zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 20 stycznia 2019

recenzja: Alice In Chains "Live"

15.03.2010  autor: Jędrzej Sołtysiak
okładka płyty
Nazwa zespołu: Alice In Chains
Tytuł płyty: "Live"
Utwory: Bleed The Freak; Queen Of The Rodeo; Angry Chair; Man In The Box; Love, Hate, Love; Rooster; Would?; Junkhead; Dirt; Them Bones; God Am; Again; A Little Bitter; Dam That River
Wykonawcy: Layne Staley - wokal, gitara; Jerry Cantrell - gitara, wokal; Mike Inez - gitara basowa; Sean Kinney - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Columbia Records
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

"Live" to jedyny album Alice In Chains z muzyką koncertową, nie licząc opublikowanego cztery lata wcześniej "Unplugged". Jest to także ostatnia płyta, na której można usłyszeć pierwszego wokalistę grupy, Layne'a Staleya, który zmarł w dwa lata po jej wydaniu. Warto również dodać, że zespół właściwie nie istniał w chwili ukazania się "Live" (wydając jedynie box oraz kompilację) z powodu narkotykowego nałogu Layne'a - materiał, który się na tym krążku znajduje, pochodzi z wcześniejszych występów.

Na płycie znalazło się 13 utworów wykonanych na żywo, zebranych z kilku koncertów i pochodzących z różnych okresów działalności grupy, plus jeden dotychczas niepublikowany - zatytułowany "Queen of The Rodeo". Piosenka ma genezę w początkach działalności grupy, gdy ta grała jeszcze jako Alice N' Chainz.

Zaczyna się zapowiedzią zespołu i krzykami publiczności, a zaraz po tym na dzień dobry jeden z najlepszych utworów w całej twórczości Alicji - "Bleed The Freak" z debiutanckiego albumu. W tej wersji gitary brzmią jeszcze brudniej i ciężej, a Layne śpiewa z jeszcze większym zaangażowaniem. Podobnie jest też z resztą materiału. Wersje koncertowe są może mniej dopracowane, ale to właśnie dzięki temu czuć ducha gry na żywo. Inna sprawa, że realizacja mogłaby być lepsza: zdarzają się malutkie zgrzyty.

Kolejny utwór - "Queen Of The Rodeo" - ma posmak południa Stanów Zjednoczonych i brzmi jak... metalowe country. Wolniejsze country'owe elementy przeplatają się tu z metalowym brzmieniem i szybkością (wliczając w to niezłą solówkę zagrana pod koniec) - ciekawa hybryda. Najważniejsze jednak, że chwyta! Nie do końca można powiedzieć tak o wykonaniu "Angry Chair", numeru 3 na "Live". Wersja koncertowa wypadła mniej przekonująco i gdzieś uleciał z niej klimat pierwowzoru, w dodatku Staley jakby nie do końca się tu odnajduje. Jest to jednak jeden z niewielu (o ile nie jedyny) takich momentów na tym albumie.

Co w szczególności zapada w pamięć? Nieźle bujające wykonanie "Man In The Box", jakby jeszcze wolniejsze i dłuższe przez to o minutę, pełne pasji "Love, Hate, Love" (dla mnie najlepszy fragment płyty), bardzo energetyczne "Them Bones" i "Dam That River" oraz cięższe niż wersja studyjna "Again".

Czego zabrakło? Na pewno większej ilości materiału z ostatniego studyjnego albumu ze Staleyem, dwa utwory go reprezentujące brzmią naprawdę interesująco i robią apetyt na więcej. Wyciszono także reakcje publiki, którą słychać właściwie tylko na początku i na końcu każdego z utworów - choć ma to i swoje plusy, bo przynajmniej nie zagłusza muzyków. Przydałoby się również więcej kontaktu członków Alicji ze zgromadzonymi fanami, ale być może wycięto to w produkcji.

Najważniejsza jest jednak muzyka, która broni się sama. Generalnie materiał umieszczony na tej płycie różni się od wersji studyjnych przybrudzonym brzmieniem i ciężarem, ale także tym, że praktycznie brak tu tak charakterystycznych dla zespołu dwugłosów. To jednak dość logicznie - ciężko byłoby Cantrellowi wygrywać swoje połamane riffy śpiewając jednocześnie. To eksponuje wokal Staley'a, który wywiązuje się jednak ze swojej roli bardzo dobrze. Jego głos pasuje do muzyki i nie brak w nim ekspresji - sprawia wrażenie, jak gdyby każdy utwór głęboko przeżywał.

"Live" to bardzo dobry album koncertowy, który polecam fanom Alice In Chains. Niekoniecznie za to tym, którzy dokonań zespołu nie znają - może ich odstraszyć brudne brzmienie i nie najwyższych lotów realizacja dźwięku. Pomimo zalet, album ten może pod koniec zmęczyć (mniej wprawionego) słuchacza. Niemniej jednak jest to już teraz jedyna okazja, by usłyszeć śpiew Layne'a Staleya na żywo.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (101 głosów):

 
 
71%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Deicide "Once Upon the Cross"
- autor: Megakruk

Peter Gabriel "Scratch My Back"
- autor: Jakub "Rajmund" Gańko

The 69 Eyes "Back in Blood"
- autor: Jakub "Rajmund" Gańko

Armia "Czas i byt"
- autor: ad

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy masz poczucie humoru?