Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
74% |
| liczba ocen: |
359 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: HIM "Razorblade Romance"
|
Nazwa zespołu: HIM
Tytuł płyty: "Razorblade Romance"
| Utwory: |
I Love You (Prelude to Tragedy); Poison Girl; Join Me in Death; Right Here in My Arms; Gone With the Sin; Razorblade Kiss; Bury Me Deep Inside Your Heart; Heaven Tonight; Death Is In Love With Us; Resurrection; One Last Time |
| Wykonawcy: |
Ville Hermanni Valo - wokal; Mige Amour - gitara basowa; Lily Lazer - gitara; Zoltan Pluto - instrumenty klawiszowe; Gas Lipstic - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: BMG Entertainment
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 4
Całkiem młoda kapela HIM (His Infernal Majesty... hmm...) wydała swą
pierwsza płytę w 1997 roku. Miała dość dobre brzmienie, nie powiem.
Drugi krążek "Razorblade Romance" na pierwszy rzut oka prezentuje się też
dobrze (wyłączajac fatalną i wtórną okładkę MC). Ciekawie wyglądają także
tytuły utworów. Przypomnę o tym, że fińska formacja stworzyła nowy rodzaj
metalu: Love Metal (nazwa bardzo kiczowata, jak na mój gust...).
Pierwszy kawałek "I Love You (Prelude To Tragedy)" już zdradza, o czym
będzie. Naprawdę ciekawy wstęp z riffem gitarowym - zupełne zaskoczenie.
Moja rada - nie pogłaśniaj na początku, bo pożałujesz! Sama piosenka
melodyjna z mało ciekawym biciem piany w tekście. Zero gitar! Wokal
z "deczka" przesłodzony.
"Poison Girl" - utwór z troszeczkę większą dawką gitarowego grzania.
Normalny.
"Join Me" nawet całkiem trzyma klimat. Tylko czemu chłopaki tak żałują
tego swojego sprzętu? I czemu pan Valo tak niemiłosiernie zawodzi?
"Right Here In My Arms" to szybki numer z bardzo mocnym rytmem. Wokal
zwyczajowo "taki trochę nie z tej bajki", a solówa gitarowa?... Rany
Boskie! Najpierw chciało mi sie płakać, ale doszłam do wniosku, że nie
ma o co i... zaczęłam się śmiać - solówa jest okropna i fatalnie zagrana!
Kolejny kawałek - "Gone With The Sin" to spokojna, nastrojowa ballada
(czwarty singiel). Kojarzy się troszkę z kołysanką, a troszkę z próbą
powtórzenia "Wicked Game" z pierwszej płyty. Klimat utworu pasuje do
wokalu, a wokal do klimatu (nic więcej w tym kawałku nie ma).
Na początku "Razorblade Kiss" słychać gitary! Święto! Ochłonęłam...
Numer jak wszystkie, no może trochę więcej gitarowego grzania i
idiotycznych przyśpiewek Valo. I tyle.
"Bury Me Deep Inside Your Heart" także zaczyna się (oprócz klawiszy)
ostrym akcentem. Ale później V.V zaczyna śpiewać jak pedał-pierwsza-klasa
i tak zostaje do końca. Pomimo większej dawki metalu, piosenka jest taka
jak wszystkie, tj. słodka i śliczna.
Bardziej popowe brzmienie ma za to "Heaven Tonight" - chórki a'la "nie rób
mi nic złego", dużo keyboardu i Villuś w roli głównej. Straszne...
"Death Is In Love With Us" (następny kawałek o "zróżnicowanej" tematyce) -
bliźniak "I Love You (Prelude To Tragedy)", no troche szybszy. Przyśpiewki
typu "ał" i "u-u" są na porządku dziennym (występują też "o-o" i "łu-łu"
:)), a sam podkład muzyczny nie zmienia się przez cały numer.
Jedyny utworek, który jako-tako mi się spodobał. Wszystko przez tytuł
(zmartwychwstanie) i żeńskie chórki w tle. "Resurrection", bo o nim mowa,
jest kolejnym popowo-metalowym, melodyjnym, banalnym kawałkiem o
przyjemnym dla ucha wokalu. Jak na mój gust, z takiego tematu można było
wykroić pożądny numer death metalowy, a nie granie dla ciotek-dewotek
(chodzi mi o trucie typu "kocham cię' i "całuję twe usta przesycone
śmiercią").
Ostatnia piosenka "One Last Time" zaczyna się jak hicior z listy "Disco
Relax" (gitara akustyczna + klawisze w niezharmonizowanym zestawieniu).
Kicz w pełni (o co nie trudno na tym krążku) i ociekająca wazeliną
melodyjka rodem z Doliny Muminków. Metal? Tu bym się kłóciła!
Płyta ociekająca komercją - brrrrrr... Może się podobać nastolatkom w
wieku 12-17 lat (nie patrzeć na mnie!). Klasyczne "brzdąkanie", zero
prawdziwej muzy. A Ville z takim pooooootęęęęężżżżżnym głosem to się do
kościoła nadaje. Teksty na jedno kopyto - wszystkie o miłości (cholera,
czy wszyscy są ciągle zakochani?).
Opracowanie muzyczne całkiem dobre. Z tym, że ta muzyka
obraża Dobre Imię Metalu. Ano właśnie: nazwanie twórczości HIM metalem
jest grzechem... Dobry temat na piosenkę?
autor: Mary SAy
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
metal
muzykon (gość, IP: 188.47.177.*), 2010-02-25 21:26:53
| odpowiedz | zgłoś
wiecie co? zajebista mózyka. Miłośc to piekny temat do muzyki. Postarali się z akompaniamentem do tych milosnych kawałków i chylę głowe.
|
| |
trzy grosze.
neveragain (gość, IP: 87.116.204.*), 2008-07-12 23:38:55
| odpowiedz | zgłoś
Fakt faktem, płyta przesłodzona, identyczne piosenki, nie to co oferowało "Greatest Love Songs Vol. 666", ale nie przesadzajmy. Znasz podłoże powstania piosenek? Nie sądzę. To jeden. Dwa, przykro mi, że nie słychać tutaj cholernego emo zawodzenia, a'la MCR czy inna komercyjna szmira. Wolę usypiać słuchając tego i znając tekst, niż skakać w rytmy 'zbuntowanych' nastolatków. Jakby nie patrzeć, płyta RR była ostro ogłaszana, reklamowana, itd., ale ma swój specyficzny klimat. Kiedyś, dawno temu, słuchałam tego, lubiłam i do dziś mam sentyment. Z tą różnicą, że tego, w przeciwieństwie do nowomodnych pseudo piosenek, mogę słuchać. A jeśli chcesz prawdziwych solówek, odsyłam do Led Zeppelin chociażby.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|