zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 1 października 2020

relacja: Mystic Festival 2001, Kraków "Hala Wisły" 13.10.2001

24.10.2001  autor: m00n
wystąpili: Mayhem; Children Of Bodom; Zyklon; Behemoth; Sinister; Source of Tide; Devilyn; Cemetery Of Scream
miejsce, data: Kraków, Hala Wisły, 13.10.2001

Zmęczony trudami podróży po koncercie i imprezie z okazji dziewiątych urodzin Sacriversum (12.10, Łódź), pojawiłem się w sobotę 13 października przed halą "Wisły" w Krakowie. Na szczęście byłem wcześnie i, przecisnąwszy się przez średniej wielkości aczkolwiek sukcesywnie narastający tłum ludzi, znalazłem się w środku na kilka minut przed rozpoczęciem Mystic Festival 2001, któremu nasz serwis patronował.

W okolicach godziny trzynastej na scenie zainstalował się Cemetery Of Scream. Krakowianie nie zawiedli mnie i zagrali na dobrym poziomie. Ciężko i z klimatem. "Czepnąć" by się można nagłośnienia, które było mało klarowne, może było również trochę za cicho, w efekcie czasem niknęły klawisze. Prawdę mówiąc, w przypadku klawiszy miałem dziwne wrażenie, że część ich partii odtworzona została z playbacku. Zespół był trochę statyczny, jednak pod koniec występu blond niewiasta za klawiszami rozruszała się, machając swoimi dość długimi włosami. Po około 30 minutach CoS opuścił deski hali "Wisły".

Parę minut później przyszła pora na następnego przedstawiciela naszej sceny, tym razem znacznie brutalniejszego - Devilyn. Nie przepadam za nimi zbytnio, tak więc po paru minutach udałem się na zaplecze, by zorganizować wywiady. Z tego, co usłyszałem i zobaczyłem, wypadli całkiem znośnie i mogli się podobać.

Na salę wróciłem, by zobaczyć Lorda PZ i spółkę, czyli Source Of Tide. Wydają właśnie drugi album ("Blueprints") i ciekaw byłem nowych utworów, choć bardziej chyba jednak tego, jak wypadają "na żywo". Niestety zawiodłem się. Lord PZ wydaje się mieć charyzmę, a zespół kilka ciekawych, zróżnicowanych kawałków, przy których publika bawiła się całkiem dobrze, jednak całościowo według mnie zaprezentowali się nudnawo i przeciętnie. Brzmieli przyzwoicie, więc to chyba nie tutaj leży wina przeciętnego występu. Może po przesłuchaniu nowego materiału opinia o nich trochę mi się poprawi.

Dla pewnej części publiczności holenderski Sinister, który jako kolejny zjawił się na scenie, z powodzeniem mógł być gwiazdą tegorocznej edycji Mystic Festival. Fani tej zabójczej deathmetalowej machiny z pewnością niecierpliwie oczekiwali na nowe utwory z "Creative Killings" (premiera albumu została przesunięta na listopad), ale niewiadomą była także nowa wokalistka. Jednak chyba w obu przypadkach nikt się nie zawiódł. Sinister to nadal typowy europejski i całkiem mięsisty death, a wraz z porządnym nagłośnieniem, takim jak w Krakowie, dają naprawdę niezłe koncerty. Jedynie urocza Rachel, zachowująca się jak rasowy deathmetalowy wokalista, drażniła mnie trochę swym głosem, który brzmiał moim zdaniem nieco nienaturalnie (mimo że nie używała dodatkowych efektów). Zaznaczam, że uprzedzeń do kobiecego wokalu nie mam. W skład krakowskiego koncertu Holendrów weszły zarówno nowe, jak i stare kompozycje, w tym pochodzący z debiutanckiego albumu z 1991 roku tytułowy "Cross The Styx", który miałem nadzieję, że zagrają.

W trakcie występu kolejnego zespołu także miało być szybko i ciężko, jednak inaczej stylistycznie. I tak się stało, a sprawcami tego byli Nergal, Inferno, Havoc i Novy, czyli Behemoth. Zagrali naprawdę świetny koncert. Bardzo dobre brzmienie i dobór utworów sprawiły, że oglądałem ich z dużą przyjemnością. W trakcie występu pod sceną zjawiło się chyba więcej osób niż na grających wcześniej muzykach z kraju tulipanów. Rozpoczęli od "Christians To The Lions", by potem w ciągu tych czterdziestu czy pięćdziesięciu minut uraczyć nas utworami przede wszystkim z dwóch ostatnich albumów, takimi jak wgniatający "Antichrist Phenomenon", czy świetne "Pan Satyros" i "Decade Of Therion". Nie zabrakło też starszych utworów ("From The Pagan Vastlands") i coveru Darkthrone. Behemoth po raz kolejny udowodnił, że jest w czołówce w swoim gatunku nie tylko w naszym kraju i że doskonale znają muzyczne rzemiosło. Całość zakończył wręcz przebojowy, grany niejednokrotnie na koncertach, "Chant For Eschaton 2000".

Zyklon to supergrupa, mająca w swych szeregach same gwiazdy i można było spodziewać się ciekawego koncertu. Wydany w tym roku debiutancki "World Ov Worms" to całkiem niezły kawałek ekstremalnego metalu, jednak to, co pokazali w hali "Wisły", było po prostu żałosne. Spodziewałem się czegoś diametralnie innego. Marnie growlujący Daemon (chyba dobrze, że to jego ostatni koncert z Zyklon), kiepskie nagłośnienie i muzyka mająca zero kopa. Gwiazdorski line-up nie popisał się. Najgorsze kilkadziesiąt minut na festiwalu, podczas których zespół zagrał większość materiału z debiutu.

Finezja, polot, technika, znakomici gitarzyści i bajecznie grający klawiszowiec - to właściwie wszystko, co mógłbym napisać o koncercie Children Of Bodom. Muzycy, po których od razu widać, jak niesamowicie bawi ich granie, ta radość była niemalże wyczuwalna w powietrzu. Rozpoczęty od "Hate Me" koncert zawierał duża dawkę popisów solowych, zarówno gitarowych, jak i na instrumentach klawiszowych, a żywa energia po prostu biła ze sceny. Nie mogło zabraknąć oczywiście hiciarskich "Lake Bodom", "Silent Night, Bodom Night" czy "Everytime I Die". Porywający występ, który rewelacyjnie rozruszał sporą większość około dwutysięcznej publiczności.

Czekałem na ten występ. Właśnie skończyłem wywiad z Samothem i gdy tylko usłyszałem dźwięki jakiegoś intro, natychmiast pobiegłem na salę. Oczom moim ukazała się przedziwna, nieco futurystyczna sceneria z dziwnym robotem, mini-ogrodzeniem z drutu kolczastego i jakimiś rurami. Już wyobrażałem sobie, jak do tego będzie pasowała muzyka z ostatniego albumu "Grand Declaration Of War". Właściwie płyta ta podzieliła fanów, jednak w Krakowie zjawili się wielbiciele starego i nowego Mayhem. Tego wieczoru Norwegowie zagrali dla jednych i dla drugich. Przy naprawdę zajebistym nagłośnieniu usłyszeliśmy kilka utworów z "Grand Declaration..." (m.in. "View From Nihil", "To Daimonion", "Crystalized Pain In Deconstruction"), jak również stare, kultowe numery: szaleńcze "Pure Fucking Armageddon", "Deathcrush", "Chainsaw Gutsfuck" i "Freezing Moon", przy którym przeszły mnie ciarki. Siedziałem jak zamurowany, patrząc na miotającego się po scenie Maniaca, oplatającego się wokół elementów scenerii, tnącego się kilkakrotnie nożem, słuchając niewiarygodnej gry Blasphemera i mistrzowskiego, ultraszybkiego bębnienia Hellhammera. Dwa słowa dobitnie i jakże obrazowo potrafią opisać ten ponad godzinny show: obłęd i choroba. Dla mnie było genialnie. Bezapelacyjni mistrzowie. A sześćdziesiąt minut to i tak za krótko. I zabrakło świńskich łbów.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Zobacz inną relację

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy rozróżniasz miksy, mastering i produkcję?