zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 25 lutego 2021

recenzja: Royal Republic "Save The Nation"

10.09.2012  autor: BS
okładka płyty
Nazwa zespołu: Royal Republic
Tytuł płyty: "Save The Nation"
Utwory: Save The Nation; You Ain't Nobody ('Til Somebody Hates You); Be My Baby; Everybody Wants To Be An Astronaut; Make Love Not War (If You Have To Make War - Be Sure To Make Time To Make Love In Between); Strangers Friends Lovers Strangers; Addictive; Molotov; Punch Drunk Love; Sailing Man; Let You Hair Down; Revolution; Vicious; I Don't Wanna Go Out
Wykonawcy: Adam Grahn - wokal, gitara; Hannes Irengard - gitara; Jonas Almen - gitara basowa; Per Andreasson - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Warner Music
Rok wydania: 2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Royal Republic to stosunkowo świeży zespół na światowej scenie rockowej, jego działalność zaczęła się w 2007 roku w szwedzkim Malmo. Na koncie grupy w sierpniu 2012 r. pojawił się drugi album, pt. "Save The Nation".

Już po pierwszych dźwiękach mamy odpowiedź na pytanie, o co tak naprawdę Szwedom chodzi. Muzyka Royal Republic nie jest zbytnio skomplikowana czy rozbudowana. To raczej materiał, przy którym muzycy i słuchacze mają się dobrze bawić. Są moc, energia i pozytywne zakręcenie. Istotną rolę w tym wszystkim odgrywa wokalista - Adam Grahn. Często bawi się swoim głosem i moduluje go w zabawny sposób, słychać, że panowie na co dzień są weseli i mają poczucie humoru. To zwiastował zresztą singiel "Addictive", który jest dobrym reprezentantem albumu.

Utwory zawarte na płycie stanowią w miarę jednolitą całość, wszystkie aż buchają energią, która skłania raczej do tańca i podskoków niż do machania głową i przepychania się pod sceną. Jakby powiedział jeden z bardziej znanych sportowców litewskiego pochodzenia - "nie ma opierdalania się"! Nie spotkamy tu żadnych ballad, pięknych utworów dla zakochanych albo chociażby nieprzesterowanych gitar. Całość szybko mija, trwa mniej niż czterdzieści minut, co przy czternastu numerach daje średnio niecałe trzy minuty na piosenkę. To akurat dobre podejście, jeśli chce się stworzyć album "zabawowy". To, co słyszymy, można nazwać lekkim skrzyżowaniem Lostprohets i Monster Magnet - mocne melodyjne rockowe riffy z delikatnym stonerowym zabarwieniem. Sprawdzi się w odtwarzaczu samochodowym podczas jazdy autostradą.

Jeśli ktoś miał okazję przesłuchać pierwszego albumu Szwedów, ten zauważy, że "Save The Nation" niewiele się od niego różni. I to jest mały problem, gdyż ta formuła być może przetrwa jeszcze jedną płytę, ale dalej panowie będą chyba musieli pomyśleć nad innymi rozwiązaniami. Inaczej zauroczenie muzyką Royal Republic minie tak szybko, jak szybko mija droga na wspomnianej autostradzie. Jeśli ktoś miał okazję przejechać się takową w naszym kraju to a) jest szczęściarzem, że akurat jakąś znalazł; b) wie, że taka jazda na dłuższą metę jest nużąca. Tak samo jest z Royal Republic - czeka ich albo szczęście, albo znużenie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
R
Szamrynquie
Szamrynquie (wyślij pw), 2012-09-10 20:45:24 | odpowiedz | zgłoś
To cóż, że ze Szwecji. To już się nudne robi, ile dobrych zespołów wypływa z tego kraju. P.S. recka też niczego sobie.