zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 19 października 2018

recenzja: Death "The Sound of Perseverance"

16.11.2000  autor: Sanitarium
okładka płyty
Nazwa zespołu: Death
Tytuł płyty: "The Sound of Perseverance"
Utwory: Scavenger Of Human Sorrow; Bite The Pain; Spirit Crusher; Story To Tell; Flesh And The Power It Holds; Voice Of Soul; To Forgive Is To Suffer; A Moment Of Clarity; Painkiller
Wykonawcy: Chuck Schuldiner - wokal, gitara; Richard Christy - instrumenty perkusyjne; Scott Clendenin - gitara basowa; Shannon Hamm - gitara
Wydawcy: Nuclear Blast Records, Metal Mind Productions
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Death zna każdy. Każdy metal wie co to jest. Ale przypomnę, dla porządku To oni stworzyli death metal, to właśnie Chuck Schuldiner (lider) zwany jest ojcem tego gatunku, to on jako pierwszy połączył ostrą muzę z progresją, ale tak, by nadal pozostała to rasowy metal, który niczym wiertara wchodzi w mózg, rozwala czaszkę, dotyka najgłębszych okolic umysłu i przenika go niczym promienie gamma. Chuck to geniusz. Wystarczy...?

Zanim sobie kupiłem "The Sound of..." słyszałem opinie: że to już zbyt jazzowe, że Chuck zgubił głowę w komponowaniu, że przegiął pałę z tą progresją. Ale w końcu album dorwałem, CDek wylądował w odtwarzaczu, później było play i po 2,5 miesiąca kompakcik sobie tam pozostaje, a ja nadal katuję sprzęcior i kolumny, a przede wszystkim sąsiadów z dołu... Ludzie! Razem z "Individual Thought Patterns" i "Symbolic" (poprzednie płyty Death) "The Sound Of..." tworzy najlepszy kawałek progresywnego death metalu jaki w życiu słyszałem i chyba będę w życiu słyszał! Już się niecierpliwicie, więc wam opowiem, co tu znajdziecie. Rekordową ilość riffów gitarowych, zmiany tempa co kilka sekund, cholernie dobre teksty. Chuck po raz kolejny pokazał niesamowity kunszt. O czym śpiewa? To bardzo trafne obserwacje umierającego świata, pozytywnych uczuć i pokazywania ich takimi jakimi są. Jego wokal też się zmienił, jest bardziej skrzeczący i ostrzejszy, ale to idealnie wpasowuje się w resztę. Solówki są bardzo melodyjne, perkusista robi sieczkę z bębnów, o gwałconych gitarach nie wspomnę. W zasadzie każdy utwór inaczej się zaczyna niż kończy, każdy ma swoje niepowtarzalne momenty, każde drgnięcie struny jest wyostrzone. Raz mamy kosmiczną jazdę i kostkowanie, by po chwili kołysać się w wolnej melodii. Niesamowite. Takie kawałki jak "Scavenger of Human Sorrow", "Story to Tell", "Flesh And the Power It Holds", "Spirit Crusher" to prawdziwy kunszt progresywnego death metalu i zarazem najlepsze numery na albumie, ale reszta wcale im nie ustępuje, każdy jest inny, nigdy cię nie znudzą. Chuck już dobrze wie, jak najpierw rozpieścić słuchacza, aby później zesłać na niego masakrę i rzeź, aby zabić, by po chwili rzec: "Już dobrze, wszystko będzie dobrze, spokojnie". Nasuwa mi się jedno określenie podsumowujące ten album: POEZJA! Mamy tu też instrumentalny utwór, grany na początku na gitarce akustycznej, to prawdziwy głoś duszy ("Voice of Soul"). A na koniec jeszcze bonus w postaci covera "Painkiller" Judas Priest.

To nie jest zwykła muzyka, to sztuka. Nikt już nigdy nie powie nic ponad Śmierć w progresywnym death metalu, nikt już nie stworzy nic lepszego od twórczości Chucka, który w obecnej ma kłopoty ze zdrowiem... "The Sound of..." to najlepsze dopełnienie dwóch poprzednich płyt, zarazem jedyne w swoim rodzaju. Wszystko razem składa się na magnum opus gatunku, który zapoczątkował i jednocześnie wyrzeźbił wzór nie do pobicia i podrobienia: Chuck Schuldiner.

Amen.

CHUCK, NAGRAJ JESZCZE PŁYTĘ POD SZYLDEM DEATH!!!

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Death "The Sound of Perseverance"
Ork
Ork (wyślij pw), 2018-05-24 16:35:35 | odpowiedz | zgłoś
To ja może jedną łyżeczkę dziegciu umieszczę ;). Co prawda jestem wręcz wyznawcą Death, zwłaszcza od płyty Human, to jednak tę ostatnią oceniam najniżej. Kilka powodów:
- Najsłabszy skład, zwłaszcza jeżeli chodzi o osobę drugiego gitarzysty. Chuck zawsze angażował kogoś, kto grał w odmiennym stylu, wyróżniającego się brzmieniem... Tutaj gra facet niewiele różniący się od lidera, w dodatku tak jakby w studiu nie miał własnych gratów tylko wziął gitarę od Chucka i wypierdział na niej swoje. Brak DiGiorgia jeszcze jestem skłonny przeboleć, ale braku drugiej gitary uzupełniającej tę najważniejszą już nie.
- Wokale. Nie da się tego na dłuższą metę wytrzymać, zwłaszcza w połączeniu z brzmieniem, od którego bolą zęby. Gdzie tu przestrzeń o której niektórzy piszą? Ja przynajmniej nie zauważam, albo inaczej odberam pewne pojęcia.
- Materiał. Niby progresja, bo niby bardziej połamane, porozciągane... No fajnie, lubię, tylko gdzieś tu zatracono tę totalną motorykę znaną z wcześniejszczych albumów. "Symbolic" niby był lżejszy i łagodniejszy, też całkiem nazwijmy to progresywny miejscami, ale gdzie trzeba było tam do przodu pruła taka lokomotywa, że dziękuję bardzo. Tutaj tego mi brakuje.
Niemniej wiadomo, klasyka, poziom dla wielu właściwie nieosiągalny. I nie mam tu na myśli wykonania, techniki i takich tam.
re: Death "The Sound of Perseverance"
martinez1 (wyślij pw), 2018-05-24 17:20:00 | odpowiedz | zgłoś
Ciężko te zarzuty sie czytało. Skład wspaniały, muzyka rewelacyjna a to co wyczyniał Richard Christy to die nie mieści w makówce. No ale każdy ma prawo do swej oceny
re: Death "The Sound of Perseverance"
Ork
Ork (wyślij pw), 2018-05-24 19:44:54 | odpowiedz | zgłoś
Jeszcze może tylko sprostuję: uważam ją za najsłabszą z ostatnich czterech. To co było przed "Human" nigdy specjalnie do mnie nie trafiało. Owszem, szanuję, z sentymentu czasem posłucham, ale bez uniesień,
re: Death "The Sound of Perseverance"
Private Eco (gość, IP: 178.235.180.*), 2018-05-17 10:20:43 | odpowiedz | zgłoś
Album mojego życia:) Ciary od pierwszej sekundy openigowego przewalania kartofli przez Christyego, sound przestrzenny jak gdańska bazylika mariacka i naostrzony jak gilotyna na Robespierre'a. Przeładowana emocjami galopada z finałowym crescendo w okolicach "Voice of soul" i repetą na "To forgive is to suffer". Całkowity trans przy odsłuchu, ślinotok i mokre gacie. Jedna z najbardziej błyskotliwych dróg artystycznych w muzyce rozrywkowej. I tylko jedno, malutkie ale. Czego tam nie gra di Giorgio...
re: Death "The Sound of Perseverance"
Pumpciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2018-05-16 15:32:12 | odpowiedz | zgłoś
no Schuldiner niestety nie jako pierwszy połączył death metal z progresją bo zrobił to deko wcześniej Atheist.
re: Death "The Sound of Perseverance"
Krewetka (gość, IP: 93.105.177.*), 2018-05-16 22:23:38 | odpowiedz | zgłoś
fakt, chociaż najbardziej innowacyjną płytą technicznego deathmetalu była Focus grupy Cynic
re: Death "The Sound of Perseverance"
Pumpciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2018-05-17 13:45:33 | odpowiedz | zgłoś
a nawet czytałem wywiad z wokalista Atheist jak Schuldiner przychodził do nich i ich krytykował że progresja i jazz w death metalu jest niewskazany a potem się przekonał i sam poszedł w ta stronę a że Death był zespołem już znanym to i jego wersja takiego grania trafiła do większej grupy odbiorców przez co tak jak autor recenzji byli przekonani że Death był pierwszy.
re: Death "The Sound of Perseverance"
Private Eco (gość, IP: 178.235.180.*), 2018-05-17 23:54:32 | odpowiedz | zgłoś
Z całą sympatią dla Ateistów, Czak był po prostu lepszy:)
re: Death "The Sound of Perseverance"
Krewetka (gość, IP: 94.254.129.*), 2018-05-18 07:25:08 | odpowiedz | zgłoś
Nie wiadomo jakie płyty by nagrywał, ma przewagę medialną: ciężka choroba, a potem śmierć.
re: Death "The Sound of Perseverance"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2018-05-18 09:44:49 | odpowiedz | zgłoś
Wczesne płyty Death to brudny klasyczny deathmetal. Od Individual Chuck poszedł w
progresję. Dużo fanów woli te starsze płyty, a dla mnie twórczość Death jest bardziej różnorodna od Atheist. Ale nie wiem, który band nagrywał lepsze płyty, trzy pierwsze Atheist świetne.
« Nowsze
1