Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
93% |
| liczba ocen: |
226 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: The Cure "Bloodflowers"
|
Nazwa zespołu: The Cure
Tytuł płyty: "Bloodflowers"
| Utwory: |
Out of This World; Watching Me Fall; Where the Birds Always Sing; Maybe Someday; The Last Day of Summer; There is no if...; The Loudest Sound; 39; Bloodflowers |
Wydawcy: Universal Music
Rok wydania: 2000
Są płyty, które od razu po pierwszym przesłuchaniu wnikają w najgłębszą
głębię duszy, by stać się jej nierozerwalną cząstką. Dźwięki na nich
zawarte doskonale odzwierciedlają te najbardziej rozdarte emocje i
sprzeczne uczucia, zaś muzyka towarzyszy zarówno w chwilach upojnej
radości, jak i bezkresnego smutku, okrutnego bólu... Taki właśnie jest
nowy album The Cure, może nie do końca pozbawiony marzeń i nadziei,
lecz nade wszystko "wewnętrznie rozdarty", rozumiejący ludzki żal i
ulotność szczęścia...
Nie jestem raczej wielką znawczynią muzyki The Cure, prawdopodobnie daleko
mi też do miana "najzagorzalszego fana" tej formacji. Moje serce jakoś tak
szybciej bije w rytm nieco cięższych dźwięków. Nie oznacza to jednak, że
zespół "smutnego Robercika" jest mi obojętny. Przeciwnie - zawsze darzyłam
go szczególnym sentymentem, miałam (i mam nadal) słabość do większości
jego dokonań, bardzo ceniłam tę niesamowitą, jedyną w swoim rodzaju,
atmosferę. Tylko ostatnimi czasy jakby coś z niej uleciało. Podobno jednak
nawet ci najwierniejsi wielbiciele też odnosili takie wrażenie. Dlatego
też z wielką ciekawością sięgałam po "Bloodyflowers" - album, który miał
być powrotem do "Phornography" i "Disintegration". A wiadomo przecież,
że tych dzieł nie sposób nie kochać...
Już po pierwszym przesłuchaniu zrozumiałam, że wszelkie pochwały dotyczące
tego krążka były jak najbardziej uzasadnione. The Cure bowiem nagrał
płytę jakich mało we współczesnym, zmaterializowanym świecie. Płytę
niezwykle piękną, czarującą i tak prawdziwą. Mało tego, faktycznie jest
to jeden z najwspanialszych albumów w ich bogatej i niezwykle ciekawej
dyskografii. Klimatycznie na swój sposób zbliżony jest do "Phornography"
i "Disintegration", ale tak jednoznaczne porównywanie do chlubnej
przeszłości mija się z celem i nie jest do końca prawdziwe. "Bloodflowers"
to ujmująca podróż przez smutek, melancholię i żal. Przez samotność,
zapomnienie i zwątpienie. Tak, te niezwykle znajome uczucia i nastroje
układają się w jeden obraz, wplatają się w zranione życie. Nie ma tu
zbyt dużo miejsca na drapieżność i "surowość" znaną z wczesnych dokonań
(poza psychodelicznym "Watching Me Fall" i "39"). To raczej nastrojowe,
melancholijne nuty pełne emocji i ekspresji, i nade wszystko piękna. Ale
przecież każda ich płyta na swój sposób wielbiła ból i smutek... Czuwa
nad tym wszystkim ten niespotykany, charakterystyczny cure'owy klimat
i oczywiście charyzmatyczny, tak często pełen zwątpienia i rezygnacji,
głos Roberta Smitha. Delikatne, okryte mgiełką rozpaczy klawisze,
zaskakująco częste gitary akustyczne, cudowne nostalgiczne melodie, przy
których nawet skamieniałe serce pogąża się w subtelnych łzach (cudowne
"The Loudest Sound", "There is no if...", "The Last Day of Summer",
"Where the Birds Always Sing ")... Przy pomocy tradycyjnych instrumentów
Cure'om kolejny raz udało się stworzyć wiekopomne arcydzieło, trwały
monument. Prostota oddziana w prawdziwie królewskie szaty. Naprawdę
trudno nie docenić uroku "Krwawych Kwiatów". Szczególnie, gdy do uszu
wlewa się utwór tytułowy, wieńczący album. Tęsknota, ból, dramatyzm i
piękno. Piękno w najczystszej postaci w każdym dźwięku, w każdej melodii,
w każdym słowie (cudowny tekst), w każdym uczuciu... Po prostu Absolut...
Każde nawet najbardziej wyszukane i "arystokratyczne" słowo będzie
bluźnierstwem przy tej płycie. Bo o takich rzeczach się nie pisze. Takie
rzeczy się przeżywa głęboko w sobie, z dala od zakłamania, bezwzględności
i głupoty. Zupełnie samotnie, wewnątrz własnych snów i rozdartych emocji...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Bardzo ładna recenzja płyty.
Michał (gość, IP: 95.40.242.*), 2010-11-15 00:06:15
| odpowiedz | zgłoś
Świetna, melancholijna, przepiękna płyta.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|