Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
59% |
| liczba ocen: |
22 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Michael Kiske "Readiness To Sacrifice"
|
Nazwa zespołu: Michael Kiske
Tytuł płyty: "Readiness To Sacrifice"
| Utwory: |
Could Cry; Ban'em; Philistine City; Crosstown; Where Wishes Fly; Watch Your Blue; Out Of Homes; It; Easy; Shadowfights |
Wydawcy: Castle Communications
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Po naprawdę udanym "Instant Clarity" Kiske powrócił ze swoim najnowszym
albumem o dźwięcznym tytule "Readiness To Sacrifice". I co my tu
mamy? Mamy wspaniały jak zawsze głos Michaela, mamy gitary, bas i
perkusję... Chciałbym napisać, że mamy tu także świetne kompozycje,
ale niestety nie mogę. No, nie mogę i już. Czyżby Kiske się twórczo
wypalił? Miejmy nadzieję, że nie, chociaż słuchając tej płyty można
odnieść takie wrażenie. Poza kilkoma niezłymi momentami, nie ma tu wiele
ciekawego. Na próżno szukać tu takich pereł jak "Do I Remember A Life"
z poprzedniego wydawnictwa. Niestety. Postaram się pokrótce opisać
kolejne utwory.
"Could Cry" zaczyna się obiecująco od ciężkiej gitary i pokręconego rytmu,
ale kiedy wchodzi wokal, cały czar pryska. Musiałem to napisać. Prawda
jest bolesna. Dużo lepiej robi się w refrenie, jakoś tak bardziej
melodyjnie i swojsko.
"Ban'em" to najdłuższy kawałek, ale wcale nie najlepszy. Znowu muzyka
niezła, ale melodia i śpiew dosyć przeciętne.
"Philistine City" broni się bardzo dobrze. To pierwszy utwór na płycie,
który przykuwa uwagę na dłużej. Nareszcie wspaniała melodia i wyśmienity
śpiew Kiske'ego. Oby tak dalej.
"Crosstown" jest całkiem niezły, ma nawet ciekawą melodię,
ale... hmmm... nudzi.
"Where Wishes Fly" sprawia, że adrenalina znowu uderza. Świetny rytm,
melodia i w ogóle wszystko. A refren po prostu zwala z nóg.
"Watch Your Blue" zaczyna się nieźle, ale refren się dłuży i dłuży w
nieskończoność. Ciężko przez niego przebrnąć i dlatego rzadko kiedy mam
dość siły, aby dotrwać do drugiej zwrotki.
"Out Of Homes" prezentuje się dokładnie tak samo jak jego
poprzednik. Świetne pierwsze takty, ale refren nuży.
"It" od początku do końca nie zachwyca. Przesłuchałem go jakieś trzy
razy i więcej już do niego nie wróciłem. Znowu bardzo przeciętny numer.
"Easy" przywraca wiarę w Michaela i pozwala mieć nadzieję, że jeszcze nie
wszystko stracone. Utwór rozpoczyna się refrenem. Tylko głos Kiske'ego
i daleko w tle pobrzmiewające klawisze. Cudowne. Dalej jest tak samo
dobrze. Jeden z najlepszych kawałków na płycie. Jest jakby odpowiednikiem
"Always" z "Instant Clarity".
"Shadowfights" jest ostatni i zdecydowanie najlepszy. To jedyna prawdziwa
perła na tym albumie. Nie ma tu nic czego być nie powinno. Wszystko
jest idealnie dopracowane. Melodia po prostu zachwyca, nie mówiąc już
o śpiewie Michaela, który jest fenomenalny. To bardzo dobre zakończenie
całego krążka, bo pozostawia po sobie miłe wrażenie.
Cóż, tym razem Michael Kiske nie popisał się. A może zbyt wiele
oczekiwałem? Chyba jednak nie. W końcu to Michael Kiske! Żywa
legenda! Wiem, że stać go na znacznie więcej i mam nadzieję, że kolejny
album, który już od jakiegoś czasu jest zapowiadany, przyniesie porcję
wspaniałej i ponadczasowej muzyki, podobnie jak to miało miejsce na
"Instant Clarity. Zatem nie przekreślajmy Michaela. Potraktujmy "Readiness
To Sacrifice" jako wypadek przy pracy, bo przecież nie ma na świecie
człowieka, który nie popełnia błędów. Wszyscy je popełniamy. Sztuka polega
na wyciąganiu wniosków z tych błędów i nie popełnianie ich już więcej. Czy
Kiske'emu się to uda? Czas pokaże. Póki co mamy kilka niezłych piosenek
na długie zimowe wieczory.
autor: Comeill
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|