycie Peccatum (po raz kolejny
zresztą) wymknęło się szufladkom. Bo czy jest to symfoniczny black
metal? To pojęcie to jedynie maleńki skrawek tego, co znaleźć można na
"Amor Fati". To jedynie maleńka część magicznej układanki. Tuż obok
rozsypano tysiące innych elementów - mroczna opera, muzyka klasyczna,
heavy metalowe solówki, deathowe motywy, symfonia dźwięków, gotycka
tęsknota, filmowe napięcie, dramatyzm i niepokój ("Between The Living
And The Dead", "A Game Divine"). Ta płyta zachwyca bogactwem dźwięków,
niekonwencjonalnymi pomysłami, zmianami tempa i nastroju. O ile na
"Strangling from Within" królowały wokale, o tyle na "Amor Fati"
więcej uwagi poświęcono warstwie gitarowej i w ogóle muzycznej. Nie
oznacza to jednak, że Ishan, Lord PZ i Ihriel sobie odpuścili - jest
wręcz przeciwnie, partie wokalne bowiem ułożono znacznie ciekawiej
niż na debiucie (więcej udziela się Ihriel), są tylko nieco schowane,
nie wybijają się już tak zdecydowanie na pierwszy plan, a jedynie(???)
współistnieją z dźwiękami. Dzięki temu zabiegowi grupa dowiodła,
że jej atutem nie są tylko fenomenalne głosy, lecz także niezwykle
ambitna i przebogata muzyka.
"Amor Fati" nie jest albumem łatwym w odbiorze. Po pierwszych
przesłuchaniach może nawet wydać się zbyt niezrozumiały. Jednak każdy,
kogo ta pozorna niedostępność nie zniechęci, zostanie usidlony piekielnie
piękną muzyką. Czy masz odwagę przyjąć to wyzwanie? Pokusa jest nie
do odparcia...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|