zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 6 maja 2021

recenzja: U2 "No Line on the Horizon"

14.03.2009  autor: Jakub "Rajmund" Gańko
okładka płyty
Nazwa zespołu: U2
Tytuł płyty: "No Line on the Horizon"
Utwory: No Line on the Horizon; Magnificent; Moment of Surrender; Unknown Caller; I'll Go Crazy if I Don't Go Crazy Tonight; Get On Your Boots; Stand Up Comedy; Fez - Being Born; White As Snow; Breathe; Cedars of Lebanon
Wykonawcy: Bono - wokal, gitara; The Edge - gitara; Adam Clayton - gitara basowa; Larry Mullen Jr. - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Interscope Records
Rok wydania: 2009
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 4

U2 w nowym tysiącleciu odcięło się od prowadzonych przez całe lata dziewięćdziesiąte elektronicznych eksperymentów i powróciło do rockowych korzeni. "All That You Can't Leave Behind" i "How to Dismantle an Atomic Bomb" sprzedały się o wiele lepiej, niż "Zooropa" czy "Pop", ale na ich poziom też narzekać raczej nie można - na obu krążkach znalazła się masa świetnych piosenek. Mimo to U2 postanowili kolejny raz wykonać woltę w swojej twórczości.

"No Line on the Horizon" miało z początku ukazać się pod postacią dwóch EPek: "Daylight" i "Darkness". Prace nad nimi rozpoczęto jeszcze w lipcu 2006 pod czujnym uchem i bujną brodą Ricka Rubina. Dwa utwory z tych sesji ("Window in the Skies" oraz nagrany we współpracy z Green Day "The Saints are Coming") mieliśmy okazję poznać za sprawą składanki "U2 18". Wkrótce potem zespół oświadczył, że zrywa współpracę z Rubinem i producentami nowego krążka będą Brian Eno i Daniel Lanois. Wydawało się, że to uspokajająca informacja - w końcu to właśnie ten duet wyprodukował szczytowe osiągnięcia U2, m.in. "The Joshua Tree" i "Achtung Baby". Ale przecież genialni producenci to nie wszystko...

Pierwsze wątpliwości zacząłem mieć 23 stycznia - wtedy właśnie ukazał się pierwszy singiel z "No Line on the Horizon": "Get on Your Boots". Energiczny, lecz udziwniony do granic możliwości utwór, oparty na dudniącym basie. Trudno się dziwić, że dość średnio radził sobie na listach przebojów - tak słabego lead singla U2 chyba jeszcze nie mieli. Fani Irlandczyków tak łatwo się jednak nie zrażają i jest ich na świecie wystarczająco wielu, by zapewnić multiplatynowy nakład nowej płycie zaraz po jej premierze - niezależnie od tego, jaki poziom będzie prezentować.

Oficjalna premiera miała mieć miejsce 27 lutego, jednak na skutek pomyłki australijskiego sklepu internetowego wytwórni Universal, cały album trafił do sieci dziewięć dni wcześniej. Początek płyty znacznie zmniejszył mój niepokój po pierwszym singlu. Otwierający ją utwór tytułowy to przepełniona gitarowym rzężeniem kompozycja z od razu wpadającym w ucho pianinowym refrenem. Doskonale współgrająca ze sobą sekcja rytmiczna, delikatne podbarwienie elektroniką - od razu przypominają się najlepsze momenty "Achtung Baby". Następny utwór urzeka już samym rozpoczęciem: potężną gitarą, z wybijanym na klawiszach rytmem. Jednak, gdy tylko wchodzi The Edge ze swoim najbardziej charakterystycznym riffem z możliwych, od razu okazuje się, że wstęp to tylko zmyłka. "Magnificent" to klasyczny, przestrzenny przebój U2, z jakich zespół najbardziej słynie. Wszystkie użyte w nim patenty słyszeliśmy już setki razy, jednak mimo to nie sposób się tym kawałkiem nie zachwycić i nie zadać pytania: czemu nie wybrano go na pierwszy singiel?

Niestety, rewelacyjny początek ma się nijak do dalszej części "No Line on the Horizon". Już trzecia kompozycja, "Moment of Surrender", ciągnie się niemiłosiernie przez siedem minut. Bono śpiewa z przejęciem na tle organów, lecz nie udaje mu się przykuć uwagi słuchacza w tej monotonnej kompozycji. Sam wokalista porównuje ją do pamiętnego "One" z "Achtung Baby", ale naprawdę nie wiem z której strony doszukiwać się podobieństwa. "Unknown Caller" rozkręca przez pierwsze dwie minuty nieśmiała gitara Edge'a. Nie jest już tak monotonnie, jak w "Moment of Surrender", wzbogacony charakterystycznym dla Bono zaśpiewem refren może się nawet podobać, cały utwór jednak sprawia wrażenie zbyt rozciągniętego. "I'll Go Crazy If I Don't Go Crazy Tonight" to nieudolna kalka "City of Blinding Lights" z poprzedniej płyty. Niestety, w odróżnieniu do tamtej piosenki, z "I'll Go Crazy..." najbardziej zapadają w pamięć tylko irytujące wersy wyśpiewane falsetem. W okolicach pierwszego singla robi się bardziej żywiołowo - nie oznacza to jednak, że wzrasta również poziom. "Stand Up Comedy" to funk z wyskandowanym refrenem, jakiego w dorobku U2 jeszcze nie było - mogło tak pozostać. "Fez-Being Born" rozpoczynają ambientowe brzmienia, wzbogacone zapożyczonymi z "Get on Your Boots" wersami. Potem utwór się rozkręca, jest transowy bas i pianinowe brzmienia. To najlepszy kawałek na płycie - od czasu "Magnificent". Podobać się może również ascetyczny brzmieniowo "White as Snow", napisany z perspektywy umierającego żołnierza, służącego w Afganistanie, choć nie trudno by znaleźć w katalogu U2 bardziej przejmujące utwory. Dość bezpłciowy "Breathe" jest godny uwagi ze względu na kończącą go świetną solówkę. Stanowiłaby ona o wiele lepsze zwieńczenie tej płyty, niż smętny, recytowany "Cedars of Lebanon".

Wygląda na to, że wyczerpały się rewelacyjne wyniki równania "U2 + Brian Eno i Daniel Lanois". To najbardziej bezpłciowa i najmniej obfita w udane piosenki płyta w całej dyskografii kwartetu. W trakcie promocji "How to Dismantle an Atomic Bomb", Bono kilkukrotnie wspominał, że rozwiąże U2, jeśli zespół kiedykolwiek nagra dwie słabe płyty z rzędu. O ile wokalista planuje dotrzymać słowa, obawiam się, iż coś takiego może nastąpić już wkrótce - Irlandczycy już zapowiedzieli następny krążek, który ma się ukazać jeszcze w tym roku, bądź na początku 2010. Krótki odstęp między wydawnictwami pozwala przypuszczać, że będą one prezentowały podobny poziom. Chociaż to chyba i tak lepiej, niż gdyby Bono i spółka mieli w ramach następnego eksperymentu zwrócić się o pomoc do pewnego czarnoskórego hiphopowca...

Komentarze
Dodaj komentarz »
dobra recenzja
Michu77 (gość, IP: 89.76.237.*), 2010-11-06 10:55:12 | odpowiedz | zgłoś
Bardzo lubie U2 ale zgadzam się z autorem recenzji, Płyta jak dla mnie słabiutka :(. Strasznie cukierkowata, brakuje pazura. Na więcej stac Bono i spółkę
coś słabo z tą recenzją
tomekborek (gość, IP: 83.22.244.*), 2010-01-06 00:46:22 | odpowiedz | zgłoś
recenzja wydaje się być nieco słaba, nudna, bez analizy, porównania nielogiczne.Jak można doszukiwać się czegoś z płyty sprzed 20 laty w nowej?Brzmienia?! Dlatego sądzę panowie, że za 4 lata zrozumiecie dopiero No line. Dla was na razie No way.Dla mnie płyta solidna i widać, że faceci pomyśleli a przypitolili.
Młode pokolenie reprezentuje poziom muzyki w sam raz na spacer po markecie, tania, szybka, komupterowo przywalona. Mało który "muzyk" nowego pokolenia pozostanie w pamięci za góra 5lat.Ale to ich problem.
pozdrawiam Tomek
Dobra płyta...
Amon777 (gość, IP: 89.78.98.*), 2009-09-04 09:10:55 | odpowiedz | zgłoś
ale do samochodu lub żeby dziewczynie puścić.Pompatyczna strasznie ta płyta.
Dajcie sobie szansę
peyotl (gość, IP: 79.173.4.*), 2009-04-07 21:48:00 | odpowiedz | zgłoś
Ciekawe jakie recenzje na początku otrzymały płyty: pop i zooropa. Wg mnie to przełomowe płyty, a tuż po premierze również były uważane za przekombinowane. Mi się płyta podoba. HTDAAB na początku wydawała mi się przeciętna, a żadnej innej płyty U2 tyle razy nie słuchałem i dalej słucham bez znudzenia. Zamiast krytyki, która zawsze łatwiej przychodzi - zwłaszcza jeżeli oczekuje się nie wiem jak dobrej płyty, posłuchajcie tej płyty jeszcze kilka tygodni. W każdym razie dla mnie płyta jest "świeża" w brzmieniu i to jest typowe dla U2. Nie jestem zawiedziony. Za krótko ją mam jeszcze, żeby ją porównywać. Intryguje mnie ta nowa zapowiedziana płyta!
Bilety się rozchodzą, bo jest moda na U2
disturbed (wyślij pw), 2009-03-31 22:01:56 | odpowiedz | zgłoś
Na koncert jadą ludzie, którzy znają 5 kawałków w tym: One, Beautiful Day itp. Typowy snobizm...
Całkiem fajny krążek... a właściwie krążki...
madyogi (gość, IP: 77.45.47.*), 2009-03-25 21:52:21 | odpowiedz | zgłoś
Fakt, nie jest to nowy "Achtung Baby" ani nie kojarzy się z okrzykami Irlandzkich "rebeliantów" z płyt "War" czy "October" (no może z tą ostatnią troszkę) ale nie jest to zły album. Ładnie wydane krążki LP, nabyłem kilka dni temu. Po pierwszym przesłuchaniu miałem wrażenie, że płyta jest dość "jednolita" i za spokojna jak na U2. Po kolejnych zmieniłem nieco zdanie. Odrobina kombinowanej elektroniki i gitary Edge'a brzmią oryginalnie. "Magnificent" górą – zdecydowanie. Ciekaw jestem wersji koncertowej, mam nadzieję, że będzie...
Jeśli piszący twierdzą że "płyta cienka", to dlaczego bilety na koncert w Chorzowie? Idą lepiej niż ciepłe bułki a tanie przecież nie są!
mimo wszystko całkiem niezła płyta ...
Ogór (gość, IP: 89.78.147.*), 2009-03-23 15:10:27 | odpowiedz | zgłoś
Może nie jest to najlepsza płyta w całej dyskografii U2 ale nie jestem w stanie zrozumieć całej tej nagonki - niepodoba się to można włączyć Dode albo Cradle of Flith (jak kto woli:) - dla mnie kawał dobrej muzy od Największego Zespołu Świata !!! na koncercie będzie niesamowicie :)
U2 - palce w górze!!!
ktoś tam (gość, IP: 82.146.231.*), 2009-03-21 18:24:06 | odpowiedz | zgłoś
U2 na nowej płycie nie wymyśla koła, chciałoby natomiast przedefiniować swoje brzmienie i... świetnie mu to wychodzi! Nie mam pojęcia czemu tak ludzie psioczą na nowy krążek, bo jest on imo świetny! Odskok od typowo popowych zagrywek do trochę bardziej klimatycznego, miarowego grania stylem w stronę "The Joshua Tree", choć oczywiście "No Line On The Horizon" od niej znacznie odstaje...
Cienizna!
Stef78 (gość, IP: 80.51.153.*), 2009-03-19 15:57:28 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się z recenzją. Oprócz słabych utworów (wymuszonych i bez pomysłu) jakość dzwięku z płyty jest fatalna!!! Stety mam za dobry wzmacniacz (monobloki lampowe), ktore obnażają kiepsko nagrane płyty. Może na wieżyczce Sony jeszcze poleci ale na czyms lepszym to kazdy zauważy kiepską scenę, słabą separację instrumentów, fatalny głos, wszystko w jedną tubę zbite. Wielka pomyłka i tandeta, szkoda. Swiat schodzi na psy.
re: Cienizna!
mg (gość, IP: 83.143.99.*), 2009-03-31 01:22:48 | odpowiedz | zgłoś
audiofilia to choroba, kolego współczuję zamiast słuchać muzyki skupiasz się jedynie na produkcji, w tym momencie możesz sobie odpuścić wszystkich weteranów rocka a i pewnie 1/3 obecnie wydawanych płyt którymi normalnie byś się zachwycał, ładuj dalej dziesiątki tysięcy zł na sprzęt i zmieniaj go co pół roku
« Nowsze
1

Oceń płytę:

Aktualna ocena (284 głosy):

 
 
41%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- U2

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Armia "Der Prozess"
- autor: sporysz

2Tm2,3 "888"
- autor: Mojżesz

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co jest głównym czynnikiem decydującym o tym, że muzyka jest czadowa?