zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 6 kwietnia 2020

recenzja: The 3rd and the Mortal "Painting On Glass"

19.01.2001  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: The 3rd and the Mortal
Tytuł płyty: "Painting On Glass"
Utwory: Magma; Commemoration; Crystal Orchids; Persistent And Fleeting; White Waters; Aurora Borealis; Dreamscapes; Aurora Australis; Azure; Veiled Exposure; Stairs; Eat The Distance; Vavonia (Part II); Horizons
Wydawcy: Mystic Production, Voices of Wonder
Rok wydania: 1995
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

The 3rd And The Mortal to twórcy niezwykli, nawet wśród tych niezwykłych. Niekonwencjonalne podejście do muzyki zauważalne było już na debiucie "Tears Laid In Earth" - rozmarzone solówki, mnóstwo tęsknoty, smutku, osamotnienia, czarujący głos Kari Rueslatten (tej samej, która udzielała się na płycie Storm)...

Niewątpliwie była to płyta niezwykle urzekająca, ciekawa, oryginalna, jednak tak naprawdę dopiero na drugim pełnometrażowym albumie "Painting On Glass" zespół odnalazł swoje prawdziwe oblicze, wymykając się przy tym jakimkolwiek porównaniom... Przede wszystkim odczuwa się zmiany... w przekazywaniu emocji, w samym brzmieniu, w sposobie śpiewania... Metal, który dominował na "Tears Laid In Earth" stał się tylko częścią fascynującej układanki, dodatkowym walorem artystycznym.

Nie wymyślono jeszcze etykieki (upiorne noce dla krytyków), która byłaby w stanie zobrazować styl, jaki prezentuje The 3rd And The Mortal. Ta muzyka to kocioł różnorodnych, zdawać by się mogło odległych od siebie dźwięków, otchłań emocji i "poszarpanych" uczuć - ambient, psychodelia, elektronika, trans lub dla odmiany urzekające piękno, romantyzm, niepojęta tęsknota...

Już nad debiutem wisiało widmo smutku i bólu, ale o ile tamten ból był wyśniony i delikatny, o tyle na "Painting On Glass" przyjął bardzo realistyczną i bardzo ludzką formę. Duża w tym zasługa Ann-Mari Edvardsen, która po odejściu Kari Rueslatten przejęła funkcję wokalistki. Niewątpliwie jej interpretacje "mortalowych" emocji bardzo różnią się od tych, które prezentowała jej poprzedniczka. I niewątpliwie taki śpiew bardziej pasuje do nowego oblicza The 3rd And The Mortal. Ann potrafi oczarować czułością i pasją, by już za moment brutalnie odepchnąć (lecz tylko pozornie) obłędem, histerią, by zamrozić przeszywającym chłodem, obojętnością... Psychopatyczny anioł...? A może uwodzicielska psychopatka...? Jedno jest pewne - spaja ze sobą nastroje i cechy, które pozornie nie mogą się ze sobą krzyżować.

Dzięki tym umiejętnościom, jak również dzięki muzycznej otoczce, muzyka Mortali wydaje się być bardzo bliska sercu, bardzo przyziemna. Pełno w niej męki, cierpienia, zimna... i gdzieś w środku mnóstwo piękna, nieśmiertelnych marzeń, uczuć. Typowy obraz ludzkiej egzystencji - pełnej wzlotów i upadków, radości i łez, wrażliwości i wyrafinowania...

The 3rd And The Mortal niewątpliwie jawi się jako niekonwencjonalny twór. Nikomu jeszcze nie udało się ich skopiować. Może dlatego, że ich muzyka nie jest przeznaczona dla mas, że w sumie nadal pozostaje niedoceniana i ukryta? A może po prostu geniusz ma to do siebie, że zachwyca tylko w oryginale? Tak, to dobre wytłumaczenie...

Komentarze
Dodaj komentarz »