Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
78% |
| liczba ocen: |
14 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Różni Wykonawcy "As we Die for... Paradise Lost"
|
Nazwa zespołu: Różni Wykonawcy
Tytuł płyty: "As we Die for... Paradise Lost"
| Utwory: |
Gloomy Grim "Say Just Words"; Orphaned Land "Mercy"; Septic Flesh "The Last Time"; Misanthrope "Forever (Shattered) Failure"; On Thorns I Lay "True Belief"; Legenda "Embers Fire"; Argile "As I Die"; Godsend "Gothic"; Stille Volk "The Painless"; Yearning "Eternal"; Nightfall "Lost Paradise"; Sup "Rotting Misery" |
Wydawcy: Holy Records
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5
Przyznam, że zwykle dość sceptycznie podchodzę do różnego rodzaju
składanek, kompilacji zawierających covery cenionej formacji. Tym bardziej
wtedy, gdy "przerabianą" kapelą staje się jedna z największych miłości
mojego życia. Tak też właśnie było w przypadku "As We Die...".
Na pewno znajdą się tacy, którzy jednoznacznie stwierdzą, że Paradise
Lost nie zasłużył sobie na tego typu hołd. Niewątpliwie jest to jedna
z najbardziej kontrowersyjnych formacji egzystujących w metalowym
światku. Mają tyle samo wiernych wielbicieli co fanatycznych
przeciwników. Na przestrzeni dziesięciu lat łatwo można było
zaobserwować stopniową ewolucję w ich muzyce, śmiałe zmiany, odważne
eksperymenty. Każda następna płyta różniła się od poprzedniej,
a jednocześnie zachowywała coś unikatowego, absolutnie pięknego,
charakterystycznego tylko dla nich - klimat. Wielu młodszych
wykonawców próbowało podrobić charakterystyczne solówki Grega,
wielu wokalistów chciało dorównać Holmesowi. Mistrza jednak trudno
jest przerosnąć. Szczególnie, gdy tworzy tak niekonwencjonalną, tak
urzekającą muzykę...
"As We Die..." to miły akcent nie tylko dla samego zespołu, ale też
i dla jego fanów. Na kompilacji znaleźć można utwory z wszystkich
okresów działalności Paradajów (poza "Host", bo składanka pojawiła
się wcześniej). Interpretacje są różne, żadna jednak nie może wywołać
tych samych emocji, które przeżywałam podczas poznawania oryginałów. Są
oczywiście przeróbki, które zachwycają, intrygują i wzruszają. I przede
wszystkim wywołują miłe wspomnienia. Interesujący jest też dobór
wykonawców, większość z nich doskonale jest znana miłośnikom muzyki
metalowej. Na pewno wyróżnia się fenomenalny jak zwykle Septic Flesh. Nie
mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że nie trafili w odpowiedni dla nich
kawałek. "The Last Time" zdecydowanie jest zbyt "słodki", zbyt przebojowy
jak na ich styl. Ubolewam, że to nie oni wzięli na warsztat kultowe
"True Belief". Na "As We Die" bowiem ten słynny klasyk został odegrany
dość nijako, wręcz przypadkowo. On Thorns I Lay nie potrafił wykreować
tej przejmującej, mrocznej atmosfery. Grobowy growling i żeński wokal
też jakoś nie pasują w to miejsce... Zaintrygować za to może niezwykle
monumentalny i epicki Yearning z równie co "True Belief" kultowym
"Eternal". Właściwie z oryginału pozostał tylko tekst - przeróbka brzmi
jak utwór autorstwa Yearning. Majestat, patetyczność, duma... dokładnie
to samo, co powaliło mnie podczas wsłuchiwania się w "With Tragedies
Adorned" (debiut Yearning). Podobnie sprawa ma się z Godsend i kawałkiem
"Gothic". To zdecydowanie najbliższy oryginałowi cover. Gotycki ciężar
i powiew ponurej nocy doskonale oddają klimat początkowych lat Holmesa i
spółki. Podobać może się też Misanthropy z połączonymi w jedno "Forever
Failure" i "Shattered". W pewnym momencie pojawia się tu substytut
gitary Grega. Przekonuje żydowski Orphaned Land z intrygującym, dalekim
od oryginału "Mercy" (co ciekawe - tylko refren pozostał nienaruszony,
pozostały tekst pochodzi z utworu... "Gothic"), "Argile ("As I Die", z
wstawionym fragmentem "Pity the Sadness"), Nigthfall ("Lost Paradise" -
coś w stylu Ulvera z "The Marriage of Heaven and Hell") czy Sup ("Rotting
Misery" - zachowano tu nawet surowość znaną z "Lost Paradise", z drugiej
strony wpleciono w tę kompozycję nastrój typowy dla "Icon"). Dziwnie
natomiast brzmi "The Painless" (odśpiewany chyba po francusku) w wykonaniu
folkowego (tu nawet metalowego) Stille Volk. Podobnie jest ze słynnym
"Embers Fire", tu zinterpretowanym przez Legendę (rock n'rollowy black
metal?) czy "Say Just Words" Glommy Grim. Ale wiadomo przecież, że trudno
jest powtórzyć fenomen oryginalnych wersji.
"As We Die..." na pewno zasługuje na zainteresowanie. Nie jest to żadna
rewelacja, ale znać ją warto. Szczególnie sięgnąć po nią powinni ci,
dla których Paradise Lost był lub nadal jest ważnym zespołem. To kolejne
potwierdzenie kultu i nieodwracalnego wpływu tej kapeli na dzieje metalu.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

|