zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 15 września 2026

wywiad: Einherjer

15.09.2026  autor: Verghityax

Wykonawca:  Frode Glesnes - Einherjer (gitara)

strona: 2 z 3

Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak
Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak

A kto wprowadził cię w świat muzyki rozrywkowej?

Mój brat. Uwielbiał Elvisa Presleya. Potem, w 1981 roku, przeprowadziliśmy się i moim najbliższym sąsiadem był Gerhard Storesund (przyszły perkusista Einherjer - przyp. red.). Szybko się zakumplowaliśmy. Jego kuzyn połknął już rockowego bakcyla i pokazał nam Status Quo. To zbiegło się w czasie z absolutnie genialną kampanią marketingową, którą Kiss zrealizował na terenie Norwegii i Szwecji. Otóż na rynek trafiły paczki cukierków, do których dodawano kolekcjonerskie karty przedstawiające muzyków Kiss. Wyglądali fantastycznie! Ja i inne dzieciaki oszaleliśmy na ich punkcie. Byliśmy fanami zespołu zanim dowiedzieliśmy się, co grają (śmiech). To wciąż moja ulubiona kapela. Nie z powodu piosenek, bo są na świecie dużo zdolniejsze grupy, lecz z powodu niezatartego wrażenia, jakie na mnie zrobili.

Sam odczuwam podobną nostalgię wobec Ronniego Jamesa Dio. Miałem obsesję na jego punkcie od kiedy jako gówniarz usłyszałem debiutancki longplay Ritchie Blackmore's Rainbow. Musiałem zdobyć każdą płytę z jego udziałem.

Otóż to. Nostalgia to najpotężniejszy czynnik w muzyce, nie da się z nią wygrać. Naturalnie nie przyrównuję się do Kiss, to nie ta skala, ale mamy grono fanów, dla których "Dragons of the North" i "Odin Owns Ye All" to nasze szczytowe osiągnięcia. I nie ma znaczenia, że albumy, które wydajemy obecnie, są niezaprzeczalnie lepsze pod każdym względem. Przy tamtych płytach dorastali i mają z nimi emocjonalny związek. Rzecz jasna, to nie problem, sam ulegam sentymentom (śmiech).

Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak
Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak

Jak wyglądało wasze dorastanie w Haugesund? Mieliście tam kluby i sklepy muzyczne, czy jeździliście z Gerhardem do Stavanger lub Bergen?

W tym miejscu muszę sprostować. Dorastaliśmy w Torvastad, małej wiosce tuż pod Haugesund. Samo miasto ma około czterdziestu tysięcy mieszkańców, więc nie jest to żadna metropolia. Mimo to pamiętam kilka naprawdę przyzwoitych sklepów płytowych, które tu funkcjonowały. Do dziś w Haugesund działa Shabby Records i ma bardzo dobry asortyment.

Tym jednak, co najbardziej ukształtowało mój ówczesny gust, był szwedzki magazyn "Okej". Pisali nie tylko o heavy metalu, lecz również o szeroko pojętej muzyce rozrywkowej i kinematografii. To tam po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcia W.A.S.P. i Motley Crue.

W twórczości Einherjer wyczuwam silne wpływy Bathory z okresu "Hammerheart" i "Twilight of the Gods". To właściwe skojarzenie czy nadinterpretacja z mojej strony?

Zdecydowanie właściwe. Wciąż pamiętam moment, w którym Kjetil Grutle z Enslaved puścił mi "Hammerheart", to było na krótko przed powstaniem Einherjer. Ten album zmienił dla mnie wszystko. Wcześniej rozmyślaliśmy z Gerhardem nad połączeniem nordyckiej mitologii z heavy metalem, bo nie potrafiliśmy znaleźć żadnych wykonawców, którzy robiliby to z należytą starannością. Oczywiście zdarzały się grupy czerpiące z kultury wikingów, jak Manowar na "Into Glory Ride" czy TNT na "Knights of the New Thunder". I choć to świetne płyty, to po temacie prześliznęły się dość powierzchownie. Dopiero Bathory sprawił, że wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce. Każdy aspekt "Hammerheart" i "Twilight of the Gods" wręcz tchnie autentycznością.

Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak
Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak

Udało ci się kiedyś spotkać Quorthona?

Niestety nie.

Skoro już rozmawiamy o wikingach, to muszę wyznać, że określenie viking metal nie kojarzy mi się najlepiej. Przywodzi na myśl zespoły, które paradują po scenie w kiczowatych kostiumach, grając przy tym skoczne piosenki.

Wierz mi, wiem, co czujesz (śmiech). Na początku miało to większy sens, bo odnosiło się do kapel, które starały się uchwycić epicką atmosferę mitu. Z biegiem lat zaczęto podpinać pod ten gatunek absolutnie wszystko, co nawiązywało do wizerunku wikingów. Nie utożsamiamy się z tymi zespołami, nie mamy z nimi nic wspólnego.

Pierwotnie w skład Einherjer - prócz ciebie i Gerharda - wchodzili Audun Wold na basie i klawiszach oraz Rune Bjelland na wokalu. Poświęćmy im chwilę. Jak się poznaliście?

Auduna poznałem w szkole. Był rok młodszy i nieźle sobie radził na gitarze. Połączyła nas fascynacja wczesną twórczością Manowar. Kiedy szukaliśmy z Gerhardem muzyków do zespołu, jego imię dość szybko pojawiło się na liście kandydatów. Wymagania mieliśmy niezbyt wyśrubowane: zamiłowanie do heavy metalu, umiejętność gry na instrumencie i długie włosy (śmiech).

Rune nie należał do naszej paczki, ale obracaliśmy się w kręgu wspólnych znajomych. On kolegował się z Ivarem (Bjornsonem - przyp. red) i Grutlem z Enslaved, którzy z kolei często z nami imprezowali. Musiałem mieć szesnaście albo siedemnaście lat, gdy na siebie wpadliśmy. Niestety nie pamiętam okoliczności tego spotkania. Wiem, że dyskutowaliśmy o metalowym podziemiu i okazało się, że mamy zbieżne gusta. Mimo to Rune nie od razu został naszym wokalistą. Przedtem sprawdziliśmy paru innych przyjaciół, ja też próbowałem swoich sił za mikrofonem.

Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak
Einherjer, Borre 18.08.2023, fot. Monika Wawrzyniak

W tamtym czasie Rune posługiwał się pseudonimem Nidhogg. Równocześnie w Bergen funkcjonowała grupa o nazwie Helheim, a w niej występował... no właśnie, pewien Nidhogg. Mówimy o tym samym człowieku?

Nie. Żeby było śmieszniej, Oslo też miało swojego Nidhogga.

Wtedy jeszcze potrzebowaliście basisty, ponieważ to ty - inaczej niż dzisiaj - grałeś na sześciu strunach. Pamiętasz swoją pierwszą gitarę?

Oczywiście (śmiech). To był potworny rupieć w kolorze czerwonej landrynki (śmiech). Nazywała się Samurai i za nic w świecie nie dało się tego cholerstwa nastroić. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak ciężko uczy się na takim sprzęcie. Możesz grać bez zarzutu, a i tak o tym nie wiesz, bo każdy dźwięk brzmi jak gówno (śmiech).

Jednak to nie gitara była moim pierwszym wyborem. Wcześniej miałem bas, rzecz jasna ze względu na Steve'a Harrisa, bo kochałem Iron Maiden. Bas w ich piosenkach jest bardzo wyrazisty, a Steve wymiata jako muzyk. Zachwycony jego grą, sprawiłem sobie egzemplarz Cimara, będący tańszą kopią Ibaneza.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu