zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 6 maja 2021

relacja: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013

5.06.2013  autor: Dominik Zawadzki
wystąpili: Rammstein; Korn; Slayer; Airbourne; Behemoth; Ghost; Mastodon; Love and Death
miejsce, data: Warszawa, Lotnisko Bemowo, 4.06.2013

Tegoroczny "Impact Festival" wypełnił w pewnym sensie w moim kalendarzu koncertowym lukę po "Sonisphere Festival", na którego trzech edycjach byłem, a który to w tym roku się nie odbył. To samo miejsce i czas podobny, więc skojarzenia nasuwają się same. "Sonisphere" każdorazowo był dla mnie dużym wydarzeniem, wyniosłem z tamtej imprezy wiele fajnych wspomnień, więc również po "Impact Fest" obiecywałem sobie wiele.

O moich oczekiwaniach wobec poszczególnych kapel mógłbym pisać długo, toteż przejdę do opisu tego, co udało mi się zobaczyć i usłyszeć. Zaczęło się kiepsko, gdyż z przyczyn ode mnie niezależnych nie zdążyłem na sam początek i ominąłem występ Love And Death oraz (czego bardzo żałuję) Mastodon. Zameldowałem się na płycie Lotniska Bemowo w na tyle dobrym momencie, by obejrzeć większą część koncertu Ghost B.C., na który również ostrzyłem sobie zęby. Szwedzi grają melodyjny doom metal z różnymi dodatkami. Trzeba przyznać, że mają wielką łatwość tworzenia wpadających w ucho kawałków, a publikę po prostu zahipnotyzowali - myślę że zdecydowana większość uczestników koncertu bawiła się doskonale. Pomijając już niesamowity image sceniczny Papy Emeritusa II i spółki, zachwyciło mnie to, jak perfekcyjnie odegrali wszystkie kawałki. Emeritus świetnie śpiewa na płytach, ale na żywo wypadł po prostu genialnie - nie wydobył z siebie jednej fałszywej nuty, a pamiętajmy, że śpiewa czysto, nie krzyczy czy growluje. Reszta kapeli dzielnie mu sekundowała i wiele osób mówiło, że po tak wysoko postawionej przez szwedzki rockowy kabaret poprzeczce reszta kapel, mających wystąpić tego wieczoru, będzie miała przed sobą trudne zadanie, aby im dorównać. Jeśli jednak miałbym wybrać, co w występie Ghost podobało mi się najbardziej, to wykonanie "Year Zero" z wydanego w tym roku albumu "Infestissumam". Po prostu palce lizać.

Po doommetalowym Ghost ze Szwecji przyszła pora na nasz rodzimy rodzynek w składzie tegorocznego festiwalu - Behemotha. Ekipa Darskiego to jeden z niewielu polskich zespołów, który zrobił prawdziwą karierę za granicami naszego kraju i to z pewnością uprawniało ich do bycia częścią "Impactu 2013". Behemoth to zespół, który cenię, ale też zespół, który - mam takie wrażenie - zaczyna zjadać własny ogon. Po świetnych "Demigod" i "The Apostasy" nagrali w mojej opinii nudną "Evangelion". No cóż, jakby na to jednak nie patrzeć, Behemoth to koncertowa bestia, ich występy to zawsze pełny profesjonalizm i oddanie. Tak było i tym razem. Niestety, mimo że chłopaki starali się jak mogli i do ich poziomu wykonania kolejnych numerów nie da się przyczepić, to istnieje coś takiego, jak czynniki zewnętrzne. Po pierwsze: to nie jest kapela, która dobrze wypada na tak dużej scenie, nie ograniczona ścianami klubu. Dźwięk się rozchodzi, słychać tylko zbitą do kupy kakofonie poszczególnych instrumentów. Widziałem Behemotha na otwartej przestrzenie kilka razy i zawsze mam podobne odczucia. Po drugie: mimo całkiem fajnej oprawy wizualnej (np. płonące odwrócone krzyże - nie żeby mnie to jakoś strasznie jarało, ale wygląda nieźle) w świetle dziennym Nergal i spółka nie mają takiej siły oddziaływania. Takie mam odczucia, naturalnie całkowicie subiektywne. Co do muzyki, to poza totalnie nieselektywnym brzmieniem było naprawdę dobrze. Napisze to jeszcze raz - pełen profesjonalizm. Poleciały takie "hity", jak "Ov Fire And Void", "Demigod", "Conquer All" czy "Slaves Shall Serve". A ze starszych rzeczy, mający bardzo długą brodę "Moonspell Rites", "Christians To The Lions", "Chant For Eschaton 2000" czy nieśmiertelny "Decade Of Therion", chyba przez wszystkich śpiewany z alternatywnym tekstem.

Później wystąpił Airbourne z Australii, którego koncert spędziłem stłoczony niczym sardynka w puszce pod parasolami w ogródku piwnym, starając się nie utonąć w strugach wody lejących się z nieba. I tu dygresja. Największą porażką festiwalu była pogoda. Ulewa długo nie odpuszczała i w pewnym momencie byłem pełen obaw, czy nie będę musiał stać na koncertach najciekawszych z mojego punktu widzenia kapel na deszczu w totalnie przemoczonym ubraniu. Dodam, że nie wolno było na teren lotniska wnieść parasolek (co udało się mimo zakazu wielu osobom), a płaszcze przeciwdeszczowe sprzedawano przed wejściem na płytę lotniska, nie zaś na jego terenie. Jeśli ktoś nie wykazał się zapobiegliwością, musiał nadrabiać dobrym humorem, bo prawdopodobnie całkowicie przemókł. Fajnie skomentował pogodę Papa Emeritus II z Ghost ("ktoś na górze nie chce, żebyśmy się dziś dobrze bawili"), ale na szczęście z czasem zrobiło się lepiej.

Chciałoby się napisać, że jednak już za chwilę zza chmur wyszło słońce, ale nic z tego. Nie da się jednak ukryć, że gdy zaczynał grać Slayer, deszcz ustał i tylko co jakiś czas zaczynało kropić ( i tak już było właściwie do końca występu Rammstein). Amerykanie zagrali świetnie nagłośniony (nareszcie!) set, składający się z utworów z całej ich kariery. Przez dobre nagłośnienie rozumiem nie samo natężenie dźwięku (wiadomo, najgłośniej zawsze gra headliner), ale to, że było zrównoważone - żaden instrument nie był faworyzowany, wszystkie było słychać idealnie (w przeciwieństwie do koncertu Wielkiej Czwórki 3 lata temu, gdy niesamowicie podbito sekcję rytmiczną). Poleciały kawałki w miarę świeże ("World Painted Blood", "Hate Worldwide", "Disciple", "Bloodline", "State Of Mind"), stare (dawno niesłyszany "At Dawn They Sleep" i "Chemical Warfare") oraz te, na które tak naprawdę wszyscy najbardziej czekają, czyli utwory pochodzące z płyt z lat 86 - 90. Świetnie, że znalazło się miejsce dla "Mandatory Suicide" i "Seasons In The Abyss", bo to jedne z moich ulubionych numerów Zabójcy, a nie zawsze są grane na koncertach. Końcówka występu była absolutnie, nomen omen, zabójcza - po wykonaniu kolejno "Dead Skin Mask" i "Raining Blood" oraz na bisy "South Of Heaven" i "Angel Of Death", z publiki zgromadzonej na płycie nie było co zbierać. Prawdziwa masakra i zdecydowanie lepszy gig Slayera niż na koncercie "The Big Four".

Skończył grać Slayer i natychmiast rozpoczął występ KoRn. Mogę nie być szczególnie obiektywny, gdyż o ile byłem naprawdę ciekawy, jak KoRn wypada na żywo, to nigdy nie byłem ich wielkim fanem i twórczość tej kapeli znam raczej wybiórczo. Może więc w kilku słowach. Po pierwsze wydaje mi się, że panowie wypadają dużo potężniej na albumach studyjnych niż na żywo. Nie wiem, może to kwestia miejsca, w którym stałem (powoli zajmowałem pozycję na koncert gwiazdy wieczoru), ale nie nazwałbym brzmienia KoRna potężnym. Po drugie (choć wynika to z pierwszego) gdzie są gitary? Świetnie słyszałem sekcję rytmiczną oraz Jonathana Davisa na wokalu, ale gitary zupełnie w tym zaginęły. Na duży plus zaliczam Amerykanom fakt, iż zagrali dużo utworów starszych - aż 6 z debiutu (co zrozumiałe, to w końcu 20. rocznica wydania "KoRn") i po dwa z "Life Is Peachy" oraz "Follow The Leader", co oznacza, że trzy pierwsze albumy zapełniły dwie trzecie setu. I dobrze, że zespół nie zdecydował się na nadreprezentację moim zdaniem totalnie nieudanej "The Path Of Totality".

Na gwiazdę wieczoru również nie musieliśmy długo czekać. Gdy spadła kurtyna i poszczególne części w dużej mierze ruchomej scenografii ukazały się oczom widzów, wiedziałem, że długo tego wieczoru nie zapomnę. Genialne wykonanie "Ich Tu Dir Weh" rozgrzało publikę, a stan ten skutecznie podtrzymały "Wollt ihr das Bett in Flammen sehen?" z "Herzeleid" i "Keine Lust" z "Reise, Reise". Kolejne utwory reprezentowały początki działalności Rammstein ("Sehnsucht", "Asche zu Asche") oraz okres "środkowy" ("Feuer frei!"). Oczywiście w dwu ostatnich nie obyło się bez masy ognia, a płonące statywy mikrofonów w "Asche zu Ashe" czy wystrzały fajerwerków w "Feuer frei!" to już standard. W "Mein Teil" Till Lindemann, przebrany za kucharza, wymachując mikrofonem - nożem rzeźnickim, gotował w kotle klawiszowca grupy Christiana Lorenza. Jasne, robią ten numer na każdym koncercie, ale zobaczyć to na żywo to naprawdę bezcenne przeżycie.

Zrobiło się bardzo gorąco, więc Niemcy postanowili nieco schłodzić atmosferę serwują widowni spokojniejsze "Ohne Dich". Bardzo ładne wykonanie, po którym już nie brali jeńców. Kolejno "Wiener Blut", "Du riechst so Gut", "Benzin" i "Links 2-3-4" wprawiły wszystkich zgromadzonych na płycie w świetny nastrój, no cóż, to po prostu świetne kawałki. Największy szał i chyba największe pogo koncertu miały miejsce podczas grania przez Rammstein najbardziej znanego kawałka grupy, czyli "Du Hast". Lindemann w zasadzie nie musiał wysilać strun głosowych, gdyż cały tekst publika zaśpiewała za niego. Potem mieliśmy jeszcze "Ich Will" oraz "Buck Dich" ze sceną gwałcenia biednego (kiepskie ma role do odegrania chłopak) Lorentza przez Lindemanna wibratorem - szlauchem, którym wokalista polewał publikę. Może to perwersyjne, ale oglądało się tę scenkę świetnie. Na bisy zagrali potężnie brzmiące "Sonne" oraz "Pussy" z polewaniem publiki pod sceną pianą, no i "Mein Herz brennt", w wersji jedynie na pianino i głos, co było chyba największą niespodzianką wieczoru.

Mówiąc bardzo potocznie, zostałem tego wieczora całkowicie pozamiatany. Rammstein to klasa, to wiedziałem od dawna, ale obejrzenie ich występu na żywo to naprawdę frajda. Jedyne, czego mi zabrakło to "Rammstein" i płonącego płaszcza Lindemanna. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Życzę sobie, aby kolejny "Impact Fest" był równie udany (oczywiście za wyjątkiem pogody).

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
felixdahousecat (gość, IP: 89.77.76.*), 2013-06-06 23:06:00 | odpowiedz | zgłoś
Bardzo fajnie wypadl Ghost mimo ze nie mieli sceny zadnej, i brakowało atmosfery jaka bylaby w klubie.
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
dgimx (wyślij pw), 2013-06-06 20:45:46 | odpowiedz | zgłoś
dotarlem dopiero na polowe behemoth'a.
zgadzam sie z autorem relacji, to juz kolejny ich koncert na duzej scenie, ktory widze, faktycznie nie sprawdza sie to. przy takim, dosc siekowatym, tempie potrzebna jest selektywnosc, niuanse, a o to ciezko na swiezym powietrzu, do tego w taka pogode i o tej porze, o ktorej wyszli. w klubie to zupelnie inaczej wyglada.
airbourne, juz nie wnikam o to czy oraz ile tu zrzyny z ac/dc - solidny pozytywny kop w dupala, naprawde niezle energetyczny wystep, nie znam kapeli, ale zdecydowanie in plus tego wieczoru.
nie wiem dlaczego nikt z Was nie wspomina o fatalnym brzmieniu juz na airbourne, musialem uciec do dalszych stref podczas ich wystepu bo jedyne co slyszalem to stope i bas. gitary gdzies kompletnie w tle. zle bylo naglosnienie malej sceny.
konkretny wystep slayera, konkretny korna a na koncu i tak rozwalilo wszystko i wszystkich Rammstein. re-we-la. potezne, selektywne brzmienie, swietny show, tez mi brakowalo kontaktu z publika ale coz, taka maja wizje przedstawienia i tyle. szkoda, ze nie doszli do 2h, ale i tak jeden z lepszych wystepow jakie widzialem.
odnosnie organizacji, plus za brak stref alkoholowych, zadnych zalosnych krat jak na metallice, rewelacyjny pomysl z 2 scenami obok siebie, co skutkuje kompletnym brakiem poslizgow, brakiem przerw i to w Polsce! ;)
na IF3 powinni jednak zdecydowanie poprawic kwestie brzmienia na malej scenie.
konkretny dzien.
czekam na IF v3.
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
binadra
binadra (wyślij pw), 2013-06-06 09:01:00 | odpowiedz | zgłoś
Airbourne jak dla mnie wymiótł. Nie bawiłem się tak dobrze na koncercie od czasu Ac/Dc. Jednak dla mnie koncert festiwalu zagrał Slayer. Pomimo braku Dave'a i Jeffa zagrali fenomenalnie. To był mój trzeci występ Slayera i jak na razie najlepszy na jakim byłem.
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
Staalkyer
Staalkyer (wyślij pw), 2013-06-06 08:03:31 | odpowiedz | zgłoś
dlaczemu ja się pytam Mastodon nie może przyjechać jako gwiazda do jakiegoś klubu, tylko zawsze jako starter na dużych festach gdzie traktowany jest jak zapchajdziura? to wogóle nie jest zespół festiwalowy jak dla mnie
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
Met2Heav (wyślij pw), 2013-06-06 01:01:57 | odpowiedz | zgłoś
Mi brakowało kontaktu poszczególnych zespołów z publiką. Ghost niby coś tam powiedział, Korn i Airbourne odpuściłem, także się nie wypowiem, ale i Slayer i Rammstein mogliby coś powiedzieć, rozgrzać czy zabawić. Jedyny zespół który coś tam miał do powiedzenia tłumowi to Mastodon, ale go zaraz zdjęli. Pozostaje nadzieja że za rok pogoda dopisze. Ostatnia obserwacja, pod względem efektów Rammstein zmiata Metallicę bardzo głęboko pod dywan.
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
oooo (gość, IP: 93.154.153.*), 2013-06-06 00:19:09 | odpowiedz | zgłoś
Behemot, troche przegina z tymi tekstami o Bogu, lepiej by Nergal wzial przyklad z wokalisty Slayera cz Rammstein i powiedzial cos wesolego w stylu; fajna dzis pogoda a nie opowiadal ze nie ma Boga bo to juz jest nudne.
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
Lukasss
Lukasss (wyślij pw), 2013-06-05 22:46:27 | odpowiedz | zgłoś
Co tu dużo mówić - organizator trochę dał dupy, jeśli chodzi o Mastodona. Codziennie od tygodnia ulewa, a oni nie są przygotowani, że im może sprzęt zalać? Do tego właściwie żadnej informacji, wyjaśnienia, nic - zwijają się i koniec... Szkoda, bo w tych trudnych warunkach zespół złapał fajny klimat, a niedobitki publiczności, jakie zostały pod sceną, bawiły się dobrze. Co do Behemotha - trochę racji ma autor, że na wielkiej scenie i w dzień brakuje atmosfery. Nie zgodzę się co do oceny "Evangelion", ale co do koncertu już tak. Slayer świetny (setlista świetna!), ale brzmienie chwilami trochę jednak szwankowało - choć nie tak, jak na Kornie, który nawet z daleka brzmiał po prostu źle. Rammstein broni się zawsze i wszędzie - moc! Ale - dużo przypadkowej publiczności, w tym przerośniętych panów z przerośniętym ego - zaowocowało paroma przepychankami z ludźmi, którzy przebijali się pod scenę. Niepotrzebne - nie chcesz się bawić, chcesz mieć konkretną miejscówkę - idź na trybuny (chociaż w tym konkretnym przypadku i przy tej pogodzie byłby to wybór bardzo zły). Przez to wszystko (plus deszcz) zabawa była znacznie słabsza, niż na halowych koncertach R+.
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
Hav0c
Hav0c (wyślij pw), 2013-06-05 21:28:29 | odpowiedz | zgłoś
płaszcze przeciwdeszczowe sprzedawano przed wejściem na płytę lotniska, nie zaś na jego terenie.

Nie prawda, można było kupić :) 10zł stoisko z koszulkami.
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
DominikZawadzki (gość, IP: 91.222.124.*), 2013-06-05 23:16:40 | odpowiedz | zgłoś
Wniosek z tego taki, że mokłem bez sensu :)
re: "Impact Festival 2013" (Rammstein, Korn, Slayer i inni), Warszawa "Lotnisko Bemowo" 4.06.2013
KoRnish (wyślij pw), 2013-06-05 21:25:35 | odpowiedz | zgłoś
Fajna relacja. Występ Mastodona został przerwany po 15-20 minutach z powodu deszczu, więc nie masz czego żałować. Behemoth i KoRn faktycznie były fatalnie nagłośnione, szczególnie przy KoRnie jak dla mnie wszystkie, łącznie z wokalem, tonęło w fali basu, przez co poszczególne kawałki rozpoznawałem głównie po cichszych intrach.

Żałuj natomiast iż nie widziałeś z bliska Airbourne'a. Chłopaki konkretnie dali czadu i pokazali, że nawet w 2013 roku można grać świetnego, napompowanego energią rock 'n' rolla.

Ogółem koncert świetny, gdyby nie w/w problemy z nagłośnieniem byłoby idealnie, ale nawet mimo ich bawiłem się wyśmienicie.

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co jest głównym czynnikiem decydującym o tym, że muzyka jest czadowa?