Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
91% |
| liczba ocen: |
23 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Grant Lee Buffalo "Mighty Joe Moon"
|
Nazwa zespołu: Grant Lee Buffalo
Tytuł płyty: "Mighty Joe Moon"
| Utwory: |
Lone Star Song; Mockinbirds; It's The Life; Sing Along; Mighty Joe Moon; Demon Called Deception; Lady Godiva And Me; Drag; Last Days of Tecusmeh; Happiness; Honey Don't Think; Side By Side; Rock of Ages |
Wydawcy: Slash Records
Rok wydania: 1994
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Kto w ogóle słyszał kiedyś o grupie zwanej Grant Lee Buffalo? Można
powiedzieć, że fanów tej formacji można w Polsce policzyć na palcach
dwóch rąk... A wielka szkoda... bo ich muzyka jest świetna, taka
profesjonalna i z niewiadomo jakich powodów nie odniosła praktycznie
żadnego sukcesu... Ich albumy można spotkać wyłącznie na giełdach
muzycznych, próżno ich szkuać w sklepach sieci Empik czy Bemolika...
Grant Lee Buffalo tworzą muzykę łączącą style grunge i tzw. accoustic
rock. Na albumie "Mighty Joe Moon" przeplatają się ze sobą cięższe
oraz lżejsze (akustyczne) kawałki. We wszystkich utworach słyszymy pana
G. L. Phillipsa jako wokal. Facet ma czysty, brzmiący głos (taki troszeczkę
jakby Eddie Vedder, ale o oktawę, dwie, wyżej).
Album rozpoczyna kompozycja "Lone Star Song". Jedna z najlepszych na
albumie. No więc zaczyna się grunge'owo. Charakterystyczny riff nadaje
uroku... a "Mockinbirds" to akustyczny kawałek, ze świetną elektryczną
solówką (niestety krótki motyw). W ogóle cały początek płyty zaskakuje
mnogością pomysłów, a przy tym trzyma się podobnego stylu. "It's the
life" to ballada, trochę krótkawa (3 minuty), zaczyna się odrobinę jak
"Poles Apart" z ostatniego albumu Pink Floyd (przynajmniej mi się
tak kojarzy). "Sing Along" także na ostro wzięty, gitara elektryczna
sprawia wrażenie, jak gdyby fałszowała, ale to tylko złudzenie. Wszystko
dopięte jest tu na ostatni guzik. No i doszliśmy chyba do najlepszej
kompozycji na płytce: tytułowy "Mighty Joe Moon". Niby akustyczny,
ale poprzeplatany solóweczkami Granta. Po prostu miód. Reszta to już
tylko jakby super-dodatek do pierwszych pięciu piosenek. Nie mam w tej
chwili czasu dogłębnie opisywać reszty, ale zapewniam, że jest ona równie
interesująca. A żeby sobie umilić życie, to wykombinowałem, że "Mighty Joe
Moon" jako album, można przedstawic w postaci wykresu funkcji y=-1/4x :-)
Oczywiście chcę ukazać... z resztą sami narysujcie i się domyślcie ...
Chciałem tylko zasugerować, że tę płytę warto mieć w domu. Warto
jej słuchać, chociażby dla odprężenia... szkoda tylko, że przy
żadnym utworze nie można tańczyć, bo jakoś rytm często zmienia się w
nieoczekiwanych momentach (np. "Lady Godiva And Me"). Słuchajcie Grant
Lee Buffalo. Naprawdę warto.
autor: GSB
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|