zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 8 grudnia 2019

recenzja: Icehouse "Man Of Colours"

5.07.2000  autor: Przemysław Semik
okładka płyty
Nazwa zespołu: Icehouse
Tytuł płyty: "Man Of Colours"
Utwory: Crazy; Electric Blue; Nothing Too Serious; Man Of Colours; Heartbreak Kid; The Kingdom; My Obsession; Girl In The Moon; Anybody's War; Sunrise; Crazy (12'' Mix); Crazy (Midnight Mix)
Wydawcy: The Massive Recording
Rok wydania: 1987
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Icehouse to grupa pochodząca z Australii. Powstała w 1977 roku w Sydney. Na początku działała pod nazwą Flowers, ale po czterech latach zmieniła ją na Icehouse. W roku 1987 ukazał się piąty z kolei album zespołu zatytułowany "Man Of Colours".

Płytę otwierają dwa przeboje: "Crazy" i "Electric Blue". Pierwszy rozpoczyna się efektowną gitarą z zastosowaniem echa. Głos wokalisty w niższych partiach może przypominać trochę głos Briana Ferry, choć nie usłyszymy tu tak charakterystycznego naturalnego vibrato. "Electric Blue" jest chyba jeszcze bardziej przebojowy niż poprzedni, co być może wiąże się z zastosowaniem ciekawych chórków w wykonaniu całego zespołu. "Nothing To Serious" - mało przebojowy, przypomina raczej dokonania Davida Bowiego. Jako czwarty na płycie mamy tytułowy "Man Of Colours". Jest to przecudna ballada. Jedna z najpiękniejszych jakie miałem okazję usłyszeć.

"I am The Man
A Simple Man
a Man of Colours
And Looking See
See Through The Years
Years of The Man
a Man of Colours...
...and Looking See
See Through These Tears
Tears of The Man
a Man of Colours"

Niesamowity klimat, jaki tworzą klawisze i głos wokalisty Ivy Daviesa sprawia, że mógłbym słuchać tego utworu bez końca. Niektórzy będą pamiętać ten utwór z audycji radiowych Tomasza Beksińskiego. "Heartbreak Kid" to kolejna ballada o dość dużej ekspresywności. Utwór daje wrażenie dużej przestrzeni i estetyki, która zawsze kojarzyła mi się z propozycjami Roxy Music. Pod koniec kompozycji urzekające solo gitarowe. Następny utwór na płycie to "The Kingdom". Bardzo przyjemna piosenka, zasługująca na przebój, choć nim się nie stała. Żeński głos w chórkach to zasługa gościnnie występującej tu Sheny Power. Wśród pozostałych czterech kompozycji wyróżnia się jeszcze ostatnia - "Sunrise". Utwór bardzo szybki (zwłaszcza w pierwszej części), dobrze zaaranżowany, choć mało przebojowy. Na uwagę zasługują tutaj bardzo ciekawe figury rytmiczne. Australijska wersja albumu oferuje nam jeszcze dodatkowo dwie wersje przeboju "Crazy", przy czym ta druga niewiele przypomina już oryginał, niemniej jednak jest bardzo interesująca. W sam raz na zakończenie przygody z "Man Of Colours".

Muzyka Icehouse to bardzo efektownie zaaranżowane piosenki, przypominające przeboje Roxy Music czy Davida Bowiego. Jeśli ktoś życzy sobie posłuchać lekkiego, łatwego w odbiorze i przyjemnego pop-rocka, to Icehouse i album "Man Of Colours" zaoferuje swoje kompozycje na najwyższym poziomie.

Komentarze
Dodaj komentarz »