zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 20 stycznia 2019

recenzja: Asgaard "When the Twilight Set in Again"

10.01.2000  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Asgaard
Tytuł płyty: "When the Twilight Set in Again"
Utwory: Mournful Suite of Dreams; When the Twilight Set in Again; Legend of Passing; The Sirens; 1168; Night of Desire; Nameless Land of Stream
Wykonawcy: Małgorzata - flet, wokal; Honorata Stawicka - skrzypce; Wojciech Kostrzewa - instrumenty klawiszowe; Bartłomiej Kostrzewa - wokal, gitara; Paweł Woźniak - gitara; Jacek Monkiewicz - gitara basowa; Roman Gołębiowski - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Z Asgaard tak naprawdę po raz pierwszy zetknęłam się pod koniec 1996 roku, kiedy to egzystowali jeszcze w podziemiu i rozsyłali swoje demówki do mniej lub bardziej znanych metalowych pism. Najbardziej zaskakująca, przynajmniej dla mnie, była ówczesna średnia wieku w zespole, która wynosiła niewiele ponad 16 lat. Mimo to muzycy potrafili nieraz zaskoczyć dojrzałością myślenia i ciekawymi pomysłami. Na kolejny sygnał z głębi asgaardowej otchłani musiałam poczekać do '98 roku. W międzyczasie w zespole doszło do drobnych przetasowań personalnych, jednak przede wszystkim udało mu się trafić do samego Mystica.

Najpierw urzeka okładka. Góry, rzeka w promieniach zachodzącego słońca. Podobno autorem tej pięknej fotografii jest niejaki Samoth (hmm, brzmi bardzo znajomo...). Jeśli tak wygląda dźwiękowa kraina Asgaard, to można by zostać w niej na wieki... A jak jest naprawdę? Jak na debiut chyba dobrze. "When the Twilight Set in Again" to ciekawa płyta, pełna finezji i bogatych pomysłów. Muzyka oscyluje wokół niezwykle popularnego ostatnio "klimatycznego" grania. Są więc ciężkie gitary, sporo ładnej melodyki. Obok tradycyjnych dla rocka i metalu instrumentów, pojawiają się klawisze, a także wiolonczela i flet. Jest "brzydki" growling i piękny kobiecy śpiew. Jest tajemnicza atmosfera, mnóstwo uczuć i emocji, ukrytych w dźwiękach, jest też dla kontrastu nieco brutalności i "brudu". Właściwie obecnie tak gra niemal co drugi metalowy debiutant. Niby tak, ale nie wszystkim udaje się przebić przez ścianę wtórności, nie wszyscy mogą pochwalić się dojrzałym tokiem myślenia i dobrym materiałem. Muzyka Asgaard jakoś się broni. Nie, wcale nie jest zbytnio oryginalna i odkrywcza. Przeciwnie, nad "When the Twilight Set in Again" nieraz wznosi się duch My Dying Bride, czy dawnego Paradise Lost. Nie jest też skomplikowana, zawiła. Dominują tu raczej proste struktury muzyczne, płyta nie ciągnie się w nieskończoność, jest krótka, ale za to treściwa i skondensowana. Ma jednak w sobie to coś, czego brakuje wielu innym albumom z tego gatunku - klimat. Tu został wyrzeźbiony na kształt średniowiecza, mistycyzmu. Na kształt gotyckiego zamku, wzniesionego na tle z wolna zachodzącego słońca... Jak na tę odległą epokę przystało, dźwięki lejące się z "When the Twilight Set in Again" muszą się ze sobą kłócić, kontrastować. I rzeczywiście tak jest. Ta płyta z jednej strony jest surowa, ascetyczna, nieco uboga, z drugiej natomiast - wzniosła, romantyczna, piękna, przebogata... Niby i to już gdzieś było. Właściwie tak, można Asgaard potraktować obojętnie i z rezerwą. Można zarzucać im brak własnej koncepcji twórczej i oryginalności. Tylko obecnie jakby coraz trudniej stworzyć coś nowego w tym gatunku metalu. I prekursorzy tego nurtu grają dziś nieco inaczej. Czasem po prostu warto raz jeszcze przypomnieć sobie początki tego stylu.

"When the Twilight Set in Again" to jednak mimo wszystko ciekawa płyta, w której tętni szczerość. A to bardzo ważne. Jest w niej coś niezwykłego i magicznego, zarezerwowanego tylko dla Asgaard. Jednak nie wszyscy będą w stanie to odkryć.

Komentarze
Dodaj komentarz »